główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version
Miłosz Markiewicz

Nie-obecność denializmu klimatycznego w antropocenie

Wkładamy o wiele więcej wysiłku w próby zyskania wpływu na świat
i poświęcamy im znacznie więcej czasu niż próbom jego zrozumienia
- a nawet gdy staramy się go pojąć, zazwyczaj robimy to w nadziei na to,
że dzięki zrozumieniu świata łatwiej nam będzie sprawować nad nim kontrolę.
Jeśli zatem marzycie o społeczeństwie, w którym prawda panuje niepodzielnie,
a mity się ignoruje, to nie spodziewajcie się za wiele po homo sapiens.

Yuval Noah Harari, 21 lekcji na XX wiek[1]

     W eseju Upadek cywilizacji zachodniej Naomi Oreskes i Erik M. Conway zastanawiają się z perspektywy badacza (choć właściwie określenia płciowe zostały już zarzucone) z 2300 roku, jak to możliwe, że "ludzie, którzy uznawali się za dzieci Oświecenia, pozostawali w cieniu ignorancji i zaprzeczeń"[2]. Ten fikcyjno-naukowy tekst ukazuje świat po katastrofie klimatycznej oraz stanowi próbę opisania obecnego stanu wiedzy na temat zmian klimatycznych i polityki klimatycznej, pytając przewrotnie (post factum, a przecież jednak ante factum), dlaczego sceptycyzm i denializm wzięły górę nad świadomością oraz refleksją ekologiczną. Skoro bowiem wiedza na temat antropogenicznych zmian kriosfery - których stopień zaawansowania zaowocował propozycją nazwania obecnej epoki geologicznej mianej antropocenu - jest coraz rozleglejsza, to dlaczego działania prewencyjne wobec zmian klimatycznych nie są stosowane na szeroką skalę? Wystarczy wspomnieć, że wspomniana nazwa "nowej epoki geologicznej" nie została oficjalnie uznana. Być może dlatego, iż jej przyjęcie oznaczałoby, że geolodzy są w stanie potwierdzić, iż sprawczość człowieka równa jest kataklizmom, które do tej pory wyznaczały granice kolejnych epok geologicznych (jak np. zlodowacenie stanowiące cezurę plejstocenu). Jak pisała Julia Fiedorczuk, moglibyśmy wtedy "sobie pogratulować - jako gatunek, który entuzjastycznie nadał sobie nazwę Homo sapiens, osiągnęliśmy rozmiary kataklizmu stosunkowo szybko"[3]. Stąd też propozycja "spojrzenia z przyszłości", ze świata, gdzie kataklizm zebrał już swoje żniwo. Perspektywa ta ma uświadomić nam, że oczekiwanie na katastrofę klimatyczną jedynie w celu potwierdzenia jej antropogenicznej proweniencji, może przynieść skutki, jakie większości społeczeństwą trudno sobie dziś wyobrazić. A jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że "zaprzeczanie faktom i fabrykowanie wątpliwości to szczególne strategie retoryczne antropocenu"[4].
