główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version
Bartosz Sitek

Jednym głosem - warsztat terapii zajęciowej jako przykład wspólnoty powstałej w oddaleniu

     "W humanistycznym opisie nie sposób odseparować miejsca i doświadczenia"[1], zaś "doświadczanie siebie odbywa się w miejscu", jak pisze Aleksandra Kunce[2]. Stąd można próbować wyprowadzić myśl, że zależnie od miejsca, doświadczanie siebie jest różne, podobnie sam proces doświadczania może przynieść różne rezultaty. Konstatacja ta przyświeca poniższym rozważaniom dotyczącym specyficznego miejsca, jakim jest warsztat terapii zajęciowej i specyficznego doświadczenia, to znaczy poczucia wspólnoty. Oba wspomniane aspekty mają szansę współwystępować między innymi w warsztatach terapii zajęciowej, które plasują się na obrzeżach codziennego funkcjonowania społeczeństwa.
     Świat współczesny paradoksalnie cierpi na niedobór wspólnoty. Paradoksalnie, gdyż pod względem formalnym nic nie stoi na przeszkodzie, by wspólnoty budować, należy wręcz zauważyć, że zwłaszcza środki techniczne komunikowania uczyniły ów proces potencjalnie łatwym do zaistnienia - tak proces działań zmierzających intencjonalnie do tworzenia wspólnoty[3], jak również zupełnie spontaniczną aktywność, której efektem mogłoby być owej wspólnoty powstanie. Ten pożądany stan jest, mimo sprzyjających okoliczności, daleki od urzeczywistnienia, choć przecież wspólnota to taki "świat, w jakim się, niestety w tej chwili nie znajdujemy, w jakim jednak bardzo chcielibyśmy osiedlić się na stałe lub do jakiego chcielibyśmy powrócić"[4]. W dzisiejszym stanie rzeczy człowiek, jak konstatował Erich Fromm, "jest izolowany i samotny, pomimo że stanowi część tłumu"[5]. Chciałoby się zauważyć, że być może dzieje się tak nie "pomimo", a właśnie z tego powodu, że jest częścią tłumu.
     Celem niniejszego tekstu jest ukazanie warsztatu terapii zajęciowej (WTZ), jako przykładu wspólnoty, względnie wyodrębnionego środowiska o specyficznych, jak na współczesne warunki, cechach. Powyższe rozumienie wynika z faktu, iż warsztat pozostaje "na uboczu". Dzieje się tak zarówno w wymiarze fizycznego miejsca, w którym zwykle placówki takie są sytuowane, jak i społeczno-kulturowego odbioru tego swoistego zacisznego odosobnienia. Zaznajomieni z tematyką i klasycznym pojęciem terminu "wspólnota", mogą być nieco zaskoczeni takim zestawieniem. WTZ jest bowiem instytucją, co niesie za sobą istotne konsekwencje. Jak bowiem zwraca uwagę Tadeusz Sławek: "Administracja i jej prawne instrumenty regulują teraz nasze związki z przestrzenią"[6]. Nie inaczej jest w przypadku WTZ-ów, których istnienie wynika z szeregu przepisów zawartych w ustawach i rozporządzeniach.
     Ustawa o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych jako podstawowy dokument, w oparciu o który funkcjonują WTZ-y, określa czym jest warsztat terapii zajęciowej, definiując go jako: "Wyodrębnioną organizacyjnie i finansowo placówkę stwarzającą osobom niepełnosprawnym niezdolnym do podjęcia pracy możliwość rehabilitacji społecznej i zawodowej w zakresie pozyskania lub przywracania umiejętności niezbędnych do podjęcia zatrudnienia"[7]. Ustawa jednoznacznie wskazuje, że podstawowym celem rehabilitacji w warsztacie terapii zajęciowej jest podjęcie zatrudnienia przez osobę niepełnosprawną[8]. Drugą, równie istotną - a przy tym bardziej interesującą z punktu widzenia kwestii wspólnotowości - funkcją WTZ-ów jest rehabilitacja społeczna uczestników, realizowana między innymi przez: "1) wyrabianie zaradności osobistej i pobudzanie aktywności społecznej osoby niepełnosprawnej; 2) wyrabianie umiejętności samodzielnego wypełniania ról społecznych"[9].
