główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version
Agata Picheń

Sztuka życia jako pielęgnacja ogrodu życia

Póki leżę w łóżku, jestem chorą, jak tysiące innych. Ale z chwilą gdy wstanę,
z chwilą gdy przestąpię próg salonu, będę już tylko starą, bezsilną kobietą[1].

     Oddalanie się, wycofywanie, bycie na marginesie, poczucie osamotnienia, niezrozumienia, w końcu świadomość "podróży ostatniej", bez możliwości powrotu, świadomość odejścia na zawsze... Starość, starzenie się to proces nieodwracalny, nieubłagany, z którym ludzkość nieustannie przegrywa, w nierównej walce. Ale czy musimy walczyć? Szamotać się? Buntować? Skoro i tak przegramy.
     Według Leksykonu gerontologii Adama Zycha starzenie się (w ujęciu socjologicznym) to nic innego jak proces związany z odchodzeniem na emeryturę i wszystko to, co się z nim wiąże[2]. W szczególności dotyczy to wycofywania się z zajmowanych stanowisk, ograniczenia swojej działalności, zmiany ról społecznych (zmiana z pracownika na emeryta). Co często jest odczuwane przez jednostkę jako degradacja społeczna, obniżanie prestiżu. Zych zwraca też uwagę, że starzenie się nie odnosi się tylko do jednostki, ale też do grupy czy całego społeczeństwa. A zatem należy wziąć pod uwagę podczas badania zjawiska starości także oczekiwania społeczeństwa związane z wiekiem, odnoszące się do ról społecznych, statusu, sposobu ubierania się itd. Starość jest uwarunkowana kulturowo i podlega przemianom wraz z tymi zachodzącymi w obyczajowości i systemie wartości[3].
     Jeśli wskazujemy na zmniejszenie przez seniora poczucia prestiżu, kiedy mówimy o zmniejszeniu roli społecznej, o ograniczaniu obowiązków, a co za tym idzie o zmniejszeniu poczucia bycia potrzebnym, powinno się nam nasunąć skojarzenie z dyskryminacją, a nawet przemocą w stosunku do osób starszych. Sama zmiana statusu z osoby czynnie pracującej, na status emeryta nie jest zmianą z gruntu złą, ale jeśli dochodzą do tego czynniki wymuszające przejście na "boczny tor", z racji, jak ujęła to Jean Améry, dodania osobie starszej "licznych przyimków zaczynających się od sylaby >>nie<<: jest niezdolny do znacznego wysiłku fizycznego, niezręczny, nieprzydatny do tego czy tamtego, nieredukowalny, nieużyteczny, niepożądany, niezdrowy, nie-modny"[4], jest to dyskryminująca, krzywdząca.
     Zjawisko przemocy, zarówno psychicznej (mówić tutaj można o zachowaniach mobbingowych), jak i fizycznej, w stosunku do seniorów jest znane, lecz cały czas mało zbadane. Mówi się ogólnie o zjawiskach stygmatyzacji, wykluczenia, niedopuszczenia do aktywnego uczestnictwa, co jest oczywistą konsekwencją tabuizacji we współczesnym społeczeństwie procesu starzenia się. W ten, raczej ułudny, sposób odsuwa się od siebie widmo starości, które wisi nad każdym.
     A zatem, jeśli wspomnieliśmy o starszych ludziach i ich dyskryminacji ze względu na wiek, "nieużytkowości" w dynamicznym społeczeństwie, wypieraniu ich ze stanowisk powinniśmy odnieść się do Karola Marksa, dziś tak niebezpiecznie zapomnianego i do jego krytycznej, interesującej analizy przeprowadzonej przez Hannah Arendt. Autorka w książce Kondycja ludzka zauważa, że proces charakterystyczny dla epoki nowożytnej to odwrócenie wartości pracy (w starożytności praca, zwłaszcza fizyczna, była pogardzana, a ludzie się nią parający zajmowali najniższe miejsce w hierarchii społecznej), polegające na wyniesieniu jej do najwyższej rangi[5]. Wspominał o tym John Locke, rozwinął Adam Smith (który twierdził, że praca daje możliwość bogactwa). Marksa natomiast interesowała praca sensu stricto i to Marks właśnie był konsekwentny w poglądzie, że to przez pracę człowiek ma możliwości światotwórcze[6].
