główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version
Aleksandra Kunce
Uniwersytet Śląski w Katowicach

Post-fabryka. Rzuceni w miejsce

  1. Bycie w czasie postindustrialnym.

     Poczucie bycia w czasie postindustrialnym, znaczonym usługami, w którym żyjemy między sobą, jak pisał Daniel Bell, sprawia, że istniejemy poza porządkiem natury i niewiele mamy wspólnego z rzeczami i maszynami[1]. W odwrocie od tego myślenia, chodziłoby o coś głębszego - o przywrócenie doświadczenia i niepokoju poznania w związku z miejscem postindustrialnym. Dawne fabryki, kopalnie, huty, giełdy towarowe i stacje przeładunkowe wabią i niepokoją. Uległy transformacji, stając się muzeum, skansenem, galerią, kawiarnią, łąką, ścieżką na trasie turystycznej, polami golfowymi, loftami, terenem rozmaitej aktywności sportowej i kulturalnej, wreszcie opuszczoną i zagubioną w przestrzeni architekturą przemysłową. Jakby przeszła burza piaskowa, zasypując miejsce, a wraz z nimi dawne doświadczenie masy ludzkiej, która żyła w dyscyplinie, pokornie poddawała się rytmowi pracy, z wyznaczonym czasem na odpoczynek, trwała w poczuciu wartości zespołowego działania, w zrozumieniu dla planowych rozwiązań i precyzyjnych wykonywanych czynności, powracających dzień po dniu.
     Imperia przemysłowe i wojskowe zasadzają się na poczuciu służby i oddania. Za wszystkim jest i cierpienie, ale fabryka nigdy nie była opowieścią o tzw. szczęściu jednostkowym jako "samochciejstwu". Wypełnianie obowiązku było złączone z poczuciem bycia we wspólnocie tych, którzy przybyli do cywilizacyjnych ośrodków w wiekach XVIII i XIX, do fabryk, hut i kopalń, by zaznać miejskiego życia, swobody i dobrobytu - mierzonego wedle miary innej niż współczesna. Wypełnianie obowiązku w końcu stało się służbą w miejscu i dla miejsca, które się rozszerzało, było fabryką, domem, okolicą, krajobrazem, regionem. Obowiązek, przez politykę i kapitał, stawał się czasem poddańczą pracą dla właściciela, rodu, państwa, ideologii, jednak te odniesienia jakoś zawsze przegrywają z codziennie wypełnianym zobowiązaniem wobec miejsca i domu, czyli tego, co najbliższe.
     Miejsca postindustrialne przez owo "post" są już wydobyte przez czas, po tym jak przeszła burza piaskowa, po tym jak zapomniany został hałas i ruch fabryk, po tym jak przyszło zapomnienie dawnego rytmu okolicy - z miejsca postindustrialnego wystają kikuty dawnego doświadczenia. Zawsze to miejsca jakoś okaleczone i bezwładne, nawet wtedy, gdy zachwycają dizajnem i wydają się na nowo tętnić życiem zwiedzających, jak w Essen, w Ostravie czy w Zabrzu. Przechadzając się po błyszczących muzeach i tandetnych centrach handlowych, powstałych na terenach dawnych wielkich zakładów przemysłowych, wystarczy chwila refleksji, by przedostać się do drzemiącego pod nimi doświadczenia końca, również końca zadomowienia. Czy jesteśmy skazani już tylko na oglądanie spektaklu pośmiertnego, po końcu tego, co było niegdyś tak troskliwie przez nasz pielęgnowane i szanowane? Czy możliwe jak na nowo zamieszkanie w miejscu postindustrialnym?

  1. Post-fabryka jako idea.

     By zamieszkiwanie w miejscu postindustrialnym stało się możliwe, trzeba oddalonego spojrzenia i odnowionego doświadczenia fabryki - gdy zgodzimy się, by tym pojęciem objąć i dawne fabryki, i kopalnie, i huty, i kolej, i stacje przeładunkowe, i giełdy towarowe etc., czyli sfery, które tworzą przemysłowy okres w naszych dziejach. Istotne jest, by uczynić z dawnej fabryki ideę, na nowo się z tą ideą związać, mieć świadomość, że znów jesteśmy częścią czegoś wielkiego. Rozsiani w przestrzeni, przechadzający się wśród miejsc, spotykający i mijający się z sobą, w przejściach i w przepływach, znów odkrywamy, że tym, co nas ożywia jest ciężar miejsca. Nam, którzy zastąpili ciężar rzeczy niematerialną usługą, wiedzą i informacją, potrzebne jest namacalne miejsce.
     Utrata maszyny jest bolesną utratą ciężaru rzeczy. Zmierzamy ku miejscu, nawet gdy wydaje się ono ruchem, samym przepływem i chwilą. Potrzebujemy siły ciążenia. Czujemy, że znów stąpamy po ziemi. Postfabryka, jako transformowana materialnie, funkcjonalnie i doświadczeniowo przestrzeń dawnej fabryki, byłaby takim miejscem, które wraca nam utracone poczucie ciężkości, nie tylko dawną fabrykę przepisuje i odkształca, bo to nie musiałoby być poważne, ale na nowo ją wraca naszemu doświadczeniu, przynosi obecność i namacalność w tym, że powtarzamy ruch, stąpamy po ziemi, dotykamy maszyn, zapełniamy przestrzeń naszą aktywnością, ale i w tym, że na nowo staramy się zamieszkać w idei, którą powołaliśmy. Postfabryka jest już przeobrażonym, ale wciąż przeszywającym nas doświadczeniem i ideą, z którą chcemy się związać, by w niej zamieszkać.
     Juhani Pallasmaa przypominał, że architektura umiejscawia nas w czasie i przestrzeni, nadając im ludzką miarę, "pozwala udomowić bezgraniczną przestrzeń i nieskończony czas, dzięki niej ludzkość jest w stanie je znieść, zamieszkać w nich i je zrozumieć"[2]. W odniesieniu do architektury domów czy katedr nie mamy problemu z powiązaniem bryły budynku z zadomowieniem. W odniesieniu do założeń przestrzennych dawnych fabryk, często kunsztownych mimo funkcjonalności, możemy mieć problem. Wydawać by się mogło, że nie miały nas zadomawiać, gdyż szło o zysk ekonomiczny, jeśli jednak wnikliwiej się im przypatrzymy, to dostrzeżemy, że kryła się za nimi idea związania człowieka z miejscem, wyrażona w dopasowaniu architektury do miejsca, w kształtowaniu okolicznej przestrzeni osiedli robotniczych, budynków użyteczności publicznej służących mieszkańcom codziennie (dworzec, szkoła, szpital, dom towarowy, poczta, sklepy, ogrody, parki, restauracje, gospody, łaźnie, pralnie), ale i we współtworzeniu odpowiedzialności za miejsce dane nam geograficznie i odziedziczone historycznie, we współtworzeniu stylu życia, wyobraźni kulturowej i repertuaru wartości estetycznych i moralnych. Fabryka to nie tylko architektura i plany zagospodarowania przestrzeni, to złożona kulturowa rzeczywistość, która wytwarza ruch, inicjuje zachowania i myśli, nadaje znaczenia, ustanawia relacje społeczne, łączy i separuje rzeczy, ludzi, rewiry, wprowadza reguły życia, czyli sztukę życia, nauczając dyscypliny bycia w miejscu. Fabryka obejmuje ludzi, przywiązując ich do siebie, nawet, gdy nie są tego świadomi.
     Udajemy się do postfabryki po tym jak zaszła w nas istotna zmiana, a doświadczenie przemysłowe zostało oddalone. Podejmujemy trud zbudowania więzi z tym, co odległe, a może już i obce. Widzimy w postfabryce nie tylko pole działającej erozji, ale i uzdrawiającą rolę w odnawianiu naszego zadomowienia w czasoprzestrzeni, kiedy nasz dom i nasza pamięć zostały zagrożone utratą. Postfabryka pozwala na zrozumienie tego, kim jesteśmy, by wyrwać się z bezkształtnego przepływu i ulotności. Snując się po przestrzeniach dawnej fabryki, teraźniejsze doświadczenia mieszają się z dawnymi obrazami, fotografiami, opowieściami rodzinnymi, dawnymi relacjami prasowymi i radiowymi. W postfabryce pamięć i wyobraźnia ulegają sprzężeniu z sobą. Przypomnienia i przywołania, wymyślenia i pomyślenia nieustannie wznoszą olbrzymie miejsce, które wypełnione jest nami, ale i podtrzymywane mocodajnym podłożem dawnej fabryki. Tu nic nie jest bezpodstawne. W postfabryce zyskujemy grunt, zaglądając w głąb.