     Nie ulega zatem wątpliwości, że odwołując się tak do rozważań Ferdinanda Tönniesa, jak i Maxa Webera, należałoby raczej traktować WTZ jako stowarzyszenie czy społeczność. Odwołanie do tych autorytetów musiałoby jednak wówczas pozostać wyjątkowo zbanalizowane. Na tym podstawowym poziomie zwraca się uwagę, że prymarnym podziałem, jaki można przeprowadzić między wspólnotą i stowarzyszeniem, jest podział na to, co naturalne i sztuczne[10]. Takie postawienie sprawy i uznanie, że ostre i dualne przeciwstawienie jest adekwatne w stosunku do złożonej rzeczywistości, pozostaje jednak mało satysfakcjonujące poznawczo.
     Chociaż wyróżnikiem wspólnoty jest relacja, w której podmioty posiadają poczucie przynależności[11], zaś sama wspólnota polega na afirmowaniu cudzej woli i ciała, stanowiąc realne, organiczne życie[12], to jednak nie sposób przeprowadzić podziału między wspólnotą a stowarzyszeniem w sposób całkowicie rozłączny. Wręcz przeciwnie, cechy obu tych typów związków przeplatają się wzajemnie i w wielu stosunkach społecznych o rysie wspólnoty można odnaleźć również cechy stowarzyszenia oraz odwrotnie[13]. Zwłaszcza ta druga możliwość jest interesująca z punktu widzenia poruszanego tu wątku. Niewątpliwie tradycyjnie należałoby bowiem, jak już zostało to podkreślone, traktować WTZ jako stowarzyszenie[14]. Bliższe przyjrzenie się warsztatom pozwala jednak dostrzec w nich wiele rysów, które kreują specyficzną wspólnotę, co wynika z faktu, iż "każdy stosunek społeczny, nawet ściśle celowo racjonalny, ustanowiony dla praktycznych, jasno określonych celów (...), może tworzyć wartości uczuciowe niezwiązane z jego arbitralnie obranym celem"[15].
     Jako że osoby niepełnosprawne pozostają średnio uczestnikami warsztatu ponad 7 lat i 8 miesięcy, zaś aż 35% uczestniczących posiada staż ponad 10 lat korzystania z zajęć placówki, nie jest trudno dostrzec, że uczestnicy pozostają z sobą w wieloletnich relacjach[16]. To zaś wpływa potencjalnie na zacieśnianie znajomości i przenoszenie ich na bardziej intymny poziom. Nie można w przypadku instytucji mówić rzecz jasna o figurze ojca - uosabiającego we wspólnocie godność i autorytet, jednak Tönnies zwraca uwagę, że wspólnota może zaistnieć także między panem i sługą, w czym udział ma "bliskie, trwałe i zamknięte w domowym kręgu współżycie"[17]. Ostatecznie ojcowski autorytet wyraża się w takich uczuciach jak życzliwość i poważanie[18], te zaś łatwe są do zaobserwowania w relacjach między uczestnikami WTZ a kadrą. Jednocześnie wspólne przebywanie w placówce przez siedem godzin dziennie stanowić może substytut współzamieszkiwania jednego terytorium, co ostatecznie z wspólnoty miejsca prowadzi do wytworzenia wspólnoty ducha[19]. W końcowym rozrachunku, gdyby chcieć wskazać jedną z istotniejszych cech wspólnoty - także tej warsztatowej - można powiedzieć, że "wspólnota to przede wszystkim »ciepłe« miejsce, przytulne i wygodne"[20]. To "ciepłe, przytulne i wygodne" miejsce w części placówek można znaleźć w sensie bardzo dosłownym. Niektóre warsztaty dysponują unikatowymi salami "doświadczania świata" lub "wyciszania", w których uczestnik może skorzystać ze stymulacji dźwiękiem i światłem, odpocząć w wygodnym fotelu albo na łóżku wodnym, poleżeć w specjalnie wydzielonej niewielkiej przestrzeni o lustrzanych ścianach. Jeśli przywodzi to na myśl odpoczynek po ciężkim dniu w pracy, to skojarzenia takie są jak najbardziej odpowiednie.