     Wciąż aktualne pozostają spostrzeżenia Marksa w sprawie pracy w kontekście ludzkiej płodności zawarte w dziele Ideologia niemiecka[7]. Wydają się tym bardziej ciekawe, kiedy wspominamy o nich w znaczeniu, jakie osoby starsze mają dla społeczeństwa. Marks tworząc swoją teorię dotyczącą pracy i rodzenia (w znaczeniu biologicznego przedłużenia gatunku) widzi właśnie pracę i prokreację jako dwa istotne sposoby trwania płodnego procesu życia. Praca, jak rozumiał to Marks, była wytwarzaniem własnego życia, które to zapewnia przetrwanie jednostki.  Natomiast prokreacja była tworzeniem obecnego życia, które zapewnia przetrwanie gatunku[8]. Jak mówi Arendt "czuje się tu głębię doświadczenia, jakiej nie sięgnął żaden z poprzedników Marksa - którym skądinąd zawdzięcza on prawie wszystkie decydujące dla swojej koncepcji inspiracje - ani też żaden z jego następców. Uzgodnił swoją teorię - powstałą wszak w epoce nowożytnej - z najstarszymi i najtrwalszymi instytucjami dotyczącymi natury pracy, która zarówno w tradycji żydowskiej, jak i klasycznej, była bardzo blisko powiązana z życiem jako rodzeniem"[9].
     Chciałabym w tym momencie przywołać myśl feministyczną, upostaciowaną w stwierdzeniu Simone de Beauvoir, które wiele lat po dziele Marksa, jest jego interesującym podsumowaniem. Beauvoir pisze: "Samica jest bardziej niż samiec podporządkowana gatunkowi, ludzkość zawsze starała się ujść swemu gatunkowemu przeznaczeniu, podtrzymywanie życia stało się dla mężczyzny, dzięki wynalezieniu narzędzia, działalnością i projektem, podczas gdy kobieta została przykuta macierzyństwem, jak zwierzę, do swojego ciała[10].
     Przypatrując się zatem tym teoriom, ludzie starsi w społeczeństwie, czyli ci, co nie-mogą (już) mieć dzieci, którzy nie-wytwarzają dóbr, a wyłącznie je pobierają (z tytułu emerytury, renty lub innych świadczeń), są wypychani z prężnie działającej i wyżej opisanej machiny, w której jeszcze kiedyś aktywnie uczestniczyli. Stąd też może pomysł stworzenia emeryta-konsumenta, ale o tym wspomnę w dalszej części artykułu. Wyłania się prosty, wręcz banalny wniosek, a raczej zasada współczesnego świata: nie pracujesz, nie zarabiasz, nie wydajesz - jesteś skazany na banicję.
     Jeszcze kilka słów o pracy. Czy naszego stosunku do ludzi starszych nie zmieniłoby podejście upatrujące w emeryturze czasu odpoczynku, odpoczynku od pracy i dotychczasowych obowiązków, odpoczynku po zmęczeniu, a nie wyczerpania? Czy chcemy doprowadzić do stanu, przed którym przestrzega Tadeusz Sławek: "Zmęczenie jest wynikiem tego, że człowiekowi zależy na wszystkim; człowiekowi wyczerpanemu nie zależy na niczym, prócz - by może - niego samego"[11]. Czas spędzony na odpoczynku, mimo że nie przynosi żadnych materialnych korzyści, profitów, ale również, a może i przede wszystkim służy człowiekowi, jest niezbędny. Czy można powiedzieć, że osoba korzystająca z odpoczynku (w tym wypadku osoba starsza będąca na emeryturze) jest gorsza, bo zeszła z głównego szlaku czy też została zepchnięta na boczny tor?
     Praca łączy się obecnie z pojęciem konsumpcjonizmu. Żyjemy w epoce konsumpcjonizmu, gdzie o wartości człowieka stanowi to, co kupuje, to, co nabywa, to, co zużywa, spożywa, to, co świadczy o jego pozycji w hierarchii, jego prestiżu, to, co wystawia na pokaz. Zygmunt Bauman mówi o sposobie, w jaki społeczeństwo kształtuje swoich obywateli - wytworzenie potrzeby grania roli konsumenta jest normą, jaką społeczeństwo narzuciło swoim członkom[12]. Nie ma w tej koncepcji roli dla tych, którzy nie nabywają (na tyle dużo) i nie produkują (już tak dużo). Społeczeństwo (w ujęciu konsumpcyjnym) nie wytworzyło alternatywy dla niekonsumujących. Być może to przez przedrostek "mniej". W końcu w epoce nabywania, otaczania się coraz to większymi dobrami, nie ma miejsca dla tych, którzy są tymi "mniej", mniej nabywają, mniej produkują, mniej wytwarzają, mniej wydatkują. Tylko czy o to chodzi w sprawnie działającym społeczeństwie?