  1. Europa jako kontynent postindustrialnych regionów.

     Pożytecznymi rozwiązaniami, które wynikają z wniknięcia w głębię doświadczenia, są działania Szlaku Zabytków Techniki, obejmującego kulturę dziedzictwa przemysłowego i wiążącego w myśleniu zabytek, wartość, sztukę przemysłową i sztukę życia. Szlak Zabytków Techniki w województwie śląskim stał się w 2010 roku, jako jedyny szlak z Europy Środkowo-Wschodniej, częścią Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego (European Route Of Industrial Heritage - ERIH[3]). Trasa turystyczno-kulturowa łączy obiekty związane z kulturą dziedzictwa przemysłowego i stanowi markowy produkt turystyczny, jak piszą twórcy projektu na oficjalnej stronie internetowej[4]. Eksponuje obiekty związane z tradycją górniczą, hutniczą, energetyką, włókiennictwem, kolejnictwem, łącznością, produkcją wody i przemysłem spożywczym. Dawne obiekty przemysłowe wszak są swoistymi dziełami sztuki, jak chociażby zabudowania hutnicze w Königshütte (Królewska Huta) z 1806 roku, gdzie widać silną stylizację gotycką i, jak pisze Henryk Waniek, gdyby nie dym, można by je wziąć za pałac czy klasztor; podobnie jak zresztą i inne zakłady przemysłowe, które widnieją na krajobrazowych widokach Śląska tworzonych przez cały XIX wiek w firmie litograficznej Reiden & Knippel w Schmiedeberg (dziś Kowary) - "Huty, kopalnie i inne zakłady wzorowano na średniowiecznych twierdzach lub świątyniach"[5].
     Propozycje wycieczek Szlaku Zabytków Techniki, odkrywających miejsca postindustrialne w Tarnowskich Górach[6], w Bytomiu czy w Gliwicach mają na celu budowanie w mieszkańcach i zwiedzających wiedzy o bogactwie miejsca, ale i otwarcia na wartości cywilizacyjne i etyczne, które skrywają się za miejscami przemysłowymi. W odniesieniu do innej przestrzeni - Liverpoolu, ale bliskiej przez wzgląd na ten sam fundament rewolucji przemysłowej, Erik Bichard pisał, że ważne jest by "pomóc zwiedzającym i mieszkańcom na nowo odkryć wartość miasta"[7]. W oglądzie naszym chodzi o więcej i o głębiej - miasto zostaje przekroczone przez region i opowieść o domu, bo to one otwierają na wartości kulturowe.
     Wracając do propozycji szlaku możemy wybrać np. trasę liczącą 68 km, poruszając się szlakiem wybitnych architektów, kuzynów Emila i Georga Zillmannów, którzy większość projektów realizowali na Górnym Śląsku. Na trasie zobaczymy: Powiatowy Zakład dla Inwalidów w Rokitnicy (powstały w latach 1902-1904, od 1948 roku jest częścią Śląskiej Akademii Medycznej); zabudowy dwóch kopalń Sośnica oraz KWK Gliwice, na terenie której ma swoją siedzibę Oddział Odlewnictwa Artystycznego Muzeum w Gliwicach; osiedle Giszowiec, będące unikatową kolonią robotniczą, swoistym miastem-ogrodem (zbudowane w latach 1906-1910 dla pracowników spółki Georg von Giesche’s Erben) oraz Nikiszowiec (osiedle powstałe w latach 1908-1919 z ceglanymi blokami z wewnętrznymi dziedzińcami, gdzie unikatowe budynki powiązane są przewiązkami). Doświadczamy tego, że jesteśmy poddanymi terytorium kulturowego, które jest dla nas, ale i dla innych, tych przed nami i po nas.
     Kolejna propozycja trasy równie szybko wrzuca nas w nawarstwienie czasoprzestrzeni. Liczący niespełna 7 km szlak odkrywa przed nami perełki industrialne w Zabrzu. Pierwszym przystankiem na trasie jest Zabytkowa Kopalnia Węgla Kamiennego Guido, którą założył w 1855 roku hrabia Guido Henckel von Donnersmarck, z najgłębiej położonym punktem pocztowym w Europie, z 3000 metrami podziemnych wyrobisk, z dostępem na poziomie 320 m do podziemnego baru, sali teatralnej czy koncertowej, ale też z możliwością doświadczenia surowości kopalni, mroku i ciszy na poziomie 355 metrów. Drugim przystankiem jest Muzeum Górnictwa Węglowego, mieszczące się w zabytkowym budynku dawnego starostwa powiatowego, w którym znajduje się jedyny zachowany w całej Europie XVIII-wieczny kunszt wodny (pompa odwadniająca). Kolejny przystanek to powstały w 1938 roku Miejski Ogród Botaniczny, a kończy trasę Szyb Maciej, z ponad 70-letnią, wciąż sprawną, elektryczną maszyną wyciągową.
     Znajdujemy się oto w centrum cywilizacyjnego zakorzeniania. Ale i dalej - jesteśmy w centrum rodzinnej poprzemysłowej Europy. Projekty rewitalizacyjne starych młynów i papierni we włoskiej prowincji Salerno; projekt osiedla w starej fabryce Forda w Bukareszcie; transformacje budynków dawnych magazynów tekstylnych, giełdy bawełny i kukurydzy, centrum dokowania i transportu w Manchester; Muzeum Guggenheima w Bilbao adoptujące dawne tereny przemysłowe; Muzeum Śląskie w Katowicach wyrosłe w przetworzonej przestrzeni kopalni Katowice; kompleksowa rewitalizacja dawnej kopalni i koksowni Zollverein w Essen; rewitalizacja najstarszej huty szkła na świecie w Harrachovie wraz z założonym tam browarem; przemyślane adaptacje dla zwiedzających Zabytkowej Kopalni Węgla Kamiennego Guido czy Zabytkowej Kopalni Srebra i Sztolni Czarnego Pstrąga w Tarnowskich Górach; ciekawe projekty udostępniania nieczynnych kopalni w dzielnicy Březové Hory (Příbram) czy w kompleksie Landek Park w Ostravie (Petřkovice); turystyczna adaptacja Kopalni Soli Wieliczka; projekt zagospodarowania terenów dawnych zakładów Norblina w Warszawie; adaptacja przędzalni Karola Scheiblera na lofty w Łodzi; Młyn Żytni w Szamotułach pod Poznaniem zaadoptowany na budynek mieszkalny; projekt loftów w budynkach papierni we Wrocławiu; projekt rewitalizacji obiektów Elektrociepłowni Powiśle w Warszawie; projekt adaptacji browaru we Wrzeszczu; projekt adaptacji na cele mieszkaniowo-usługowe browaru w Krakowie; odbudowa młyna na cele mieszkalne Petersona w Bydgoszczy; adaptacja tkalni w Zielonej Górze; projekt Wzorcowni przeobrażającej włocławską przestrzeń fabryki fajansu w centrum handlowo-usługowo-rekreacyjne; rewitalizacja dawnej kopalni Julia zakończona powstaniem Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia w Wałbrzychu; przebudowa na cele mieszkalne starej kotłowni w Gliwicach czy lampowni w Bytomiu; projekt przebudowy dawnej Fabryki Porcelany na park technologiczny w Katowicach - to tylko nieliczne przykłady postindustrialnych zmagań projektantów. Tworzymy wspólnotę doświadczeń. Jesteśmy Europą poprzemysłowych regionów.