     Jak zwraca uwagę Tönnies, wspólnotę można zaobserwować na trzech poziomach: pokrewieństwa (z którym jednostki stykają się w domu), sąsiedztwa (właściwego relacjom wspólnoty wiejskiej) oraz przyjaźni (która ujawnia się w środowisku miejskim)[21]. Gdy postrzegać otoczenie warsztatu jako nieprzychylny odmienności świat chaotycznej normalności, bo coraz trudniejszej do zdefiniowania, kusząca staje się metafora pustyni, która na chwilę użycza strudzonym wędrowcom domu. Jednocześnie, jak namiot na pustyni, warsztat nie oddziela absolutnie od tego, co zewnętrzne, ale daje poczucie chwilowej pewności i stabilizacji[22]. Warsztat przypomina zatem w pewnym sensie domostwo. Uczestnicy, choć nie zachodzi między nimi relacja pokrewieństwa (a więc nie ma mowy o rozumianej tradycyjnie wspólnocie krwi), to jednak w porozumieniu użytkują posiadane dobra, które stają się ich wspólną własnością, zasobem. Jako że uczestnictwo w WTZ, jak zostało to już podkreślone, jest zwykle bardzo rozciągnięte w czasie, ulegają nawiązaniu szczególnego typu relacje. Wspomina się tych, którzy odeszli z placówki lub umarli i chodzi tu zarówno o samych uczestników, jak i pracowników[23]. Przy tym osoby z niepełnosprawnością czują się gospodarzami warsztatów, przybyłych oprowadzają po swoim "domostwie" i traktują ich jako gości, często równych "głowom" domu[24]. Choć oczywiście jest to kwestia indywidualnego odbioru oraz wewnętrznej otwartości na doświadczenia, to jednak regularne odwiedziny w placówkach typu WTZ pozwalają łatwo dostrzec szczególne rysy, jakie charakteryzują te miejsca i poczuć z jaką łatwością dochodzi do nawiązania relacji na linii gość - uczestnik.
     Odwołania do warsztatu jako domu są tym bardziej zasadne, gdy zastanowić się jakie pracownie funkcjonują w placówkach. Część z nich w istocie jest przełożeniem relacji zachodzących wśród osób połączonych więzami krwi, relacją sąsiedztwa lub przyjaźni. Najczęściej spotykaną pracownią jest pracownia gospodarstwa domowego (w 2014 roku posiadało ją 93% wszystkich WTZ-ów). Kolejne są pracownie: plastyczna (73%), komputerowa (70%), krawiectwa (59%), rękodzieła artystycznego (53%), stolarstwa (53%) i ogrodnictwa (43%).[25] Łatwo dostrzec, iż pracownie o pewnym profilu (a przy wykazaniu odrobiny dobrej woli - wszystkie) mogą świadczyć usługi i produkować towary dla samego warsztatu, budując przy tym wspólnotę. Oczywiście najprostszym przykładem jest tu pracownia gospodarstwa domowego, której zwykle jednymi z podstawowych zadań są sprzątanie i przygotowywanie posiłku dla pozostałych uczestników.
     Tönnies podkreśla, iż najważniejszą funkcją domu jest jego funkcja ekonomiczna, to znaczy "wspólnota razem pracujących i pospołu czerpiących korzyści"[26]. Opis ten w miarę adekwatnie przystaje do rzeczywistości warsztatowej. Uczestnicy pracują wspólnie, wykonują zadania w kooperacji, często wymieniając się nimi lub wzajemnie uzupełniając. W sytuacji idealnej każdy uczestnik ma do zrealizowania cel, który pozwoli wykonywać swoją pracę pozostałym osobom. Nawet zaś w przypadku zadania realizowanego indywidualnie wykonawca widzi początek i koniec pracy oraz ma świadomość, co dzieje się z wykonanym przez niego przedmiotem. W placówkach sprzedających swoje produkty uczestnicy dostrzegają związek między wykonawstwem, własną sprawczością, a późniejszymi jej konsekwencjami. Rozporządzenie w sprawie warsztatów terapii zajęciowej jasno bowiem wskazuje, że "dochód ze sprzedaży produktów i usług wykonanych przez uczestników warsztatu w ramach realizowanego programu terapii przeznacza się, w porozumieniu z uczestnikami warsztatu, na pokrycie wydatków związanych z integracją społeczną uczestników"[27]. Pozyskane w ten sposób środki mogą zatem zostać wykorzystane na wspólny wyjazd czy zorganizowanie zajęć z muzykoterapii. W tym celu konieczne jest jednak wzajemne porozumienie samych uczestników, którzy - a na wątek ten zwracał uwagę Alfred Adler - muszą na rzecz wspólnoty zrezygnować z chęci uzyskania indywidualnej przewagi[28].