W społeczeństwie konsumentów to przede wszystkim niezdolność osoby do bycia konsumentem wiedzie do degradacji społecznej i "emigracji wewnętrznej". To owa nieodpowiedniość, niezdolność do spełnienia obowiązków konsumenta zamienia się w gorycz bycia pozostawionym z tyłu, wydziedziczonym lub zdegradowanym, odłączonym lub wykluczonym ze społecznego świętowania, do którego inni zostali dopuszczeni[13].

     W społeczeństwie konsumpcyjnym panuje pewnego rodzaju hierarchia, kto jest w stanie więcej konsumować i nabywać, stoi w nim wyżej. Proste. Społeczeństwo konsumpcyjne nie przejmuje się osobami, które w tym "wyścigu" mają nierówne szanse, wyznają inne wartości, to nie jest ważne, gdyż ważna jest ilość i ciągłość nabywania (już nawet nie produkcji). Takie osoby są zbędne i rozpatruje się je tylko w kategoriach finansowego obciążenia - trzeba je utrzymać, zapewnić schronienie, nakarmić itd. (dotyczy to nie tylko osób pobierających emerytury, ale i pomoc materialną, np. z racji bezrobocia czy niezdolności do pracy). Są balastem dla pozostałych pełnoprawnych konsumentów.
     Dosadnie przestawia to Bauman w Życiu na przemiał, stwierdzając, że bycie zbędnym, bezużytecznym, niepotrzebnym wiąże się z tym, że inni cię nie potrzebują, poradzą sobie lepiej bez ciebie, jesteś ciążącym balastem, którego trzeba się pozbyć. Nie istnieje żaden oczywisty powód, aby wykluczyć cię i nie masz PRAWA do pozostania. Osoba taka jest zbędną, bo jest przeznaczona do wyrzucenia jak "pusta i bezzwrotna plastikowa butelka albo zużyta jednorazowa strzykawka, nieatrakcyjny, wybrakowany lub uszkodzony produkt zdjęty z taśmy kontrolerów jakości"[14].
     Pozwolę sobie przytoczyć jeszcze jeden fragment z tekstu Baumana, który mówi o sposobie myślenia konsumenta (uczestnika świata). Można zauważyć pewną zasadniczą zmianę, która spowodowana została przez powszechny dostęp do dóbr i usług. Obecnie powszechna i normalna jest jednorazowość, użytkowość do pierwszego popsucia się, co wyklucza naprawę rzeczy.

Dojrzali konsumenci nie mają zahamowań, gdy wypada spisać rzeczy (żywe podobnie jak nieożywione) na straty. Przyjmują kruchość rzeczy za ich cechę przyrodzoną, a ich wędrówkę do śmietnika za naturalną kolej losu. Nie odczuwają zresztą przeznaczenia ich na złom jako straty: przeciwnie, traktują ich jak złom i uprzątanie jako "twórcze" zniszczenie - tak jak majstrowie budowlani traktują wywózkę wszelkich bezużytecznych odpadów budowlanych poczynań z placu budowy, a kierownicy tartaków wymiatanie wiórów[15].

