główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version
Katarzyna Szkaradnik

Graniczny most (nie)pamięci i kawiarnia pięciu języków.
Wokół cieszyńskiej sylwy Renaty Putzlacher

     
Kobieto z mego miasta, dziwniejsza ode mnie,
o germańskim nazwisku, choć nie byłaś Niemką,
mknąca w chuście do mykwy Menniczą po ciemku,
za pan brat z tajemnicą, poznać ją daremnie. [...]
Stary rebe dmie w szofar, anioły się bawią,
wieża Babel piastowska jeszcze stoi niema,
jidisz miesza się z polskim, drugiej wojny nie ma,
Olza płynie, a nad nią nie zburzony Avion.

R. Putzlacher, Rachela

     Zwracając się ku uboczom, obrzeżom, pograniczom, dajemy wyraz przeświadczeniu, że na takich "bocznicach dziejów" myśli się w sposób krytyczny i twórczy zarazem o przeszłości i teraźniejszości[1]. Być może w poszukiwaniu "spojrzenia z oddali" na dominujący (i często uznawany za naturalny) model zbiorowości warto udać się także na Śląsk Cieszyński. Z punktu widzenia metropolii jawi się on dzisiaj jako region prowincjonalny, tymczasem w dobie Austro-Węgier jego stolicę przecinały najważniejsze szlaki handlowe, wskutek czego, jak przypomina Jan Szczepański, "osiadali tu wędrowcy i zakładali rodziny. Byli tu więc u siebie Polacy z dawnych wieków, [...] Słowacy i Czesi, i Niemcy, i Madziarzy"[2]. Jeszcze w międzywojniu Cieszyn uchodził za prężny ośrodek kulturalny oraz polityczny, gdzie każda grupa narodowa, religijna czy stronnictwo miały własne organizacje i wydawały periodyki. Renata Putzlacher - poetka, tłumaczka, autorka scenariuszy i polonistka, która będzie naszym cicerone - zauważa przekornie, że to Julian Przyboś, zresztą nauczyciel Szczepańskiego w owym mieście, przybył tam z peryferii[3].
     Tutaj jednak interesuje mnie osobliwość Cieszyńskiego w świetle projektu wspomnianej twórczyni, który można by potraktować jako pewną kontrpropozycję zarówno wobec wzorca monolitycznej wspólnoty, jak i dwóch skrajnych wizji wielokulturowości - konfliktowej oraz idyllicznej. O tym, że głos znad Olzy bywa postponowany nawet w debatach nad śląskością, świadczy chociażby opinia Marka Szołtyska, który paternalistycznie neguje zasadność odrębnego spojrzenia Cieszynian: ">My< jesteśmy otwarci na inne regiony, a >wy< zamykacie się w imię nie wiem czego. [...] Śląsk Cieszyński w pewnym sensie nie odwzajemnia tej [...] wszechśląskiej miłości Ślązoka. I ręczę za większość tych Ślązoków, że ich miłość obejmuje cały teren Śląska, a wy jesteście bardzo powiatowi"[4]