  1. Miejsce postindustrialne jako moralitet.

     Miejsce postindustrialne, w którym znów nastąpiło ożywienie, a nowa galeria czy instytucja edukacyjna pozwoliła miejsce wydobyć na nowo, staje się swoistym moralitetem. Przynosi naukę o upadku rzeczy, ludzi i fabryk, która jest jednocześnie nauką o odrodzeniu. Nie chodzi jedynie o to, by się "coś działo" i by zabawa zdominowała dawne miejsce, które przez pracę wiązało niegdyś życie i śmierć. Nie idzie wszak o kultywowanie konsumpcji, rozrywki czy beztroskiego dizajnu, ale o takie transformowanie miejsca, by wydobyć je na nowo poprzez wartość bycia w miejscu, w którym istniejemy po sobie, jedni po drugich, ustępujący miejsca następcom. W postfabryce dochodzi do osobliwej wymiany. Nasze emocje, przeżycia, doświadczenia, historie przelewamy na miejsce, które podejmujemy już "post", ale i transformowane miejsce użycza nam własnej historii i organizacji przestrzeni, stymulując nasze myśli i działania. W miejscu postindustrialnym, o ile zostaje właściwie podjęte, dokonuje się egzystencjalne podjęcie siebie. Nasze ciało pojawia się w zastępstwie niezliczonych ciał, które przed nami, przez pot, zmęczenie, pamięć powtarzalnych ruchów, może naznaczenie, wyczerpanie czy okaleczenie, to miejsce zapełniały sobą i je współtworzyły. Jak pisał Pallasmaa, "architektura łączy nas ze zmarłymi"[8]. Teoretyk i praktyk architektury pisał dalej, że "konfrontuję moje ciało z miastem"[9], a zatem nie tylko doświadczam siebie w przestrzeni miasta, ale samo miasto istnieje poprzez moje cielesne usytuowanie i doświadczenie.
     Nam jednak chodzi o złączenie z miejscem, które przekracza porządki urbanizacyjne. Miejsce łączy nas ze zmarłymi w sposób przejmujący, wręcz porusza nas do głębi. W postfabryce cielesna wymiana ma niebagatelne znaczenie. Wszystko tu związane jest z realnym przemieszczaniem się, oglądaniem przestrzeni, słuchaniem odgłosów fabryki, dotykiem faktury maszyn, podłoża i ścian, odbieraniem zapachów fabryki - specyficznie pachnie port, dom, perfumeria, cukiernia, ale i fabryka. Fabryka to sfera węchu, dotyku, wzroku, słuchu, to sfera zmysłowej i intelektualnej wyobraźni. Zachowuję środki ostrożności, poruszam się wytyczonymi ścieżkami, jadę kolejką, posłusznie wypełniając polecenia znawców-mistrzów, zakładam kask, schylam się, gdy trzeba etc.
     Postfabrykę, już we fragmencie doświadczenia, trzeba sobie umieć dalej wyobrazić. Ciało zwiedzającego już nie musi posiadać tej wiedzy i być w takiej gotowości na podjęcie niebezpieczeństwa, jak ciało pracownika dawnej fabryki, ale wciąż w strzępach wraca pokornie realizowane posłuszeństwo ciała, które musi być czuje i zorganizowane w przestrzeni postindustrialnej. Postfabryka specyficznie wiąże naszą cielność z tymi, co przed nami. Wracamy w myśleniu do wspólnoty czasu i miejsca. Postafabryka staje się wspólną realnością, a nie jedynie złudnym obrazem. W tym sensie miejsce, w którym dochodzi do nas, że istniejemy "po sobie", jest powrotem do idei domu.
     Postfabryka rzutuje na nas miarę, jakbyśmy bez tej przestrzeni byli pozbawieni formy i znaczenia, wzmacnia naszą podmiotowość. Rzutuje miarę na nasze miejskie doświadczenie przestrzeni i czasu, jak gdyby brakowało nam siły wyrazy. Do miejsc postindustrialnych udajemy się nie po to, co rysuje się nam jako oczywiste - spektakl, zakupy, ekspozycja muzealna, warsztaty edukacyjne, smakowanie trunków czy koncert na poziomie 300 metrów pod ziemią, emocje sportowe etc.; ale po to, co jest ukryte, co jest źródłową prawdą o domu i przemijaniu rzeczy, co niepokoi nas i wyprowadza poza siebie ku temu, co nienazwane i niezrozumiałe. W służbie czego jedni po drugich tak samo wypełniamy obowiązek bycia w miejscu i bycia dla miejsca? Skąd przychodzi to, co nas niepokoi? Rozumiejące bycie w miejscu postindustrialnym jest w jakiś stopniu podróżą do źródła. Odwiedzamy takie miejsca, jak się odwiedza domy, ale i cmentarze. Odwiedziny są już zawsze zachowaniem odległości między nami, stają się odświętne. Podróż do miejsc postindustrialnych, często wyczynowa eksploracja tych tajemniczych już dla nas przestrzeni, staje się swoistym pielgrzymowaniem do tego, co niepojęte w obrębie naszych domostw.