     Odpady, nieużytki są zawsze w pewnym sensie wstydliwym, niewygodnym tematem dotyczącym produkcji. Śmieci - wszyscy wiedzą, że są, ale gdzieś daleko, leżą na wysypiskach. Niestety ta metafora jest całkiem trafna, jeśli chce się opisać domy starości, hospicja dla starych, chorych ludzi.
     Nie jest to zasadą, ale można zauważyć pewną prawidłowość, że usytuowanie geograficznie domów starców, opieki czy hospicjum jest zazwyczaj gdzieś na uboczu miast, nigdy w centrum, czasem nawet trudno do nich trafić. Osoby starsze dlatego tak niechętnie korzystają z przywileju emerytalnego, ponieważ nie chcą stać się bezużyteczne, nie chcą poczuć się już niepotrzebne. Z odejściem na emeryturę również wiąże się zmiana statusu i konieczność przeorganizowania tak prozaicznych sfer jak cykl dnia. Z odejściem na emeryturę również wiąże się zagrożenie, obawa przed utratą więzi koleżeńskich czy pewnego rodzaju ograniczenie życia towarzyskiego.
     A zatem emerytura, która powinna kojarzyć się z czasem odpoczynku, regeneracji, nowym etapem życia, jawi się jako czas zagrożenia, niepewności, obaw. Emerytura nie kojarzy się z godnie zapracowanym czasem odpoczynku, a z wyrzuceniem na śmietnik bezużyteczności. Być może tutaj również należy odszukać odpowiedzi na wzrastającą niechęć do odchodzenia na emeryturę? Jeśli pracuję (jak długo utrzymam się przy taśmie produkcyjnej, tak długo będę użyteczny), wytwarzam dobra i mogę uczestniczyć aktywnie w procesie konsumpcyjnym.

Dochodzi do tego izolacja od więzi pokrewieństwa (dzieci często żyją z dala od starszych rodziców, koncentrują się na własnej rodzinie nuklearnej), podobnie jak kres aktywności zawodowej sprzyja poczuciu osamotnienia, na co wpływa zaprzestanie kontaktu ze środowiskiem koleżeńskim z miejsca pracy, jak i zanik możliwości identyfikowania siebie poprzez pryzmat pracy jako wartości (czynnika prestiżu). W ślad za marginalizacją rodzinną i zawodową idzie także osłabienie relacji z grupą lokalną[16].