     Należy jednak w kontekście poruszonej kwestii finansów zwrócić uwagę, że warsztaty pozostają specyficzną, sytuującą się na uboczu wyspą w ekonomicznym świecie. Z jednej strony mają przygotowywać osoby niepełnosprawne do podjęcia pracy i w tym kierunku powinny być profilowane pracownie, z drugiej jednak wskazuje się, że z funkcji tej wywiązują się w stopniu co najwyżej przeciętnym i bywają w związku z tym określane jako "przechowalnie"[29]. Zwykle niedoceniana pozostaje przez kontrolujących i decydentów rehabilitacja społeczna, która dokonuje się w WTZ-ach. A przecież podkreśla się, że ujednolicanie i produkowanie rzeczywistości "logicznej" oraz "czytelnej" prowadzić może do rozpadu więzów łączących ludzi[30]. To znaczy, także do rozpadu wspólnoty. Współczesne realia kreowane są tak, by "zapewnić anonimowość oraz funkcjonalną specjalizację przestrzeni"[31], lecz codzienne funkcjonowanie WTZ-ów podważa to założenie. Warsztat jest więc jednocześnie interesującym punktem na mapie ekonomii politycznej. Opiera się on wyraźnie logice rynkowej, choć aktualnie najważniejszą jego funkcją jest "produkowanie" pracowników.
     Na płaszczyźnie relacji międzyludzkich można zauważyć, że związki tych, którzy uczęszczają na zajęcia, z osobami, które odeszły z placówki, pozostają silne przez długie lata. Mury domu i bliskość w sensie fizycznym nie są konieczne do odczuwania wspólnoty. Wystarcza pamięć, dzięki której - mimo oddalenia - uczestniczy się w danej zbiorowości[32]. Dzieje się tak z wielu przyczyn, ale jedną z istotnych, zwłaszcza w kontekście niepełnosprawności tych, którzy korzystają z zajęć w warsztatach, jest fakt, iż "jeśli we wspólnocie potkniemy się i upadniemy, inni pomogą nam stanąć z powrotem na nogi. Nikt nie będzie kpił, nikt nie będzie wyszydzał naszej niezręczności i cieszył się z naszego nieszczęścia"[33]. Zdarza się niestety, że wyjście z placówki wiąże się dla uczestników z pewnymi przykrościami doświadczanymi ze strony osób postronnych. Nic nie daje wówczas większego komfortu niż poczucie pozostawania w silnym związku z równymi i podobnymi sobie ludźmi, którym można zaufać oraz z miejscem, w którym jest się zrozumianym i względnie bezpiecznym.
     Ostatecznie jednym z najważniejszych aspektów wspólnoty zawiązanej w domu jest zasada wspólnego zatroskania o to, co dla wszystkich członków wspólnoty stanowi dobro wspólne[34]. I choć ta solidarna troska może być działaniem zupełnie spontanicznym i oddolnym, nie wyklucza to faktu, iż realizacja "tej zasady wymaga bardzo złożonych form koordynacji i monitorowania zajęć domowych"[35]. Tak też, jak starano się to wyżej pokazać, obecność uczestników na zajęciach w WTZ jest dość mocno ustrukturyzowana. Nie przeszkadza to jednak tworzeniu się warsztatowych wspólnot.