  1. Miejsce wydobyte przez akustyczną i wizualną surowość.

     Gdy cichnie praca, następuje koniec porządku rzeczy. Cichnie praca - może nadmiernie eksploatująca człowieka, a może zrośnięta z dobrym wydobyciem w człowieku tego, co największe, a może tylko dopasowana do ludzkiego rytmu życia, które domaga się nadania mu wartości i formy. Nie zawsze praca musi wiązać się ze spustoszeniem, którego obraz najłatwiej przywołać przez przemysłowe Coketown Charlesa Dickensa w Ciężkich czasach. Człowiek, dookreślony przez życie wspólnoty jako człowiek pracy, nagle wrzucony zostaje w bycie na końcu czasu. Czasoprzestrzeń, która "od zawsze" podsuwała oczywiste kształty, wartości, następstwo zdarzeń, nagle staje się utratą. Ludzkie poczucie utraty nagle zostaje przerzucone na czasoprzestrzeń, to ona zostaje bez pracy, bez ludzi dobrej roboty, sobą oznajmia koniec i oddalenie. Stanowi akustyczną i wizualną surowość. Przejmujące jest doświadczenie dawnej kuźni kopalnianej, która już dzisiaj tonie w ciszy czy doświadczenie unieruchomionej maszyny wyciągowej, która naznaczała miejsce przynależnością do dźwiękowego krajobrazu cywilizacyjnej Europy. Projekt nagrywania i zachowania dźwięków dawnej pracy i codzienności, który stał się udziałem muzeów europejskich (Muzeum Pracy w Norkköping, Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie, Muzeum Techniki w Ljubljanie, Westfalijskie Muzeum Przemysłu w Dortmundzie, La Fonderie. Muzeum Pracy i Przemysłu w Brukseli, Fińskie Muzeum Pracy Werstas w Tampere)[10], stanowi jakieś odbicie braku, ale i poczucie przynależności do przemysłowego dziedzictwa. Jednak ów brak jest jeszcze mocniej doświadczany w obliczu zatopionej w ciszy dawnej fabryki.
     Rosłe szyby fabryczne, widoczne z oddali dla przybywających, niczym średniowieczne katedry, na swój sposób uświęcały przestrzeń i orientowały przybysza wędrującego za chlebem i dostatkiem. Dziś osamotniony pokopalniany szyb, nieśmiało dominuje nad okolicą, gdy szklane wieżowce biurowców i apartamentowców na nowo definiują przestrzeń miasta. Jednak samotne budynki fabryczne, wieże ciśnień czy szyby wciąż wabią z oddali, wciąż są niczym święte wieże, nakierowujące już innych pielgrzymów, wyruszających w drogę w innym celu. Wieża ciśnień przyciąga nas, bo roztacza na okolicę aurę metafizyczną. Niepokoi. Jest już zamkniętym punktem architektonicznym, niedopuszczającym nas do siebie wraz z utratą doświadczenia, ale i wciąż zapraszającym do spojrzenia z oddali. Przestrzeń i czas domagają się podjęcia. Koniec fabryki, koniec maszyny, koniec porządku w miejscu "post" to specyficzny koniec, który podlega transformacji, otwierając się znów na życie. Ale życie jest już inaczej pojęte, ujęte w dystans, ironię, a nawet zabawę, ale i przez najprawdziwszy imperatyw, by na powrót zamieszkać w miejscu.
     Źle się dzieje, gdy miejsce "post" staje się tylko próżniaczą eksploatacją tego, co dawne, gdy zapisuje miejsce konsumpcją, zabawą, symulacją aktywności. Karykatura fabryki będzie zawsze karykaturą życia. Postfabryka nie ma być parodią utraconej mocy przemysłowej i kulturotwórczej. A taka utrata ma miejsce wtedy, gdy dawną powagę zastępujemy jedynie rozrywką bądź naiwną ekologiczną narracją. W tym drugim wypadku dbałość jedynie o ekologiczne przeobrażenie miejsca postindustrialnego jest zmarnowaniem potencjału miejsca. Idea SynergiCity, owocująca wyznaniem wiary w to, co małe, nieszkodliwe, kruche, zdrowe, zielone, wspólnotowe, a co przekłada się w odważny projekt przebudowy[11], jest ważna współcześnie, ale antropologicznie to za mało. Nie może więc nam chodzić jedynie o przebudowę miast postindustrialnych z uwagi na synergię pojętą środowiskowo, nakierowującą troskę na zrównoważony rozwój, ekologiczne wizje urbanistyczne, innowacyjną ekonomię, gdzie czyste powietrze, tereny zielone, ograniczony ruch samochodowy czy mały biznes niewyrządzający szkód w środowisku są argumentem na rzecz przeobrażeń. To ważne, podkreślmy to, ale budować miejsce można tylko z głębi.
     Dobrze, gdy "post" przepisuje powagę miejsca i jest potężnym gestem w przestrzeni, wiąże to, co dzisiaj już tylko powierzchowne, z tym, co ukrywa się głęboko pod ziemią, co stanowi rozległy podziemny fundament miasta. Rozrastające się miasto zawdzięcza nieczynnym kopalniom właściwą perspektywę i oddech, gdyż wyznaczają one linię horyzontu, która nie pokrywa się z linią wyznaczoną przez biurowce i apartamentowce czy łąki. Bryła "post" nie pozwala zapomnieć nam w mieście o właściwym podłożu. Dopiero po utracie dawnego miejsca, można na nowo się na nie otworzyć. Z miejscem, które przestało być pojmowane funkcjonalnie, na nowo nawiązuje się więź, uzmysławiając sobie przynależność do czegoś, co było niezauważone, a może deprecjonowane. W miejscu "post" na nowo odkrywamy napięcie między mitem miejsca i fabryki, między naszą tęsknotą za domem i doskwierającym poczuciem wyobcowania. Fabryki wraz z ich wiarą w maszyny, w konkretny efekt, w to, co stałe i namacalne, pozornie wydają się nie pasować do cybernetycznych czasów i ulotnych trendów. A jednak osamotnione hale produkcyjne czy błyszczące na nowo maszyny, okazują się podtrzymywać miejsce energią. To, co na pierwszy rzut oka nieużyteczne, wypełnia miejsce tym, co istotne.