     Sądzę, że presję "odsunięcia od linii produkcyjnej" kobiety odczuwają jeszcze silniej. Związane jest to bezpośrednio z biologiczną rolą, jaką mają do spełnienia. Kobiety, oprócz "wygnania" z racji na wiek, emeryturę, bezużyteczność, są dodatkowo skazywane ze względu na naturalny proces przekwitania - brak możliwości posiadania dzieci. Zatem już nie tylko siły, umysł, ale także i ciało kobiety staje się bezużyteczne. O ile dwubiegunowe postrzeganie starości dotyczy mężczyzn (starzec-mędrzec, siwa skroń starszego pana), o tyle u kobiet tej dwubiegunowości nie ma. Wraz z naturalną utratą możliwości posiadania potomstwa kobieta znika niczym mgła. A jeśli już się pojawia to tylko przez pryzmat jej "zwiędłego" ciała, czasem jako opiekunki-babci, ale w tym wypadku nie dostrzega się jej kobiecości, fizyczności. Jak zauważa Vita Fortunati: "Z drugiej zaś strony, stara kobieta zawsze była widziana jako niepokojąca figura, ponieważ jest ona przechowalnią zepsucia i rozkładu"[17]. Jej ciało traci urodę, piękno, charakterystyczne kształty, erotyzm, co idzie w parze wraz z utratą płodności. Ciało kobiety, zwłaszcza przekraczające określony wiek, przedstawiane w mediach, literaturze czy sztuce, jest dość przewidywalne. To ciało stare, zniszczone, bezużyteczne ze względu na reprodukcję, gdzie nie ma już erotyzmu (w tym wieku wielu kojarzy się to z nekrofilią. Może to skutek tabu nałożonego na dyskusje o potrzebach seksualnych ludzi starszych). Fortunati w wywiadzie Starość to skandal zwraca uwagę, że temat starości kobiet został dostrzeżony, dopiero kiedy pierwsze feministki doświadczyły tego procesu. Podkreślały, że stereotypy dotyczące starości, podobnie jak inne zachowania dyskryminujące (rasizm, seksizm itd.), wynikają z braku akceptacji, z braku równych praw[18], stąd też wyrzucenie poza nawias społeczny wszystkich nie-konsumentów. Badaczki, głównie w oparciu o swoje osobiste doświadczania, dowodzą, że starzenie się to nie ułomność, choroba, a kolejny naturalny etap, w którym funkcje, nie tylko biologiczne, ale i psychofizyczne, przekształcają się i są widoczne, namacalne dla społeczeństwa. Autorka również zwraca uwagę, że pokazywanie nagiego, starego ciała kobiety jest niebezpieczne dla ustalonego ładu i porządku kultury. Starą kobietę należy zepchnąć na margines w wyniku naturalnego proces pozbawienia zdolności posiadania potomstwa albo wepchnąć w objęcia stereotypu roli babci. De Beauvoir dodaje: "Mężczyzna starzeje się stopniowo, kobieta zostaje nagle obdarta z kobiecości; w młodym stosunkowo wieku traci urok erotyczny i płodność, które były jedynym usprawiedliwieniem jej istnienia w oczach społeczeństwa i jej własnych oraz jedyną szansą szczęścia"[19].
     Ciekawym w tym kontekście jest wiersz Tadeusza Różewicza Opowiadanie o starych kobietach, w którym Różewicz zgrabnie i świadomie żongluje stereotypami. "Lubię stare kobiety/ brzydkie kobiety/ złe kobiety/ (...)/ stare kobiety wychodzą o świcie/ do miasta kupują mleko chleb/ mięso przyprawiają zupę/ otwierają okna/ tylko głupcy śmieją się/ ze starych kobiet/ brzydkich kobiet/ złych kobiet"[20]. Różewicz nie mówi o tym wprost, ale pokazuje, że stare kobiety mają w sobie życiową mądrość, to dzięki nim świat toczy się dalej. Co prawda nie uczestniczą czynnie w rewolucjach, wojnach, odkryciach, ale są ważną częścią tego wielkiego i tego małego świata. Stare kobiety są niezłomne: "stare kobiety/ są nieśmiertelne/ Hamlet miota się w sieci/ Faust gra rolę nikczemną i śmieszną/ Raskolnikow uderza/ siekierą/ stare kobiety są/ niezniszczalne/ uśmiechają się pobłażliwie/ umiera bóg/ stare kobiety wstają jak co dzień/ o świcie kupują chleb wino rybę/ umiera cywilizacja/ stare kobiety wstają o świcie/ otwierają okna/ usuwają nieczystości/ umiera człowiek/ stare kobiety/ myją zwłoki/ grzebią umarłych/ sadzą kwiaty/ na grobach".