     Ten ostatni okazuje się wciąż propozycją na tyle kontrowersyjną, iż nie tylko nie został uznany przez Międzynarodową Komisję Stratygraficzną, ale także podzielił badaczy zajmujących się tym tematem na polach różnorodnych dziedzin. Przykładowo Karol Birkenmajer, jeden z krytyków uznania nowej epoki geologicznej, postrzegał wprowadzenie terminu antropocen za bezużyteczne dla badaczy zajmujących się planetą. Ma ono dla niego raczej charakter etyczny i symboliczny. Pisał, że "termin ten może być [...] przydatny dla geografów ekonomicznych, planistów, działaczy ochrony przyrody, socjologów itp., ale nie dla stratygrafów, paleogeografów czy paleobiologów"[5]. I rzeczywiście trudno uznać, iż nie ma racji. W przeciwieństwie do nauk przyrodniczych, (post)humanistyka dosyć szybko oswoiła się z nowym terminem, który stał się motywem przewodnim licznych publikacji, choć doczekał się również szerokiej krytyki na tym polu[6]. Ambiwalencja antropocenu wiąże się z tym, iż z jednej strony przeraża nas wizja tak daleko idącego wpływu na planetę i całe znajdujące się na niej życie, a z drugiej, termin ten wydaje się pociągający, ujawnia bowiem charakter siły, jaka tkwi w człowieku. Sugeruje jednak również pewien potencjał działania. "Od poprzednich katastrof różnimy się tym, że - przynajmniej w teorii - możemy mieć świadomość tego, czym jesteśmy i jaka jest natura naszych związków z innymi elementami ożywionej i nieożywionej przyrody. Mamy też możliwość - przynajmniej potencjalną - obserwowania konsekwencji swoich działań i wyciągania wniosków. Crutzen i Stoermer są zdania, że nastanie antropocenu to przede wszystkim wielkie wyzwanie dla ludzkiej myśli"[7]. Dlaczego więc denializm klimatyczny, a więc "zaprzeczanie faktowi antropogenicznej zmiany klimatu"[8], nieustannie rośnie w siłę, owocując kolejnymi brakami porozumienia w sprawie światowej polityki klimatycznej?[9]
     Czy może być tak, jak twierdzi Yuval Noah Harari, a mianowicie, że "zamiast coraz większej ilości informacji ludziom potrzebna jest zdolność ich rozumienia, odróżniania tego, co ważne, od tego, co nie, przede wszystkim zaś zdolność łączenia wielu bitów informacji w szerszy obraz świata"[10]? Spróbuję więc iść tym tropem i podjąć refleksję nad obrazem świata w perspektywie antropocenu. By zrozumieć miejsce negacji w antropocen-trycznym dyskursie, posłużę się innym współczesnym zjawiskiem - moderowaniem treści w internecie, a dokładniej związaną z nim aporyczną ontologią cyfrowych obrazów. Podobnie bowiem do Brunona Latoura czy badaczek spod znaku posthumanistycznego i feministycznego nowego materializmu, uważam, iż ilość relacji oraz połączeń pomiędzy przedmiotami, podmiotami, dyskursami itd. pozostaje niezliczona, a naszym zadaniem jest ujawnianie sprzężeń pomiędzy nimi, pomogających lepiej zrozumieć charakter badanych zjawisk, których całościowego obrazu i tak nie jesteśmy w stanie poznać[11]. Trudno też nie zgodzić się z Timothym Mortonem, zauważającym, że "globalne ocieplenie nie jest tylko zagrożeniem politycznym, ale także ontologicznym. Nierzeczywistość jako zagrożenie jest w istocie znakiem samej rzeczywistości. Podobnie jak koszmar, który niesie treści realnego przeżycia, cień hiperobiektu obwieszcza swoje istnienie"[12].