     Jednocześnie uczestnicy wykonują wspólną pracę, będącą atrybutem sąsiedztwa (to jest kolejnego poziomu, na którym według Tönniesa można obserwować wspólnotę) i tworzą właściwy sobie ład wspierany przez zwyczajowe spotkania i podzielane obyczaje, co warte jest podkreślenia tym bardziej, że dziś "prawdziwe więzi społeczne, osobiste związki z innymi ludźmi w znacznej mierze zaniknęły"[36]. Podobnie swobodne i częste kontakty wiązane z wykonywaniem zawodu czy rzemiosła, charakterystyczne dla podnoszonej przez Tönniesa relacji przyjaźni, budują nieustannie poczucie wspólnoty w ramach uczestnictwa w zajęciach warsztatu[37]. Ostatecznie zaś "współzamieszkiwanie w mieście może być podciągnięte pod pojęcie sąsiedztwa, tak jak i współzamieszkiwanie w jednym domu, jeśli zajmują go także osoby niespokrewnione"[38]. Uwidacznia się tu tym wyraźniej, podnoszony we wstępie, brak adekwatności sztywnych podziałów przy opisie zastanej rzeczywistości. Podziały takie są oczywiście przydatne w procesie badawczym i podczas klasyfikacji zjawisk, powyższe konstatacje ukazują jednak dość przekonująco, jak wspólnota tworzy się w instytucji, łamiąc w ten sposób radykalnie rozłączny podział. Ujmując rzecz od nieco innej strony można powiedzieć, że: "(...) wspólnot ducha nie da się łatwo obedrzeć z metafizyki i sprowadzić do praktyk społecznych nie dość specyficznych wspólnot"[39].
     Uczestnicy widzą korzyści jakie daje im placówka i są ogólnie świadomi, że miejsce takie jak warsztat terapii zajęciowej, cechuje się specyficzną "magią". Nie oznacza to oczywiście, że pobyt na zajęciach jest bezkonfliktową sielanką, gdyż wspólnota nie oznacza braku wewnętrznych tarć[40]. Generalnie jednak doceniany jest ten stan bycia, jest bowiem ważną częścią większej całości. Ów fakt nie przeradza się jednak w samozachwyt, który byłby początkiem końca wspólnoty.
     Jak zwraca uwagę Zygmunt Bauman, gdy wspólnota sama mówi o sobie jako o wspólnocie, mamy do czynienia ze sprzecznością wewnętrzną. Podobnie dzieje się, gdy członkowie wspólnoty sami wychwalają jej zalety. W takiej sytuacji nie ma już (lub jeszcze) wspólnoty.[41]/A> Stąd też szczególna wartość relacji łączących zwykle uczestników warsztatów. Zwłaszcza, gdy weźmiemy pod rozwagę, że ok. 40% funkcjonujących placówek skierowanych jest głównie do osób z niepełnosprawnością intelektualną, przy jednoczesnym podkreśleniu, że osoby z tym rodzajem niepełnosprawności są uczestnikami aż 98% placówek, można dostrzec duży potencjał dla tworzenia wspólnot[42]. Dzieje się tak między innymi dlatego, że niepełnosprawność intelektualna jest szczególnie często związana z ograniczeniem kontaktów poza domem rodzinnym. W ten sposób WTZ staje się często jedynym miejscem, które niepełnosprawny odwiedza w ciągu dnia i jednym z niewielu, w których ma szansę nawiązać relacje z innymi ludźmi.[43]
     W dzisiejszej rzeczywistości, gdy człowiek "nie ma żadnych przekonań, które mógłby podzielać z innymi, prócz sloganów i ideologii wchłanianych poprzez media"[44] wypada z uwagą prześledzić wskazane powyżej wątki. Kierują one uwagę ku oddolnemu tworzeniu się w warsztatach terapii zajęciowej specyficznej, bo niezamierzonej wspólnoty. Środowisko warsztatów jest dość hermetyczne, przy czym poszczególne placówki nierzadko znacznie różnią się od siebie. Trudno zatem wyciągać tu wnioski o rozstrzygającym charakterze. Niewątpliwie jednak obcowanie z uczestnikami WTZ-u ukazuje, jak ścisłe relacje zawiązują się między poszczególnymi osobami korzystającymi z zajęć w danej placówce oraz jak powstaje w ten sposób szczególna wartość dodana - wspólnota. Autor powyższych słów miał zaszczyt samemu być świadkiem tego zjawiska i choć świadectwo jednostkowe nie może rościć sobie prawa do miana prawdy obiektywnej, to jednak umożliwia pewien ogląd opisywanego tu, a niewątpliwie wielowymiarowego, fenomenu.