     Różewicz zwraca uwagę, że to stare kobiety mają tę moc, te prawa, które pozwalają im obcować, balansować na granicy życia i śmierci, tej śmierci dotykają w sposób dosłowny, zajmując się ciałem zmarłego. Mają kontakt z "nieczystym", z "niebezpiecznym", z pierwiastkiem ze świata z zewnątrz, niczym medium. I przestrzega, że tylko głupcy nie doceniają, nie szanują starych kobiet. Że właśnie w nich jest nieodgadnięta tajemnica trwałości, kontynuacji świata, są tajemnicą, która jest niepojęta, są ponad trywialność, codzienność, a jednocześnie są tak mocno w niej zanurzone - "Tylko głupcy śmieją się/ ze starych kobiet/ brzydkich kobiet/ złych kobiet/ bo to są piękne kobiety/ dobre kobiety/ stare kobiety/ są jajem/ są tajemnicą bez tajemnicy/ są kulą która się toczy/ stare kobiety/ są mumiami/ świętych kotów"[21]. Różewicz wskazywał na pewną ciągłość, powtarzalność, może i monotonność, na procesy, które są powtarzalne, które mimo zawirowań historycznych i tragedii wciąż się dzieją, niby codzienne, błahe, a jakże istotne. To właśnie w tej ciągłości (której upatrywał w kobietach, być może ma to również związek z rolami społecznymi, które kobietom przyszło odgrywać) Różewicz widzi wielkość kobiet, ale nie przez wielkie "W", ale wielkość w małych codziennych prozaicznych czynnościach. Ta ciągłość (również dotycząca przekazywania życia) czy podoba nam się, czy nie, to w dużej mierze zależna jest właśnie od kobiet.
     Na dwubiegunowość, o której wspomniał Różewicz, zwraca również uwagę Piotr Kowalski, przyglądając się starcom na XIX wiecznej wsi. Kowalski uważa, że owa dwubiegunowość wynika w dużej mierze z wieku. To poprzez jego zaawansowanie starzy byli bliżej "tamtego" świata i mogli nawiązywać kontakty ze zmarłymi, będąc tutaj, wśród żywych. Automatycznie nie należeli już tylko do lokalnej grupy, ale gościli wśród świata zmarłych, bogów i demonów. Piotr Kowalski zwraca uwagę na jeszcze jeden ciekawy i istotny powód owej dwubiegunowości starości - "tracąc moce płodności, wymykają się podziałom taksonomicznym rządzącym światem człowieka, wśród których podstawą są opozycje płci. W pewnym sensie przestają mieć znamiona męskości czy kobiecości (...). Zawieszenie seksualności przywołuje stan świata, gdy był on Rajem, Ogrodem Bezczasowej Jedności"[22].
     Mogłoby to wskazywać na to, że starcy cieszyli się autorytetem i byli szanowani. Niestety nie zawsze. Trzeba pamiętać, że kulturowy "system emerytalny" wsi na przełomie XIX i XX wieku miał swój rytm. Pewnego rodzaju zabezpieczeniem był tzw. "wycug", nazywany również dożywociem lub wymową. To przekazanie ziemi młodszemu pokoleniu miało również wymiar symboliczny. Przekazanie ziemi "z ojca na syna", ustąpienie i "podporządkowanie" się młodszemu pokoleniu miało spory wpływ nie tylko na rodzinę ale i na całą lokalną społeczność. Od tego momentu zmienił się status rodzica na starca, który z kolei miał inną funkcję i rolę do odegrania niż jeszcze do niedawna gospodarz. Jak określa to Dodziuk i Markowka[23] można wyszczególnić trzy rodzaje dożywocia. Pierwszy polegał na pozostawieniu sobie aż do śmieci niewielkiej części ziemi i zobligowania dzieci do świadczenia robocizny. Drugi dotyczył przekazania dzieciom całego gospodarstwa w zamian za opiekę, a i również pomoc finansową. Trzeci polegał na oddaniu potomstwu całej gospodarki, ale tylko do niektórych prac fizycznych. Warto wspomnieć, że w zależności od regionu istniała różnica w formie zawierania "wymowy", a "wycugu". Wymowa głównie obowiązywała w Galicji i była umową ustną. Dzieci wtedy często nie przestrzegały warunków porozumienia i starcy byli skazani na żebractwo lub poniewierkę. Z kolei w części zachodniej kraju, gdzie "wycug" był spisywany na piśmie, wtedy rodziców chronił formalny zapis o ich zabezpieczeniu na starość względem dzieci.
     Deklaracje te głównie zawierały warunki bytowania czy też funkcjonowania na przekazanej gospodarce. Pojawiał się zapis dotyczący miejsca zamieszkania osoby starszej, w zależności od zamożności i warunków życia mógł to być strych, osobna komora, miejsce za piecem, czasem nawet stodoła. Należało zapewnić opiekę medyczną, żywność itd. Często wraz z przekazaniem gospodarki status rodzica obniżał się, stawał na równi z dziećmi, a nawet niższy. Często była to "kolejna gęba do wykarmienia". Powszechne były przypadki dokuczania i znęcania się nad rodzicami, zatem dochodziło do łamania umowy "wycugu".
     W pamiętnikarstwie z czasów wsi XIX wieku można znaleźć wiele przykładów, kiedy rodzice zostali zagłodzeni, pobici na śmierć lub sytuacja zmuszała ich do żebractwa. Doskonały obraz tej sytuacji możemy odnaleźć w Chłopach Władysława Raymonta, gdzie wątek żebractwa również jest dobrze wyeksponowany, ale też w Historii Sawki Józefa Ignacego Kraszewskiego. Zachowany szacunek do rodzica często miał granice, im większe one były, tym większe było gospodarstwo.