***

     Internet to przestrzeń podlegająca nieustannej kontroli. W trakcie swojej codziennej pracy moderatorzy internetowych treści przez osiem godzin muszą obejrzeć i ocenić 25 000 obrazów (to norma, którą muszą "wyrobić" każdego dnia). Oznacza to więc, że nie są w stanie poświęcić wiele ponad jedną sekundę na jeden obraz. Materiały, które oglądają, zawierają wszystko, czego my nie chcielibyśmy oglądać w internecie: to przykładowo dziecięca pornografia, gwałty, egzekucje terrorystyczne czy wszelkiego rodzaju przemoc. Jesteśmy przekonani, że tego typu obrazy są dostępne wyłącznie w przestrzeni tzw. deep web - i rzeczywiście mamy rację; dzieje się tak jednak dlatego, że pracownicy zatrudnieni jako "czyściciele internetu" w każdej chwili pilnują, by tego typu treści nie przedostały się dalej i by zostały odpowiednio szybko usunięte[13]. Ich praca pozostaje więc jednocześnie niewidzialna (nie bez powodu są oni zatrudniani w ramach tzw. outsourcingu w odległych od USA krajach, przede wszystkim na Filipinach, a właścicielom firm takich jak Facebook wcale nie zależy na tym, by prostować powszechne przekonanie o algorytmach sprawujących kontrolę nad ich portalami[14]), jak i doskonale widoczna. Efekty ich działań oscylują bowiem wokół klasycznej aporii sprzątania - połączenia widzialności (czystej, posprzątanej przestrzeni) z niewidocznością (tego, co zostało sprzątnięte, czego nie chcielibyśmy oglądać)[15]. Internet, z którego korzystamy, wydaje się wizualnie przestrzenią - względnie - bezpieczną, nie musimy oglądać zdjęć zwłok czy brutalnych scen przemocy, ponieważ ktoś zrobił to już za nas i zdecydował o ich usunięciu sprzed naszych oczu. Czy tego typu możliwość manipulacji cyfrowym obrazem, a więc przestrzenią wirtualności, powinna nas jednak dziwić? Jak pisał Piotr Zawojski, "«nowość» nowych obrazów polega na tym, że ich radykalnie odmienna od tradycyjnej ontologia każe wątpić w to, czy można je dalej uznawać za obrazy, czy raczej wyłącznie za symptomy i efekty procesów algorytmicznych"[16]. Jak wskazywałaby na to sama jego nazwa, obraz cyfrowy jest kodem, który przybiera wizualną formę. A przecież "podstawową cechą informacji cyfrowej jest to, że można nią w łatwy i szybki sposób manipulować za pomocą komputera. Jest to po prostu kwestia zastąpienia starych cyfr nowymi"[17]. Istotą cyfrowych treści, obecnych w przestrzeni wirtualnej rzeczywistości, byłaby więc ich zmienność, ontologiczna płynność. Możliwość przekształcenia jest wpisana w fundament istnienia tego, co cyfrowe i wirtualne. Czy w takim razie, w fundament ów wpisane jest także zawieszenie pomiędzy byciem i niebyciem? Czy możliwość usunięcia bądź negacji treści staje się immanentną cechą rzeczywistości? Jaki jest status ontologiczny tego, co zostało usunięte?
     Czy aby na pewno obraz, który został usunięty z sieci, to obraz, którego nie ma albo też, który nie istnieje? Nie da się przecież całkowicie wymazać danego obrazu - nawet jeśli oczyścimy z niego cyfrowy nośnik, usuniemy kod, zastąpimy cyfry nowymi, przeprogramujemy internetowe źródło, to w przypadku obrazu, który znika wskutek pracy "czyścicieli internetu", istnieje miejsce magazynowania, którego nie jesteśmy w stanie "posprzątać". "Naturalnie to człowiek jest miejscem obrazów [...], niejako żywym organem dla obrazów. Mimo istnienia rozmaitych aparatów, za pomocą których wysyłamy i magazynujemy dzisiaj obrazy, wyłącznie człowiek jest miejscem, w którym obrazy są odbierane i interpretowane w sposób żywy (a więc efemeryczny, trudno kontrolowany etc.)"[18]. Praca moderatorów treści, choć polega przede wszystkim na usuwaniu danych, jest jednocześnie pracą owych danych zapamiętywania. Ich praca polega na weryfikacji, czy to, co oglądają, jest przeznaczone dla ludzkich oczu. Jeśli uznają, że nie, oznaczają obraz jako nadający się do usunięcia. Tego, co zobaczyli, nie da się już jednak cofnąć - pozostają w ten sposób ostatnimi ludzkimi odbiorcami "zakazanych" treści, przechowują je pod swoimi powiekami, są w stanie przywołać ich wizualność, wyobrazić ją sobie.