  1. Miejsce jako kwintesencja cierpienia.

     Postindustrialny krajobraz potrzebuje ujęcia przez metaforę blizny, ale też po sąsiedzku przez myślenie o naznaczeniu, zabliźnieniu, pokiereszowaniu, przerażeniu tym, co zostało. Taką opowieść tworzy Anna Storm pisząc, że blizny krajobrazu odsyłają do zawiłej przeszłości, gdzie utrata, rana, strach, sąsiaduje z przetrwaniem i odwagą[12]. Najprościej w tym wyobrażeniu, wiążącym pamięć, doświadczenie, projekty ekonomiczne i polityczne, przychodzi odniesienie do Czarnobyla[13]. Krajobraz, który przywołuje utratę i zmierzch utopii, jest kwintesencją bólu.
     Jednak w tropieniu bólu, który wiąże człowieka z miejscem jako złożoną rzeczywistością, w której to osoba i jej doświadczenie są sednem myślenia, musimy zawierzyć raczej temu, co antropologiczne, co jest w stanie wydobyć indywidualność, wspólnotę, pokorę bycia w miejscu, wsłuchanie się w życie i tworzenie świata. Zawierzmy Reinerowi Marii Rilkemu, który w Notatkach o melodii rzeczy, opisując spotkanie krewnych przy łożu śmierci bliskiej osoby, odnotuje ich obojętność względem siebie i zamieszanie, po których pojawia się jednoczący ból - "Aż w końcu rozpościera się za nimi ból. Siadają, w milczeniu pochylają głowy. Ponad nimi jest jakby szum lasu. I są sobie bliscy, jak nigdy przedtem"[14]. I doda, że ludzie na co dzień słuchają jedynie fragmentów melodii, w którą teraz dopiero zaczynają się wsłuchiwać, bo "są jak drzewa, które zapomniały o swoich korzeniach i sądzą, że cała ich siła i życie tkwi w szumiących gałęziach"[15]. Milczenie, zrozumienie subtelnych połączeń między nami nie jest tylko chwilą, potem emocjonalnie zapisaną w pamięci, ale prowadzi do uświadomienia sobie głębszego związania z miejscem, złączenia tego, co było i co nadejdzie. Milczeniu, wobec tego, co niewysłowione, przychodzi z pomocą miara miejsca, które jest zobowiązaniem i czyni życie zwięzłym poprzez nadanie mu osobnego rysu.
     Miejsce postindustrialne jest takim wsłuchaniem się w czasoprzestrzeń, która nie przynależy tylko do tego, co widoczne i użyteczne, ale poprzez nią człowiek, gdyby tu przywołać określenie Rilkego, zostaje "wtajemniczony w życie"[16]. Miejsce postindustrialne ma siłę wodospadu, poraża szumem i energią, przez spiętrzenie warstw myślenia i działania postindustrialnej czasoprzestrzeni, miejsce wrzuca człowieka w samo jądro zadomowienia. Samotnie sterczący szyb pokopalniany, zasypane stawy poprzemysłowe, ale i oślepiający neon zachęcający do zwiedzania czegoś, co już nie istnieje w dawnym kształcie, wciąż stanowią siłę, która zanurza nas w miejsce, blisko korzeni i idei zadomowienia. Przez złączenie w bólu z powodu utraty dawnego oblicza miejsca, następuje powolne przejście do myślenia o miejscu jako zakorzenionym centrum, wciąż emanującym mocą tworzenia świata, nieustannie ustanawiającym dla nas to, co okoliczne, współtworzącym wspólnotę tych, którzy w miejscu, w rytmie życia i śmierci, wciąż tak samo podtrzymują świat.