     Mało tego, istotne było utrzymanie w miarę poprawnych stosunków między poszczególnymi pokoleniami, ponieważ przyjęta była zasada, że starzec albo "zasłużył" na pozostanie z dziećmi w gospodarstwie, albo musiał zostać dziadem, parając się żebractwem. Warto pamiętać, że nie tak jak dziś były wyznaczane granice "starości". Dziś określa to np. przejście na emeryturę, dawniej odpowiednikiem była fizyczna niemożność wykonywania pracy na roli i oddanie gospodarki synowi. Inaczej odnoszono się do wieku średniego. Osoba w wieku 60 lat była już bardzo stara, a o pewnego rodzaju starości mówiło się już w wieku 50 lat. W mentalności wiejskiej starcem był ten, który chorował, uległ wypadkowi, był niedołężny, wyniszczony. Kobiety miały dodatkowe kryterium, którym było stanie się babcią lub kiedy dzieci stawały się samodzielne. Ciekawostką może wydawać się fakt, iż "stare matki", jeśli wcale nie były tak naprawdę jeszcze stare, powinny prowadzić się jak stare, a karygodnym było zajście w ciążę przez babcię lub osobę mającą dorosłe dzieci[24]. Dla porównania dość częste były z kolei związki starego mężczyzny z młodą kobietą. Kiedy już doszło do przekazania gospodarstwa, czasem było to pod wpływem wywieranej presji, dokonał się pierwszy akt rozpoczynający proces starzenia się. Od tego momentu mężczyzna inaczej był postrzegany przez dzieci oraz całą społeczność. "Człowiek będący na >>dożywociu<< nie brał już udziału w ogólnowioskowych zebraniach gospodarzy, nie reprezentował na zewnątrz interesów całego zespołu rodzinnego, malała jego rola w takich stacjach, jak wyjazdy na jarmarki czy spotkania w karczmie"[25].
     Dowodami świadczącymi o zepchnięciu starców w hierarchii społecznej mogą być warunki w jakim przyszło im egzystować. Zdarzały się wypadki, kiedy nie dochodziło do konfliktu między dziećmi a rodzicami. Starsi byli wtedy otaczani opieką i troską. W zamian za przekazane gospodarstwo dostawali do zamieszkania jedno pomieszczenie (w uboższych rodzinach było to raczej miejsce na piecu - w praktyce było to całkiem dobre miejsce, ponieważ zapewniało ciepło) lub musieli oddalić się do stodoły, stajni czy na strych. Starzec nie był zupełnie pozbawiony użytkowości, mógł, a raczej powinien, pomagać dzieciom przy wypasie lub mógł zajmować się pomaganiem w czynnościach gospodarczych wokół chałupy. Dzięki temu nie czuł się bezużyteczny. Nie zapominajmy, że najgorszą sytuacją dla starca w tamtym czasie było kompletne pozbawienie możliwości pracy. Jednak zdarzały się sytuacje, kiedy dzieci po przejęciu gospodarki okazywały się "wyrodne". Starzec otrzymywał gorsze pożywienie, nie leczono go, gdyż uważano, że już wystarczająco długo żył. Zmuszano go do zamieszkania w zimnej izbie, co w praktyce wiązało się ze skazaniem go na śmierć. Trzeba pamiętać, że w ówczesnym czasie nie istniała żadna forma odpoczynku. Pracowało się w zasadzie do śmierci. Imperatyw zdolności do pracy był czynnikiem szalenie istotnym, decydującym o pozycji w hierarchii. W tradycyjnym środowisku wiejskim nie przewidywało się osób bez pracy. Zdolność do pracy wiązała się, co wynikało ze specyfiki wiejskiej ekonomii, koniecznością posiadania dostatecznej ilości rąk do pracy. Z osobą spełniającą tę konieczność należało się liczyć. Seniorzy w pewnym wieku byli zmuszeni odnaleźć się w nowych rolach, za wszelką cenę starali się pozostać pomocni, aby nie zostać posądzonymi o nieróbstwo, nieprzydatność czy pasożytnictwo na opiekującej się nimi rodzinie.
     Starość nas otacza, w filmie, w malarstwie, na ulicy. Starości doświadczamy w rodzinie, w nas samych. Dzięki dobrodziejstwu i dorobkowi kultury oraz sztuki mamy niesamowite laboratorium, które może nam pomóc lepiej ją zrozumieć, zanim zacznie doświadczać nas samych.
     Owszem możemy stosować się do złotych rad, lecz najlepiej będzie, jeśli sami już za młodu będziemy żyć tak, aby łatwiej, piękniej było się nam zestarzeć. Jak pouczają lekarze, wiele nie trzeba. Czy nie powinniśmy patrzeć na nasze życie jak na ogród? Który pięknieje i wyrasta po latach ciężkiej nad nim pracy? Jak drzewa owocowe, które długo wydają pyszne owoce, kiedy o nie właściwie dbać? Czy nie byłoby to zbyt ekstrawaganckie, myśleć o starości, w sytuacji, kiedy wymaga się od nas myślenia krótkodystansowego i efektów natychmiastowych? Czy mamy odwagę na taką ekstrawagancję? Pamiętajmy, że na szali kładziemy nasze życie i starość.