     Zdaniem Lamberta Wiesinga okno monitora ma "wytwarzać i prezentować rzeczy obecne"[19]. Co jednak w sytuacji, gdy obraz, o którym tu mowa, jest nieobecny? Wydaje się, że już samo pojęcie nieobecności jest tu niewystarczające. Obrazy usunięte przez moderatorów treści są raczej nie-obecne. Ich obecność fundowana jest przez - a jednocześnie sama funduje - wizualną nieobecność. To właśnie dzięki temu, że zostały usunięte, możemy oglądać internet w takiej wersji, jaką znamy na co dzień. Choć jako obrazy spełniają funkcję prezentowania rzeczywistości, właśnie z tego powodu muszą zostać "zneutralizowane". Okazuje się bowiem, że nie wszystko, co nas otacza, powinno być oglądane. Ukazywana przez nie rzeczywistość jest zbyt realna, pokazuje odmienną twarz świata, który znamy. Są niczym pęknięcie w jednolitym obrazie tego, co nas otacza - ujawniają, że to co względnie poznane, pozostaje wciąż nieznanym. Usunięte przez "czyścicieli" obrazy ujawniają aporie ontologii (cyfrowego) obrazu. To, co usunięte, nie przestaje bowiem istnieć - funkcjonuje wciąż na wiele sposobów: zarówno w pamięci moderatorów treści, jak i samych wytwórców owych obrazów czy wszystkich, którzy w ich powstawaniu brali udział, nie mówiąc już o pamięci komputera czy innego urządzenia, za pomocą którego zostały przekazane do sieci. Przede wszystkim jednak są obecne swoją nieobecnością, to one tworzą znany nam obraz internetu - już samo ich istnienie wymusza takie działanie, jakim jest moderowanie treści. Usunięte obrazy funkcjonują więc poprzez brak. Ich istnienie znajduje się na przecięciu przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Obrazy te zostają bowiem wytworzone, a następnie umieszczone w internecie, by zostać z niego usunięte przez moderatorów (przeszłość) - są więc nieobecne w przestrzeni globalnej sieci (teraźniejszość), w efekcie czego nie mogą rozprzestrzeniać zawartych w nich treści, propagować brutalności i przemocy czy wszelkich negatywnych sposobów społecznego funkcjonowania, a więc ich nieobecność odgrywa znaczącą rolę w kształtowaniu postaw (przyszłość). Należałoby więc przyznać rację Wiesingowi, ponieważ nawet nieobecny obraz sprawia, że okno monitora - prezentując brak owego obrazu - pokazuje rzeczy obecne.
     Nie-obecność treści byłaby więc jedną z podstawowych cech ontologicznych tego, co pochodzi z przestrzeni internetu. W tym kontekście znamienita wydaje się historia dotycząca Bartłomieja Misiewicza, szefa gabinetu politycznego i rzecznika prasowego Ministerstwa Obrony Narodowej RP w latach 2015-2017 oraz generała Waldemara Skrzypczaka. 2 lutego 2017 roku Stanisław Skarżyński opublikował na portalu OKO.press artykuł zatytułowany Misiewicz degraduje generała. "Skażony genetycznie", choć ojciec był kurierem AK, a dziadek oficerem w II RP[20]. Autor tekstu przywołuje krążący w sieci zrzut ekranu facebookowego wpisu Misiewicza, w którym grozi on degradacją gen. Skrzypczaka za to, iż ten w telewizyjnym wywiadzie skrytykował jego postawę. Powołuje się jedynie na ów obraz, ponieważ sam wpis nie znajduje się już w przestrzeni internetu - został usunięty przez Misiewicza, twierdzi Skarżyński. Tymczasem były rzecznik MON zapewnia, że wspominane treści nigdy nie pojawiły się na jego profilu, a kontrowersyjny obraz jest fałszywy[21]. Nie jesteśmy w stanie ocenić, które słowa są prawdziwe - szczególnie interesujące w tej historii wydaje się jednak to, iż mamy tu do czynienia z jednej strony z materialnymi skutkami wirtualnego działania, a z drugiej z jednoczesną dematerializacją treści. Oto w jaki sposób działa nieobecna obecność, a więc nie-obecność. Ujawnia się tu siła oddziaływania braku.