[1] Aleksandra Kunce, Antropologia punktów. Rozważania przy tekstach Ryszarda Kapuścińskiego¸ Katowice 2008, s. 202.
[2] Tamże, s. 203.
[3] Choć tu pojawia się pytanie, czy ostatecznie określenie "intencjonalne tworzenie wspólnoty" nie jest rodzajem oksymoronu.
[4] Zygmunt Bauman, Wspólnota. W poszukiwaniu bezpieczeństwa w niepewnym świecie, przeł. J. Margański, Kraków 2008, s. 8.
[5] Erich Fromm, Anatomia ludzkiej destrukcyjności, przeł. J. Karłowski, Poznań 2014, s. 123.
[6] Tadeusz Sławek, Mapa domu [w:] Tadeusz Sławek, Aleksandra Kunce, Zbigniew Kadłubek, Oikologia. Nauka o domu, Katowice 2013, s. 77.
[7] Ustawa o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych z dn. 27 sierpnia 1997, Dz.U. 1997 Nr 123 poz. 776, art. 10a pkt.1.
[8] Jest to sytuacja o tyle ciekawa, że orzeczenia wielu uczestników posiadających wskazania do terapii zajęciowej posiadają jednocześnie wpis: "żadna praca". Może to wynikać z faktu, iż początkowo przepisy przewidywały jedynie rehabilitację społeczną uczestnika WTZ, ostatecznie po zmianach przepisów nikt nie kłopotał się tym faktem. Ponadto, koniecznym jest, aby w tym miejscu zwrócić uwagę, że w myśl toczącej się cały czas dyskusji terminologicznej dokonuje się pewnego rozróżnienia. Otóż dla zachowania dostępnej ilości wyrażeń synonimicznych, a dzięki temu uniknięcia powtórzeń, w niniejszym tekście pewne pojęcia będą stosowane zamiennie. Samo pojęcie "osoby niepełnosprawnej" jest dziś krytykowane, jako zbyt mocno wpływające na obraz człowieka, w stosunku do którego jest stosowane. Konsekwencje ontologiczne i epistemologiczne takiej konstrukcji wydają się znaczne. Tak jak do niedawna funkcjonowały pojęcia "inwalidy" lub "kaleki", których dziś już nie stosuje się, uznając je za pejoratywne (choć występują one nadal w niektórych aktach prawnych), tak samo powoli promuje się odchodzenie od określenia "osoba niepełnosprawna" na rzecz określenia "osoba z niepełnosprawnością". Wydaje się bowiem, że niepełnosprawność jest jedynie dodatkowym atrybutem lub pewnym szczególnym brakiem osoby, jednym z wielu możliwych, z pewnością zaś nie najważniejszym. Na potrzeby niniejszego tekstu oba pojęcia będą stosowane zamiennie. Jednocześnie, podejmując kwestie definicyjne należy zauważyć, iż Ustawa o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych z dn. 27 sierpnia 1997 Dz.U. 1997 Nr 123 poz. 776 w artykule 2, punkt 10, definiuje "niepełnosprawność" jako "trwałą lub okresową niezdolność do wypełniania ról społecznych z powodu stałego lub długotrwałego naruszenia sprawności organizmu, w szczególności powodującą niezdolność do pracy". Definicja ta może być traktowana raczej jako punkt wyjścia. Nie ukazuje ona całego spektrum możliwych przyczyn niepełnosprawności, które mają swoje źródło tak w dysfunkcjach fizycznych, jak i psychicznych.
[9] Tamże, art. 9 pkt.2.
[10] Dorota Lachowska, Wstęp do wydania polskiego, w: Max Weber, Gospodarka i społeczeństwo. Zarys socjologii rozumiejącej, przeł. D. Lachowska, Warszawa 2002, s. XXI.
[11] Por. Max Weber, dz. cyt., s. 31.
[12] Ferdinand Tönnies, Wspólnota i stowarzyszenie. Rozprawa o komunizmie i socjalizmie jako empirycznych formach kultury, przeł. M. Łukaszewicz, Warszawa 2008, s. 21.
[13] Por. Max Weber, dz. cyt., s. 31.
[14] Co istotne, aż 75% wszystkich WTZ-ów prowadzonych jest przez organizacje pozarządowe, w tym stowarzyszenia. Por. Badanie sytuacji warsztatów terapii zajęciowej. Raport końcowy z badania, praca zbiorowa, Warszawa 2014, s. 55. Raport dostępny jest pod adresem: www.pfron.org.pl/download/1/5062/RaportkoncowyWTZ.pdf (dostęp: 14.02.2016 r.).
[15] Max Weber, dz. cyt., s. 31.
[16] Por. Tamże, s. 86.