  1. Postindustrialny dizajn i dom.

     Praktyki wzornictwa, dokonujące się w kulturze, zwyczajowo kojarzone są z architekturą, ubiorem, grafiką użytkową, projektowaniem wnętrz, dóbr konsumpcyjnych, przedmiotów, gier etc., ale i chociażby z projektowaniem sprzętu wojennego, fabrycznego, transportowego. Stają się swoistym polem oddziaływania idei, wartości, wzorców zachowań i sąsiedztwa rzeczy.
     Wzornictwo jest związane z historią ludzkości, jak piszą Charlotte i Peter Fiell, przedmiot stworzony przez człowieka jest już przedmiotem zaprojektowanym, a przez jego użytkowanie doświadczamy świata[17]. Dizajn obejmuje i planową koncepcję, i to, co jest materialnym efektem tworzenia. Wywiedziony z łacińskiego czasownika designare (wyznaczać, obmyślać, wybierać), jak podają autorzy, do XVII wieku design ma odniesienie do tworzenia artystycznego wzoru czy planu budowli, jednak dizajn w większości wypadków cechuje zrównoważenie aspektów artystycznego i technicznego[18].
     To sprzężenie jest dla nas o tyle ciekawe, że może naprowadzić nas na różne wykładnie trudnej relacji sztuka-technika i artystyczne-użyteczne, przechylając szalę na jedną ze stron. Istotniejsze antropologicznie jest jednak to, że dizajn może być tym, co miejsce przeobrazi, co wizerunkowo miejsce odrodzi i zaprojektuje jego przyszłe nowatorskie podjęcie: nowe funkcje, nowi użytkownicy, nowe sensy, nowe aktywności, nowy styl życia, nowy sposób patrzenia na stare miejsce, nowe podjęcie własnego umiejscowienia. Nie chodzi jednak o to, że dizajn kształtuje świadomość, ale że idea miejsca stoi przed gestem projektanta i praktyka kultury - najpierw myśl, potem rzecz. Aby tak się stało, musi być coś więcej niż znalezienie pomysłu na odnowione powiązanie techniki i sztuki, artystycznego i użytkowego, musi nastąpić wydobycie doświadczenia miejsca. Dizjan, antropologicznie wypełniony, powinien być czymś więcej niż powiązaniem artyzmu i funkcjonalności, piękna i ergonomii. Wiąże celowość z wiarą w rękodzieło czy rzecz wyprodukowaną maszynowo, łączy zaufanie do demokratyzacji rzeczywistości z produkcją piękna dla mas, ale i coś jeszcze - przynosi wiarę w "lepsze" rozwiązania. Antropologicznie wypełnione znaczenie słowa "lepsze" jest inne niż to, które przyświeca myśleniu projektanta, "lepsze" nie znaczy bardziej pomysłowe, kunsztowniejsze czy bardziej funkcjonalne, ale głębsze w budowaniu myślenia wokół miejsca i codzienności, bardziej zakorzenione w tym, co domowe.
     Dizajn może odrodzić miejsce przez zwrot do głębi, do tego, co jest tożsamością miejsca, a co zostało być może zapomniane, w tym sensie może odrodzić i transformować dawne wartości, czyniąc z nich impuls do rozwoju i nowego odmłodzonego myślenia. Podobnie rzecz ma się z odniesieniem do rytmu życia, reguł obrazowania, dekorowania, rozkładania akcentów, ustanawiania powiązań etc. Spektakularny i planowy dizajn w przestrzeni miasta przeobraził baskijskie Bilbao (bask. Bilbo), włączając miasto w sieć wydarzeń, dając impuls do budowania metropolii z rozmachem i zapisując się w wyobraźni naukowej i społecznej jako "efekt Bilbao"[19]. Muzeum Guggenheima w Bilbao, zaprojektowane przez Franka O. Gehry'ego, stanowi punkt ogniskujący nasze wyobrażenia centrum, z którego rozchodzą się fale transformacji miejsca. Jednak transformacje i projekty rewitalizacyjne obejmują wiele sfer społecznych i kulturowych miasta i regionu, dlatego nie dają się sprowadzić jedynie do jednego gestu w przestrzeni.
     Jeśli dizajn staje się tylko "sztuczką" sztuki, wtedy pozostaje popisem możliwości projektanta, mającym niewiele wspólnego z miejscem w szerszym rozumieniu - z regionem, z przestrzenią kulturowego myślenia, z okoliczną wspólnotą, z właściwym dla danej czasoprzestrzeni rozumieniem człowieka, z kontekstualnym pojmowaniem czasu czy wolności, z okolicznym przywiązaniem do takiego, a nie innego rytmu życia etc. Jest błyskiem, który może zachwycać "osobno" czy razić nieprzystawalnością. Dizajn miejsc postindustrialnych powinien naprowadzać na nowo na zakorzenienie w miejscu, na to, co elementarne, a co może zostało w pamięci zaprzepaszczone. Ma miejsce ożywić, wracając życiu należne ułożenie, może też miejsce wepchnąć na inne tory, ale zawsze w tle musi być obecna wizja miejsca kulturowego.
     W opowieści o spektakularnym sukcesie projektowym w Bilbao, często lekceważymy rolę kontekstu: Kraju Basków z jego bagażem wartości, stylem życia, komponentami tożsamości, rozumieniem przestrzeni i czasu, podjęciem bycia osiadłego i wędrownego, związaniem osobnego i wspólnotowego, gotowością do zmiany tego, co można wymienić i niezgodą na zmianę tego, co istotne. "Obcy" dizjan dobrze robi odnowie miejsca, niczym szczep Derridiański, w którym to, co obce oddziałuje na domowe słowa[20], ale dodać byśmy mogli, patrząc antropologicznie, że dzieje się tak tylko wtedy, gdy dom jest wyraźnym konstruktem, a nie rozwodnioną breją. Projekty rewitalizacyjne, jedynie wtedy, gdy wzmacniają to, co istotne dla miejsca i wspólnoty, są w stanie przełożyć się na sukces ekonomiczny, społeczny czy turystyczny. W innym wypadku rodzą problemy. Warto analizować lekcje, jakie płyną z przeobrażeń postindustrialnych miast, jak: Liverpool, Rotterdam, Turyn, Essen, Buffalo, Detroit, Milwaukee, Pittsburgh, New Orlean[21]; warto je jednak uzupełnić o lekcję antropologiczną, która umyka zwykle interpretatorom takich miejsc. Człowiek i miejsce nie dają się sprowadzić jedynie do analizy poprzez parametry społeczne i ekonomiczne, czy poprzez mechanizmy aktywizacji artystycznej i turystycznej.
     Dizajn poprzemysłowy nie może być przemocą wobec miejsca, wymyślnym narzędziem poskramiającym siły miejsca. W dizajnie powinien na nowo rysować się dom jako zadanie dla człowieka. Fabryka dawna - bogata w detale, ozdobne wzory, kunsztowne plany, monumentalne bramy, olśniewające płaskorzeźby, rozplanowania wież, drzwi, okien etc. - sama w sobie była upostaciowaniem dizajnu, ale nie tylko w przywołaniu np. neogotyku, ale w idei, która ukazywała relację: człowiek - miejsce - potęga - władza. Opowieść o kategoriach fizycznych, jak: praca, moc, siła, masa, ładunek, droga, tor, czas, ciepło, energia, potencja i ruch, prędkość, pęd, przyspieszenie, ciśnienie, drgania, fale, natężenie, napięcie, opór etc.; zyskała przełożenie na opowieść o dynamicznych, magnetycznych, elektrycznych, elektromagnetycznych czy termodynamicznych prawach kultury. Dizjan dawnej fabryki nie był jedynie opowieścią estetyczną, ale zespoloną opowieścią filozoficzną i kulturową, w której centrum znalazł się człowiek zręczny - Homo habilis, a wraz z nim moc sprzężenia kultury i natury.
     Postfabryka musi ten dizajn myślenia zauważyć. Ma wszak na nowo odnaleźć drogę do domu, ukazując niepojęte relacje między człowiekiem i krajobrazem czy pomiędzy człowiekiem i rzeczą, odsłaniając alternatywne odległości w tym, co okoliczne i co stanowi sąsiedztwo człowieka. Dizajn dobry stawia człowiekowi pytania w miejscu. Nie rozrysowuje miejsca całkowicie, bo miejsce projektowane nie powinno być kompletnym zapisem, raczej ma wyzwalać aktywność. Na nowo podrzuca imperatyw znalezienia drogi do domu. Na nowo rozpościera przed człowiekiem metafizykę życia. W tym odnowicielskim geście projektowania powinna zostać przekroczona rozpacz po końcu fabryki, na rzecz jedynie refleksyjnego smutku (żyjemy we fragmencie, otoczeni ruinami, po doznanej utracie) i poczucia konieczności "rozpalania ognia" na nowo. Dizajn poprzemysłowy powinien być poprzedzony rozczytaniem miejsca w odsłonie tego, co regionalne właśnie. W tym sensie dizajn poprzemysłowy, bez względu na powinowactwo obszarów kulturowych, nie jest przenośny. Wypływa z miejsca, jest zawsze peryferyjnie wypracowywany i skupiony na danym lokalnym centrum. Należy trzymać się miejsca.