***

     Warto zastanowić się więc nad zależnością i sprzężeniem dwóch rzeczywistości, ale także nad statusem ontologicznym owego sprzężenia w sytuacji, gdy jeden z oddziałujących na siebie wzajemnie punktów przestaje istnieć. A przynajmniej w takiej formie, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Jak powiedziałby zapewne Jean Baudrillard, mamy tu do czynienia z obrazem, który "pozostaje bez związku z jakąkolwiek rzeczywistością: jest czystym symulakrem samego siebie"[22]. Ontologiczna płynność jednej z płaszczyzn, przy jej jednocześnie realnej sile oddziaływania, każe bowiem zakwestionować cokolwiek poza autoreferencyjnością. Wirtualne wypowiedzi w przestrzeni mediów społecznościowych mogą wywoływać materialne skutki, nawet jeśli - a może zwłaszcza wtedy gdy - są nie-obecne. Owe materialne skutki pozostają jednak wciąż jedynie skutkami wcześniejszego działania, ich status nie ulega zmianie. Wręcz przeciwnie, swoją treścią będą przekonywać o istnieniu swojego desygnatu, jednocześnie fundując jego nie-obecne istnienie. Jak powiedziałby zapewne Bruno Latour, "nie ma ani korespondencji, ani przepaści, ani nawet dwóch odmiennych ontologicznych dziedzin, lecz [...] zachodzi całkowicie odmienne zjawisko: krążąca referencja"[23].
     Można by rzec, iż "teoria musi [...] krążyć"[24] - znajduje się bowiem w obiegu zawiązywania kolejnych relacyjnych węzłów, które pozostawione są w ciągłym ruchu splatania, spotykania i oddalania. Negacja i weryfikacja nie pochodzą z dwóch różnych porządków. Są elementami tego samego procesu, który ujawnia się w sceptycznej postawie wobec antropocenu. Jak pisała Ewa Bińczyk, "czasy, w których toczy się dyskusja na temat antropocenu oraz destabilizacji klimatu, to epoka celowej ignorancji, chowania głowy w piasek, ulegania uspokajającym mitom i złudzeniom oraz denializmu. Jesteśmy konfrontowani z tyloma globalnymi niebezpieczeństwami równocześnie, a ciężar i koszty wprowadzenia rozwiązań są tak wysokie, że wyparcie to reakcja niemal naturalna"[25]. Jej ocena ma jednak charakter pejoratywny, badaczka zdaje się nie zauważać, iż denializm jest ontologicznie wpisany w dyskurs antropocenu. Jego nieobecność byłaby raczej nie-obecnością. "Różnice wpisane w kolektyw myślowy posługujący się daną teorią nie byłyby więc przeszkodą, szumem czy błędem, ale normalną częścią działania teorii. To właśnie uzyskanie pełnej jednomyślności jest czymś nadzwyczajnym"[26]. Negacja i sceptycyzm wobec prewencyjnych działań wobec antropogenicznych zmian klimatu, przybierające postać denializmu klimatycznego, to niezbywalny element konstrukcji świata, który znamy. Ich brak byłby możliwy jedynie w alternatywnym systemie wartości. Uświadomienie sobie, że "kontrowersje naukowo-społeczne są normalną częścią struktur wiedzy"[27], to uświadomienie sobie, iż świata nie da się "naprawić". Za taką ideą stoi złudna myśl o słuszności jedynego sposobu myślenia, pokusa narzucenia "właściwej" wizji rzeczywistości, jednolitego obrazu, wąskiej perspektywy. Wszystko, co okazuje się z tą wizją niezgodne, działa na niekorzyść świata. Tylko skąd pewność, że ów jedyny sposób postrzegania działa na jego korzyść?
     Ontologia danej teorii staje się więc epistemologią odbiorcy. Należy jednak zdać pytanie, czy badacz, twórca konkretnej teorii, nie jest jednocześnie odbiorcą? Pozostaje zamknięty w obiegu - tworzy teorię, która zmienia też jego postrzeganie. Tworzy więc siatkę, perspektywę, której uczestnikiem-użytkownikiem jest również on sam. Trzeba jednak zauważyć, że gdy teoria zostaje zaimplementowana w optykę, przestaje być widoczna, przyjmuje raczej charakter ślepej plamki. Nie pozwala to tym samym dostrzec wartości denializmu klimatycznego w przestrzeni dyskursu antropocenu. Traktowany jest on wyłącznie złowrogo, podczas gdy jego istnienie stanowi poniekąd fundament działań pro-klimatycznych:

W dobie antropocenu nie możemy uzależniać decyzji politycznych od nadziei na osiągnięcie absolutyzowanej eksperckiej pewności. Nie mamy dostępu do obiektywnej natury, nieproblematycznej wiedzy naukowej czy też uniwersalnej, ogólnoludzkiej wizji odgórnego dobra. Rozgrywające się na naszych oczach kontrowersje pokazują, że paternalistyczne obrazy naukowej pewności muszą być (rozsądnie) zakwestionowane jako nierealistyczne. Jak przekonuje historia sceptycyzmu wobec zmiany klimatycznej, retoryka pewności naukowej legitymizowała zarówno status ekspertów IPCC, jak i przemysł generowania wątpliwości[28].

     Obie postawy wspierają się bowiem na tej samej postaci pojęciowej, jaką jest Antropocen i stojący za nim antropocentryzm. Jak już wspomniałem, ambiwalentny charakter antropocenu sprawia, że jednocześnie fascynuje nas ujawniająca się w nim siła ludzkich działań (polegających zarówno na wytwarzaniu antropogenicznych zmian klimatu, jak i działań wobec nich prewencyjnych) i przeraża charakter związanych z nim zmian, prowadzących nieuchronnie do katastrofy klimatycznej.
     Zarówno po stronie denializmu klimatycznego, jak i działań pro-klimatycznych pojawia się pokusa esencjalizacji prawdy, ontologicznego uznania tylko jednej z "wersji". Odbywająca się tym samym praca negacji opozycyjnej postawy okazuje się natomiast sposobem na potwierdzanie jej samej i przynależnej jej siły sprawczej. Czyni ją nie-obecną. Skutkiem rozwoju postaw sceptycznych jest rosnąca społeczna świadomość ekologiczna.


Abstract
Miłosz Markiewicz
The Non-presence of the Climate Change Denial within the Anthropocene

     The essay attempts to consider the ontological presence of the climate change denial within the discourse of the anthropocene. The author asks about controversies raised upon the climate change topic. The author indicates that the anthropocene functions as an ambivalent philosophical metaphor, which underlies the contemporary ecological discourse. To understand ontological status of the climate change denial within the discourse of the anthropocene, author reflects on the issue of content control on the Internet. The author asks about the ways of the existence of a digital image that has been removed from the web, he also raises the issue of its non-presence. The non-presence idea turns out to be a concept, which can explain the interrelatedness of the climate change denial and the climate savers movements.