[1] J. van Velde, Duża sala, przeł. Paulina Wat, Kraków 1961, s. 20.
[2] Na podstawie A. Zych, Leksykon gerontologii, Kraków 2007, s. 163.
[3] Tamże, s. 163.
[4] J. Améry, O starzenia się. Bunt i rezygnacja. Podnieść na siebie rękę. Dyskurs o dobrowolnej śmierci, przeł. Bogdan Baran, Warszawa 2007, s. 81.
[5] Na podstawie H. Arendt, Kondycja ludzka, przeł. Anna Łagodzka, Warszawa 2000, s. 94-95.
[6] Tamże, s. 112.
[7] K. Marks, F. Engels, Ideologia niemiecka, Dzieła t.3, Warszawa 1975.
[8] H. Arendt, Kondycja ludzka..., s. 117.
[9] Tamże.
[10] S. de Beauvoir, Druga płeć, przeł. Gabriela Mycielska, Maria Leśniewska, Warszawa 2007, s. 85.
[12] Na podstawie Z. Bauman, Praca, konsumpcjonizm i nowi ubodzy, Kraków 2006, s. 54.
[13] Praca, konsumpcjonizm i nowi ubodzy, s. 78.
[14] Z. Bauman, Życie na przemiał, Kraków 2004, s. 25.
[15] Z. Bauman, Konsumenci w społeczeństwie konsumentów. Cykl wykładów dziekańskich gospodarka i społeczeństwo, Łódź 2007, s. 10.
[16] T. Parsons, Szkice z teorii socjologicznej, Warszawa 1972, s. 124.
[17] M. Gloswitz, V. Fortunati, Starość jako skandal, w: "artPapier" 2012, nr7 (199) http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=150&artykul=3205&kat=17
[19] Druga płeć..., s.634.
[20] T. Różewicz, Opowiadanie o starych kobietach, w: Niepokój. Wybór wierszy z lat 1944-1994, Warszawa 2000.
[21] Tamże.
[22] P. Kowalski, Kultura magiczna, Warszawa, s. 529.
[23] A. Dodziuk, D. Markowska, Wiejska starość, w: "Wieś Współczesna", R. XI: 1967, n 12, s.43-44.
[24] Na podstawie A. Zadrożyńska, Świętowanie, Warszawa 2002, s. 39.
[25] A. Dodziuk, D. Markowska, Wiejska starość..., s. 42.

do góry









































strona 119








































strona 120








































strona 121








































strona 122








































strona 123








































strona 124








































strona 125








































strona 126








































strona 127








































strona 128








































strona 129

główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version