  1. Miejsce, gdzie znikamy w mroku.

     Haruki Murakami w Kafce nad morzem pomieścił uwagę, że zanim pojawili się Sigmund Freud i Carl Gustav Jung korespondencja między ciemnością prawdziwą, tj. fizyczną, i ciemnością serca była dla ludzi czymś naturalnym, a nawet te dwie ciemności mieszały się z sobą[22]. Do czasu żarówki świat inaczej przeżywał mrok, a kiedy współcześnie zniknęła ciemność zewnętrzna, to wciąż pozostała ciemność serca.
     Fabryka, kwintesencja rozwoju i masy, zawsze łaknęła światła, chociaż tonęła w mroku, w dymach, w pyłach. Oświetlenie, uszczuplające zyski, umożliwiało pracę zmianową. Sztuczne światło było nie tylko funkcjonalne, ale umożliwiało uzyskanie w fabryce efektu iluminacji, przez co, niczym w katedrze, spektakularnie wydobyte zostawały rzeczy i uroczyście rozłożone akcenty w przestrzeni. Benzynowa lampa górnicza Davy’ego umożliwiająca wykrywanie metanu, lampy gazowe zapewniające oświetlenie i w końcu wykorzystanie prądu do wytworzenia światła i powstanie szklanej żarówki, rozwój sieci dystrybucyjnej oświetlenia elektrycznego - to wszystko wydobywało fabrykę z ciemności, ale nigdy nie wydobyło jej z ciemności całkowitej.
     Fabryka zawsze była zanurzona w mroku i tym dosłownym, i metaforycznym. Najbliższe otoczenie fabryki, otoczenie maszyn było oświetlone, ale mrok, który spowijał krajobraz przemysłowy, mrok, który czynił osobnymi rewiry huty czy kopalni, powodował, że fabryka przywoływała ciemność prawdziwą i korespondowała z "ciemnością serca"[23]. Sekrety fabryk, kunszt pracy, dyscyplina i okrucieństwo, samotność i wspólnota łączyły się tu w nieprzejrzystym porządku. Otoczenie człowieka było ciemne, niepewne, znaczone światłem Oświecenia i pochodem rozumu, rachunkiem ekonomicznym, ale przeniknięte mocami ciemnymi, duchami, upiorami, dziwami, chorobami, śmiercią, namiętnościami, strachem, upadkiem. Mrok i półmrok rozbudzają naszą wyobraźnię, jak pisał Pallasmaa[24]. Jednolite światło standaryzuje człowieka, zrównuje jego doświadczenia, unieruchamia wyobraźnię, a dopiero cienie, półmrok, okoliczna ciemność czynią miejsce wielowymiarowym, z nieskończonymi korespondencjami z tym, co przed i po nas, z tym, co w głębi i nad nami, z tym, co istnieje obok i mimo nas trwa.
     Upadek świata fabryk niebezpiecznie wydobywa na jaw to, co tonęło w mroku i okrywało dopasowanie ciemności człowieka i ciemności fabryki. Postfabryka wydawać by się mogło, że ujawnia za wiele, demaskuje tajniki pracy dla niewtajemniczonej masy. Świat ruiny jest tu światem upadku przez nadmierne światło skierowane na przestrzeń, która powinna tonąć w mroku. Jednak, gdy uważniej spojrzymy w organizację przestrzeni postindustrialnej, to zauważymy, że możliwe jest dobre wyeksponowanie przestrzeni, z zachowaniem dyskrecji, z pilnowaniem półmroku, zachowaniem cieni minionego, by nie stwarzać nadziei na to, że wszystko może zostać poznane i zrozumiane.
     Postfabryka nie ma być czytelną fabryką zdemaskowaną "tu i teraz". Ma być zaproszeniem do tego, by na moment znów zniknąć w mroku, pogrążyć się w tym, co nieprzejrzyste, z zachowaniem respektu dla nieprzejednanej siły natury, bez arogancji nadmiernego oświetlenia i bez pysznej zabawy z tym, co śmiertelnie poważne. Gęste półcienie, szelest kroków, odgłosy urządzeń w takim miejscu wciąż są zaporą przed naszym wzrokiem, który chce wszystko uczynić czytelnym i jednoznacznym. A ciemność Ja znajduje ukojenie w momencie bycia w postfabryce - w otoczeniu maszyny, w samym centrum oświetlonego i oślepiającego blichtrem miasta. Wracamy do dawnej korespondencji między ciemnościami. Miejsca postindustrialne w mieście są takimi przestrzeniami półmroku, które powinny być chronione również przez wzgląd na to, że dają nam schronienie przed nadmierną jasnością, że pozwalają na to, by spowiły nas gęste cienie. Wracamy do miejsc, z których może nigdy nie wyszliśmy.

  1. Miejsce, który uczy, że jesteśmy przytwierdzeni do gruntu.

     Rację miała Świętkowa, wielka postać w Cholonku, czyli dobrym Panu Bogu z gliny Janoscha, gdy wykładała, że "z niczego nie ma nic"[25]. Swoiste echo Melissosa z Samos i Lukrecjusza, ex nihilo nihil fit, służy na gruncie śląskim nie tyle ukazaniu sprzeczności w pojęciu stawania się bytu, ile wyrażeniu egzystencjalnej pokory wobec porządku rzeczy. Nie interesuje nas tu logiczne spojrzenie na zdanie, ale rozpaczliwy lament, wiążący konsekwencje i niezliczone wpływy rzeczy, ale i coś jeszcze, że rzeczy i ludzie są związani łańcuchem czynów, słów, efektów pracy i są przytwierdzeni do gruntu. Traktat o naturze rzeczy jest też traktatem o kulturze. Jesteśmy przytwierdzeni do podłoża, nawet we współcześnie rozwijanej ruchliwości życia. Projektujemy siebie, przybywając i odchodząc, rozpoczynając i porzucając, za każdym razem wpuszczamy świeże powietrze i nieustannie ryglujemy drzwi. Niby samowystarczalni i niezależni od miejsca, niby jak kameleon dopasowujący się do zmiennych warunków życia, niby zestandaryzowani, umiędzynarodowieni i podobni, a wciąż tak samo uzmysławiamy sobie nagle, że dom to idea trwałości, z którą trzeba się liczyć.
     W ruinach postfabryki tkwi coś lirycznego, ale i wstrząsającego nami do głębi. Dom solidny i wywrócony, w potędze i chwale, ale i w kruchości, pokazuje siłę naszego podłoża. Wrośliśmy w krajobraz. Chodzimy posłusznie chodnikami udostępnionymi zwiedzającym, dotykamy maszyn, odnajdując okruchy powodów, dla których znaleźliśmy się w tym, a nie innym miejscu. Rzuceni w miejsce, próbujemy je dotknąć z oddali. Postfabryka taką przeprawę, może i w samo jądro ciemności, nam oferuje. Śmiertelność budynków istnieje w korespondencji ze śmiercią tych, którzy przed nami tworzyli miasto i pracowali na rozmach fabryki, po czym zapełnili ciałami wspólne podłoże. Istniejemy w sąsiedztwie rzeczy i ludzi, a postfabryka w to nawarstwienie radykalnie nas wrzuca. Odsłania bezgraniczny fundament. Wpisuje nas w większe wydarzenie, jakim jest zamieszkiwanie.
     Krajobraz poprzemysłowy, w który się wtapiamy na nowo, świadomie podtrzymując procesy rekonstrukcji, rekonfiguracji, renowacji etc., w końcu wkracza w nasze ja, a wówczas powołany zostaje nowy porządek zintegrowania i przynależenia do siebie. Jesteśmy poddanymi miejsc, z których nigdy nie wyrośliśmy, stajemy się ich częścią, przejmując dynamikę życia i śmierci. Wyobraźnia, którą uruchamiamy w miejscach postindustrialnych, pozwala wejść w głąb myślenia, które przechowują dawne kopalnie czy huty. Jedni po drugich pełnimy wartę w miejscu, eksploatujemy je i dbamy o nie, zadajemy mu rany i odradzamy.