     Keywords: the anthropocene, climate , changes, ecology, image


[1] Y.N. Harari, 21 lekcji na XX wiek, przeł. M. Romanek, Kraków 2018, s. 312.
[2] N. Oreskes, E.M. Conway, Upadek cywilizacji zachodniej. Spojrzenie z przyszłości, przeł. E. Bińczyk, J. Gużyński, K. Tarkowski, Warszawa 2018, s. 36
[3] J. Fiedorczuk, Cyborg w ogrodzie. Wprowadzenie do ekokrytyki, Gdańsk 2015, s. 11.
[4] E. Bińczyk, Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu, Warszawa 2018, s. 198.
[5] K. Birkenmajer, Antropocen - nowa epoka geologiczna?, "Przegląd Geologiczny" 2012, nr 11, s. 588.
[6] Por. C. Bonneuil, J-B. Fressoz, The Shock of the Anthropocene. The Earth, History and Us, przeł. D. Fernbach, London - New York 2016.
[7] J. Fiedorczuk, Cyborg..., s. 11-12.
[8] N. Oreskes, E.M. Conway, Upadek..., s. 30, przypis.
[9] Por. A. Łomanowski, G7: Szczyt niezgody Zachodu, "Rzeczpospolita", https://www.rp.pl/Polityka/306109942-G7-Szczyt-niezgody-Zachodu.html
[10] Y.N. Harari, 21 lekcji..., s. 334.
[11] Por. T. Morton, Hyperobjects. Philosophy and Ecology after the End of the World, Minneapolis - London 2013.
[12] T. Morton, Lepkość, przeł. A. Barcz, "Teksty drugie" 2018, nr 2, s. 290.
[13] O pracy moderatorów treści opowiada film dokumentalny Czyściciele internetu z 2018 roku, którego reżyserami są Hans Block i Moritz Riesewieck. Por. https://www.filmweb.pl/film/Czyściciele+internetu-2018-798016/descs
[14] O swoim przekonaniu, iż to właśnie algorytmy odpowiedzialne są za kontrolę internetowych treści, opowiadali również reżyserzy filmu Czyściciele internetu: "W 2013 roku na Facebooku pojawiło się wideo rejestrujące przemoc kobiety wobec dziecka. Nim zniknęło z sieci, udostępniono je 60 000 razy. Mnie i Moritza zainteresowała nie tyle prędkość, z jaką docierało do coraz szerszego grona odbiorców, ile fakt, że równie szybko zostało usunięte. Z pytaniem o to, jaki algorytm za to odpowiada i jak często się myli, zwróciliśmy się do Sary T. Roberts, badaczki sieci społecznościowych z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Szybko wyprowadziła nas z błędu, sugerując, że za moderowanie treści w internecie odpowiadają nie maszyny, ale ludzie zatrudnieni w krajach Globalnego Południa". Por. M. Roszkowska, Czyściciele internetu kontrolują to, co trafia do sieci. "Oglądają wszelkiego rodzaju przemoc", http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,23538263,czysciciele-internetu-kontroluja-to-co-trafia-do-sieci-ogladaja.html
[15] Opowiadała o tym chociażby wystawa Goście autorstwa Krzysztofa Wodiczko prezentowana w Pawilonie Polskim na 53. Biennale Sztuki w Wenecji w 2009 roku.
[16] P. Zawojski, Paradoksy obrazów w epoce nowych mediów, w: tegoż, Sztuka obrazu i obrazowania w epoce nowych mediów, Warszawa 2012, s. 11.
[17] W.J. Mitchell, Oko zrekonfigurowane. Prawda wizualna w epoce post-fotograficznej, przeł. J. Kucharska, K. Stanisz, w: Teoria i estetyka fotografii cyfrowej, pod red. P. Zawojskiego, Warszawa 2017, s. 101.
[18] H. Belting, Antropologia obrazu. Szkice do nauki o obrazie, przeł. M. Bryl, Kraków 2007, s. 70.
[19] L. Wiesing, Sztuczna obecność. Studia z filozofii obrazu, przeł. K. Krzemieniowa, Warszawa 2012, s. 121.
[20] https://web.archive.org/web/20170203135200/https://oko.press/misiewicz-degraduje-generala-skazony-genetycznie-choc-ojciec-byl-kurierem-ak-a-dziadek-oficerem-ii-rp/ (dla podkreślenia ironii tej sytuacji chciałbym zaznaczyć, że omawiany artykuł został usunięty z portalu OKO.press, pozostaje jednak dostępny przez serwis web.archive.org - sam również stanowi więc przykład niejednoznacznej i nieoczywistej nieobecności).
[22] J. Baudrillard, Symulakry i symulacja, przeł. S. Królak, Warszawa 2005, s. 12.
[23] B. Latour, Nadzieja Pandory. Eseje o rzeczywistości w studiach nad nauką, pod red. K. Abriszewskiego, przeł. K. Abriszewski, A. Derra, M. Smoczyński, M. Wróblewski, M. Zuber, Toruń 2013, s. 55
[24] A.W. Nowak, K. Abriszewski, M. Wróblewski, Czyje lęki? Czyja nauka? Struktury wiedzy wobec kontrowersji naukowo-społecznych, Poznań 2016, s. 209
[25] E. Bińczyk, Epoka człowieka..., s. 62.
[26] A.W. Nowak, K. Abriszewski, M. Wróblewski, Czyje lęki?..., s. 211.
[27] Tamże, s. 196.
[28] E. Bińczyk, Epoka człowieka..., s. 216.

do góry









































strona 230








































strona 231








































strona 232








































strona 233








































strona 234








































strona 235








































strona 236








































strona 237








































strona 238








































strona 239

główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version