     Most, który dzieli, i most, który łączy
     Książka Putzlacher W kawiarni "Avion", której nie ma czyni takie wrażenie bezpodstawnym, ukazując podglebie, jak również uniwersalny aspekt cieszyńskiej specyfiki. Najwyrazistsze znamię tego regionu (oraz Śląska sensu largo i samej autorki Ziemi albo-albo) stanowi pograniczność, a jak dowodzi Heidegger, "granica nie jest czymś, na czym coś się kończy, lecz [...] czymś, skąd coś poczyna swą istotę"[5]. Cecha pograniczności implikuje lejtmotyw terytorium przejściowego, na przemian anektowanego przez ościenne państwa; w tym kontekście kluczem otwierającym interpretację opowieści Putzlacher i nakreślonej przez nią topografii duchowej Cieszyna byłby główny most na Olzie[6], który nie tyle łączy brzegi, ile dzieli ludzi (zwłaszcza w okresie komunizmu, gdy zamykano przejście, nazwa "most Przyjaźni" brzmiała wręcz ironicznie). W szerszym horyzoncie historycznym symbolizowany przez taki artefakt stan zawieszenia, liminalny odzwierciedla niestabilną sytuację mieszkańców pogranicza: "Czasem wystarczyło stać na moście i zastanawiać się, jakie po zejściu na stały ląd zastanie się państwo" (s. 10). Na delimitacyjną funkcję cieszyńskiej konstrukcji zwraca także uwagę Jerzy Pilch, kiedy w felietonie przywołuje swą babkę, która "nie ruszając się z miejsca, mieszkała kolejno w kilku [...] krajach. [...] (Taki to bowiem był ciekawy rejon, granice latały jak Duch Święty, kędy chciały, człowiek kładł się spać w Polsce, budził w Czechach, granica, co wieczorem, jak Pan Bóg przykazał, była na Stożku, rano biegła na moście i nie była to w dodatku granica z Czechami, ale z Polską)"[7]. Ostatnie słowa ilustrują położenie rodziny poetki, odgrodzonej od państwa polskiego na obszarze nazwanym znacząco, z perspektywy tegoż państwa, Zaolziem.
     Wyjściem omijającym zadeklarowanie się po jednej ze stron byłoby balansowanie na moście - taka egzystencja "pomiędzy", bez przynależności, zdaje się ideałem ponowoczesnych podmiotów nomadycznych[8]. W książce Putzlacher manifestuje się jednak nieznośny przymus samookreślenia, który ciąży również na Zaolzianach, rozdwojonych niczym sam schizofreniczny Cieszyn. W oczach dziecka owa demarkacja jest niedorzeczna podobnie jak dalszy bieg granicy, przepoławiającej nie tylko Czantorię, lecz przede wszystkim mikrokosmos narratorki W kawiarni "Avion"...:

[...] wiedziałam tylko, że Czantorie są dwie, Mała i Wielka, i najprościej by było, gdyby się nimi oba narody podzieliły i pogranicznicy nie musieliby nękać zbłąkanych turystów. Mnie ta podwójna (doppel) góra kojarzyła się z wakacjami spędzanymi w Polsce [...], z wolnością, z językiem (polskim) w gębie. Siadywałam na mostku nad rzeką Bładnicą, która nie była graniczna, [...] i nareszcie czułam się jednolita [...]. Gdy wracaliśmy po wakacjach do domu, z balkonu naszego bloku wpatrywałam się w pasmo Czantorii. Z drugiej strony, jakbym stała za kulisami sceny letniej (s. 97).

     Metaforyka teatralna uwypukla konieczność mimikry, permanentnego przybierania masek i chwiejność autoidentyfikacji, a obraną przez Putzlacher strategię radzenia sobie z tym tożsamościowym poróżnieniem można powiązać ze wspomnianą figurą mostu, zwłaszcza że ten cieszyński wydaje się zarazem lieu de mémoire (w rozumieniu Pierre'a Nory) i znakiem niepamięci, wyparcia pewnych zaszłości[9]. Heidegger w medytacjach o zamieszkiwaniu wybiera most do egzemplifikacji tezy, iż to rzeczy ustanawiają swoistość miejsca: "Wprawdzie zanim stanie most, wzdłuż rzeki jest wiele pozycji, które można czymś obsadzić. Jedna z nich okazuje się miejscem, a mianowicie dzięki mostowi"[10]. Przez most jako rzecz ujawnia się też bycie, stanowiące prześwit czegoś fundamentalnego.
     Wszakże by ów prześwit nastąpił, trzeba zbudować pomost między tym, co wielorako odległe. Dlatego Putzlacher podejmuje się archeologii miejsca, konkretnie rozwikływania historii kawiarni "Avion", będącej w ujęciu poetki ucieleśnieniem takiej platformy. Do roli skupiska rozmaitych odnóg indywidualnej i zbiorowej tożsamości predysponuje ją pełnienie w latach 30. funkcji sui generis "miejsca wspólnego" (podobnie jak tramwaj, który przez dekadę spinał obie części Cieszyna, póki w 1921 r. nie został zlikwidowany w konsekwencji wytyczenia granicy przez Radę Ambasadorów). Wobec rzeczonej "wspólności" należy jednak zachować ostrożność. Nad Olzą wchodzą w grę nie tylko stosunki polsko-czeskie, przenikały się z nimi dzieje Żydów oraz Niemców - czy istotnie "niegdyś" ich koegzystencja układała się harmonijnie? Czy skrzyżowanie nacji i kultur nie oznacza raczej wielkich rozstajów targanych animozjami? Czy uosabiana przez "Avion" wspólnota nie jest fantazmatyczna? Decydujące byłoby przerzucenie mostu między porządkiem imaginacyjnym a realnym.