  1. Transformacja post-fabryki w miejsce.

     Postfabryka jest miejscem swoistej rekoncyliacji. To miejsce, w którym dokonał się obrzęd, angażujący nie tylko to, co materialne (działania architektoniczne, renowacyjne, aktywizujące, estetyzujące, upowszechniające etc.), nie tylko to, co społeczne (zachowania i aktywności zwiedzających, wędrujących, pielgrzymujących) ale i to, co duchowe - przywrócono właściwy charakter już wykorzenionej przestrzeni, nierzadko zdewastowanej, odbudowano relację człowiek - przemysł - natura - miejsce. Uczynienie z postfabryki miejsca jest otwarciem jej znów na to, co nieskończone i zapraszające do uczestnictwa i bycia we wspólnocie. To, co było dawniej przestrzenią pokory i dyscypliny, co było przestrzenią lojalności i oddania, po upadku fabryki i doświadczonym końcu, stało się nieoznaczoną przestrzenią: niechęci, nijaką, obcą. Dopiero postindustrialny akt wydobycia swoistej wartości z tego, co już oddalone, staje się egzystencjalnym doświadczeniem otwarcia na nieznane, jest w stanie na nowo przywrócić przestrzeni rygory umiejscowienia.
     Przestrzeń staje się w jakiś sposób domem. Rekoncyliacja wszak nie tylko jest przywróceniem sakralnego wymiaru zdewastowanej i zdesakralizowanej przestrzeni, ale ma też inny trop - pojednania grzesznika z Kościołem[26]. Reconciliatio jako przywrócenie pozwala wydobyć interesujący nas moment antropologiczny, a nie prawno-teologiczny - chodzi o odbudowanie wspólnoty i włączenie osoby w tworzenie tego, co "między nami". Nie chodzi nam jedynie o to, co międzyludzkie, ale i o to, co jest miejscem, co wiąże nas z sobą, co rozpościera się między nami, co nas umiejscawia. Odwiedzamy miejsca postindustrialne, pielgrzymując do nich, przeżywając na nowo troskę o własne zakorzenienie, na nowo podejmując trud zamieszkiwania. W tym sensie pojednanie z przestrzenią, które się dokonuje w miejscach postindustrialnych, ma wiele z powrotu do domu. Pojednanie dokonuje się po tym, jak doświadczone i przezwyciężone są rozbieżności między nami i przestrzenią, którą odziedziczyliśmy. Uzgadniamy siebie z miejscem, wiążąc na nowo to, co wydawało się nie do powiązania. Im więcej w miejscu postindustrialnym jest precyzji w odtwarzaniu detali pracy, im więcej umiłowania głębokiego czytania i doświadczania miejsca, tym bardziej zagłębiamy się w domową przestrzeń, którą darzymy respektem. Jako poddani miejsca zachowujemy należyty szacunek wobec dokonującego się teraz i wiecznie swoistego misterium przemienienia i zbawienia, w które zostajemy uwikłani. Jesteśmy częścią czegoś wielkiego.
     Antropologiczna interpretacja miejsca postindustrialnego odsłania je jako miejsce wymagające podjęcia doświadczeniowego, w którym zamieszkanie znowu staje się możliwe.


Abstract
Aleksandra Kunce
The Post-Factory. Thrown into the Place

     The post-factory, construed as the space of a former factory that has been subject to material, functional and experiential transformation, would be such a place that brings to us back a lost sense of gravity. It does so not just by redescribing and redefining the former plant - which may not be serious enough - but by bringing the place back to our experience, by recovering its palpable presence in that it makes us repeat some movements, put our feet on the very ground, touch the machines, fill the space with our activity and inhabit anew the idea that we have just called into being. The post-factory is an already transformed experience that still pervades us and an idea that we wish to relate to in order to make it inhabitable.

     Keywords: post-factory, postindustrial place, anthropology of place


[1] D. Bell, Kulturowe sprzeczności kapitalizmu, przeł. S. Amsterdamski, Warszawa: PWN 1998, s. 185.
[2] J. Pallasmaa, Oczy skóry. Architektura i zmysły, przeł. M. Choptiany, Kraków: Instytut Architektury 2012, s. 23.
[3] http://www.erih.net. Obecnie europejski szlak tworzony jest przez 18 regionalnych szlaków (Austria - 1, Niemcy - 11, Holandia - 1, Hiszpania - 1, Wielka Brytania - 3, Polska - 1 (Górny Śląsk). Europejska trasa obejmuje 1410 obiektów poprzemysłowych, z czego w Polsce znajdują się 74 [stan na 14. 07. 2017].
[5] H. Waniek, Rozszarpany krajobraz, "Fabryka Silesia" 2013, nr 3 (5), s. 11.
[6] W 2017 roku 28 obiektów w Tarnowskich Górach zostało wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO - są to kopalnie ołowiu, srebra i cynku wraz z systemem gospodarowania wodami podziemnymi w Tarnowskich Górach. Tarnogórskie obiekty postindustrialne dołączyły do znajdujących się na liście UNESCO obiektów Królewskich Kopalni Soli w Wieliczce (wpis w 1978 roku) i w Bochni (wpis w 2013 roku).
[7] E. Bichard, Liverpool: Case Study, in: Remaking Post-Industrial Cities: Lessons from North-America and Europe, ed. Donald K. Carter, New York & London: Routledge 2016, p. 152.
[8] J. Pallasmaa, Oczy skóry, op. cit., s. 65.
[9] Ibidem, s. 49.
[10] Zob. na temat projektu muzealnego: http://www.mim.krakow.pl/work-with-sounds [dostęp: 10.07.2017].
[11] R. Florida, Conclusion, in: SynergiCity: Reinventing the Postindustrial City, ed. P.H. Kapp and P.J. Armstrong, Champaign: University of Illinois Press 2012, pp. 171-182.
[12] A. Storm, Post-Industrial Landscape Scars, New York: Palgrave Macmillan 2014, p. 1.
[13] Zob. ibidem, p. 82.
[14] R. M. Rilke, Notatki o melodii rzeczy, w: Druga strona natury. Eseje, listy i pisma o sztuce, przekł. i koment. T. Ososiński, Warszawa: Wydawnictwo Sic! 2010, s. 54.
[15] Ibidem.
[16] Ibidem.
[17] C. i P. Fiell, Historia projektowania, przeł. Anna Cichowicz, Warszawa: Wydawnictwo Arkady 2015, s. 9.
[18] Ibidem, s. 10.
[19] Zob. J. Alayo, G. Henry, and B. Plaza, Bilbao: Case Study, in: Remaking Post-Industrial Cities: Lessons from North-America and Europe, op. cit., pp. 142-152.
[20] J. Derrida, Fors: The Anglish Words of Nicolas Abraham and Maria Torok, trans. B. Johnson, in: N. Abraham & M. Torok, The Wolf Man’s Magic Word: A Cryptonymy, trans. N. Rand, Minneapolis: University of Minnesota Press 1986, p. XXV.
[21] Zob. schemat analizy miast postindustrialnych w: Remaking Post-Industrial Cities: Lessons from North-America and Europe, op. cit.
[22] H. Murakami, Kafka nad morzem, przeł. A. Zielińska-Elliott, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2013, s. 302.
[23] Ibidem.
[24] J. Pallasmaa, Oczy skóry, op. cit., s. 58.
[25] Janosch, Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny, przeł. L. Bielas, Kraków: Wydawnictwo Znak 2011, s. 27.
[26] Zob. Z. Teinert, Odpusty i kary doczesne w świetle dokumentów Soboru Trydenckiego, "Teologia i Moralność" 2011, T. 9, s. 186.

do góry









































strona 13








































strona 14








































strona 15








































strona 16








































strona 17








































strona 18








































strona 19








































strona 20








































strona 21








































strona 22








































strona 23








































strona 24








































strona 25








































strona 26








































strona 27








































strona 28








































strona 29








































strona 30








































strona 31

główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version