[17] Ferdinand Tönnies, dz. cyt., s. 34.
[18] Por. Tamże.
[19] Por. Tamże.
[20] Zygmunt Bauman, Wspólnota. W poszukiwaniu bezpieczeństwa w niepewnym świecie, dz. cyt., s. 6.
[21] Por. Ferdinand Tönnies, dz. cyt., s. 34-36.
[22] Por. Aleksandra Kunce, Puste i domowe [w:] Tadeusz Sławek, Aleksandra Kunce, Zbigniew Kadłubek, Oikologia. Nauka o domu, Katowice 2013, s. 146.
[23] Por. Ferdinand Tönnies, dz. cyt., s. 34-35.
[24] Por. Tamże, s. 50-51.
[25] Kolejne pracownie, które według danych statystycznych najczęściej pojawiają się w warsztatach, to pracownie: ceramiczna (36%), techniczna (31%), muzyczno-teatralna (29%), arteterapii/pracownie artystyczne/twórcze (19%), poligraficzna (17%), tkactwa (16%), hafciarstwa (15%), przygotowująca do samodzielnego życia (15%), przygotowująca do podjęcia pracy/aktywizacji zawodowej (14%), wikliniarska (12%), aktywizacji społecznej/komunikacji interpersonalnej (11%), witrażu (11%) oraz introligatorska (10%). Uwzględniono tu jedynie pracownie, których procentowy udział w ogóle funkcjonujących warsztatów wynosił minimum 10%. Dane statystyczne za: Badanie sytuacji warsztatów...¸ s. 122.
[26] Ferdinand Tönnies, dz. cyt., s. 51
[27] Rozporządzenie ministra gospodarki, pracy i polityki społecznej w sprawie warsztatów terapii zajęciowej z dnia 25 marca 2004 r. Dz.U. 2004 Nr 63 poz. 587, §10 p. 2.
[28] Por. Alfred Adler, Sens życia, przeł. M. Kreczowska, Warszawa 1986, s. 116.
[29] Por. Agnieszka Fiedorowicz, WTZ: Akcja likwidacja?, http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/247761 (dostęp: 19.02.2016 r.).
[30] Por. Zygmunt Bauman, Globalizacja. I co z tego dla ludzi wynika, przeł. E. Klekot, Warszawa 2000, s. 56.
[31] Tamże, s. 57.
[33] Zygmunt Bauman, Wspólnota. W poszukiwaniu bezpieczeństwa w niepewnym świecie, dz. cyt., s. 6.
[34] Por. David Morley, Przestrzenie domu. Media, mobilność i tożsamość, przeł. J. Mach, Warszawa 2011, s. 35.
[35] Tamże.
[36] Erich Fromm, dz. cyt., s. 123.
[38] Tamże, s. 36.
[39] Aleksandra Kunce, Dom - na szczytach lokalności [w:] Tadeusz Sławek, Aleksandra Kunce, Zbigniew Kadłubek, Oikologia. Nauka o domu, Katowice 2013, s. 61.
[40] Ferdinand Tönnies, dz. cyt., s. 37.
[41] Por. Zygmunt Bauman, Wspólnota. W poszukiwaniu bezpieczeństwa w niepewnym świecie, dz. cyt., s. 19.
[42] Dane statystyczne za: Badanie sytuacji warsztatów...¸ s. 63-64.
[43] Najlepszym komentarzem będzie tu wpis matki niepełnosprawnego dziecka pod tekstem dotyczącym funkcjonowania warsztatów terapii zajęciowej. Komentująca stwierdza: "Prawda jest taka, że WTZ to jedyne miejsce, w którym poza domem mogą przebywać osoby ze sprzężonymi niepełnosprawnościami. Niepełnosprawny po zakończeniu gimnazjum specjalnego nie ma się gdzie podziać, bo nikt go nie chce, a siedzenie w domu oznacza regres w wielu aspektach" [pisownia oryginalna]. Raport: Warsztaty Terapii Zajęciowej nie spełniły oczekiwań, http://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/Raport-Warsztaty-Terapii-Zajeciowej-nie-spelnily-oczekiwan,151779,14.html (dostęp: 15.02.2016 r.).
[44] Erich Fromm, dz. cyt., s. 123.

do góry









































strona 168








































strona 169








































strona 170








































strona 171








































strona 172








































strona 173








































strona 174








































strona 175








































strona 176








































strona 177

główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version