     Ślady (nie)obecności
     Charakteryzując przestrzeń wedle wyobraźni mitopoetyckiej, Władimir Toporow prezentuje most jako emblemat zagrożenia czyhającego w drodze na bohatera; przeprawa przezeń wymaga dzielności i inwencji, a złe moce może częściowo zdusić postawienie np. kapliczki[11]. Putzlacher od zdradliwego mostu Przyjaźni odwraca się ku takiej przystani - sąsiedniej nowoczesnej kawiarni, którą dostrzegła na pocztówce w rodzinnych zbiorach. Jeszcze bardziej frapuje poetkę właścicielka lokalu, starsza już Żydówka Rozalia Wiesner, obdarzona hartem ducha na przekór śmierci męża, pożarowi własnego zajazdu i przeobrażeniom politycznym. Złe widmo krążyło już niedaleko - w roku otwarcia kawiarni objął kanclerstwo Hitler - tymczasem na fasadzie "Avionu" zapraszały napisy po czesku, polsku i niemiecku wraz z szumną nazwą "Café", a goście rozmawiali dodatkowo "po naszymu" (w narzeczu cieszyńskim) oraz w jidysz. Budowla uległa naruszeniu tuż po wybuchu wojny, przy wysadzaniu mostu (symboliczny kres pokoju), wkrótce potem zburzyli ją Niemcy. Pustka po niej pozostała cichym znakiem zarówno agresji hitlerowskiej, jak i unicestwienia cieszyńskich Żydów, do których należała też Rozalia, po ucieczce z Czeskiego Cieszyna zamordowana w Auschwitz w 1942 r. Znakiem owej (nie)obecności jest również "kamień pamięci" (Stolperstein), czyli kostka brukowa z mosiężną tabliczką poświęconą właścicielce "Avionu", wmurowana z inicjatywy Putzlacher obok dawnej kawiarni. Do tego realnego, a (nie)obecnego obiektu można by zastosować kategorię nie-miejsc, rozumianych odmiennie niż przez Marca Augé - jako punkty, które "nie tylko straciły postrzeżeniowe właściwości miejsca [...], ale przede wszystkim pozbawione zostały [...] przypisywanych znaczeń i relacji z użytkującymi je ludźmi. [...] [Jednak w przypadku] wielu z nich zachował się ślad w pamięci lub resztka w przestrzeni, pozwalające powrócić do nich mimo wszystko, zaświadczyć [...] niedostrzegalne, mimo wszystko"[12]. Szczególnie ważkie wydaje się tu owo poświadczanie niewidocznego oraz udobitnione "pomimo wszystko".
     W albumowej książce Putzlacher do (nie)obecnego odsyłają także dokumenty, widokówki oraz zdjęcia, które niepokoją fantomową obecnością zmarłych, niewymazywalnym faktem ich egzystencji, zgodnie z twierdzeniem Waltera Benjamina, że z fotografii wyziera "coś, czego nie da się zmusić do milczenia, co bez najmniejszego gestu dopomina się o imię tej, która tam kiedyś żyła, a i tutaj jest jeszcze rzeczywista"[13]. Z kolei Roland Barthes skierowuje wzrok oglądającego na punctum, "przypadek, który w tym zdjęciu celuje we mnie (ale też uderza mnie, uciska)"[14]. Takim punctum staje się dla autorki Divertimenta cieszyńskiego nieistniejąca kawiarnia, lecz również niezidentyfikowany chłopiec, wyłaniający się "znikąd" na rodzinnej fotografii; konkretny, a zarazem reprezentujący społeczność, z którą zrośnięte były losy przodków Putzlacher:

Miejscowy fotograf był niewątpliwie speszony, bo zdjęcie [...] bynajmniej nie jest stosownie wypośrodkowane. Z prawej strony - o zgrozo! - załapał się bowiem ciekawski chłopczyk, sądząc z wyglądu starozakonny, bacznie przyglądający się magikowi, który nakrył statyw i siebie czarną płachtą. Miejscowy Weiser Dawidek? (s. 31)

     Podróż przez teksty
     Mimo swej pozornej bezpośredniości fotografie nie wywołują tu "magicznych" efektów; autorka Oczekiwania nie łapie się na lep łatwych wzruszeń i konsolacji typowych dla tzw. literatury małych ojczyzn. Również kiedy wyznaje w wierszu Za chlebem: "Z powodu dziadka jestem zwierzęciem pociągowym / Wierzę w magię podróży"[15], nie chodzi o banalne zachwyty nad mijanymi pejzażami, raczej o wiarę we wzajemne oświetlanie się bytów, o gotowość do odkrywania siebie gdzie indziej i do przemiany. Przyjmując, że opowieść Putzlacher powstawała w drodze, w ciągłym ruchu (s. 26), nie sposób zawęzić go do przemierzania przestrzeni, to także peregrynacja przez najrozmaitsze teksty pojęte jako ślady, oba ruchy zaś pociągają za sobą wędrówkę pod prąd czasu. Magia podróży jest nieodzowna, by (od)tworzyć magię miejsca (genius loci), ponieważ - o czym przekonuje Tadeusz Sławek - owego migotliwego blasku nie należy wyobrażać sobie jako przyszpilonego do danego punktu:

Genius nie ma swojego stałego, domowego locatio, a jedynie jest czasowym podnajemcą miejsc, locator, a myślenie w jego kategoriach oznacza przesuwanie się [...] przez szeregi miejsc (primo loco, secundo loco...) w pełni świadomości, że nie znajdziemy [...] takich loci communes, które raz na zawsze uchwyciłyby jego istotę[16].

     Poszukując jego przejawów, poetka odbywa również odyseję tropem własnych przodków, głównie tych, którym zawdzięcza "obce" nazwisko, a którzy wyruszyli ze Styrii, by osiedlić się we wschodniej Galicji. Oczywiście nie czuli się oni związani z polskością, jednak autorka W kawiarni "Avion"... dodatkowo uwydatnia odmienność ich trasy (przez Dunaj, Wełtawę, Morawę, Olzę, Wisłę, Białkę) od "kanonicznego" historycznego traktu Polaków, by zasygnalizować problematyczny status swego dziedzictwa symbolicznego: ">Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę, będziem Polakami<. Moi praprzodkowie po mieczu chyba nie znali słów Mazurka Dąbrowskiego i poruszali się na zupełnie innych terenach" (s. 17).
     Podążanie śladem antenatów stanowi elementarny etap budowania mostu - próbę utrzymania ciągłości pamięci komunikacyjnej[17]. Cieszynianka wprost kontynuuje rodzinną kronikę, zarazem nawiązaniu do tradycji silva rerum towarzyszy włączenie się w nurt tzw. sylw współczesnych, będących odpowiedzią na Miłoszowe pragnienie "formy bardziej pojemnej". Z heterogenicznością gatunków (esej, szkic historyczny i biograficzny, wiersz, reportaż, pamiętnik, podanie, przewodnik krajoznawczy, ankieta, nekrolog...) idzie w parze mozaika tematów, przeplatających, a raczej splatających się wątków - filarów mostu. Wizualizuje się w nich "historia fragmentarycznych ikon, sekwencji wyimkowych obrazów gęstych od znaczeń, a układanych w prywatnych porządkach"[18]; na pozór mamy więc do czynienia z kliszami literatury małoojczyźnianej (wertowanie domowego archiwum, wnikanie w mechanizmy pamięci, odsłanianie rudymentów obcej kultury wraz ze skrupulatnym katalogowaniem przedmiotów)[19], które z racji swego spetryfikowania przestają być inspirującym "spojrzeniem z oddali".
     Jednak wędrowanie Putzlacher udowadnia, że nie odbiera ona genius loci w kategoriach czegoś stabilnego, skłania się raczej, jak Sławek, do poglądu, iż "duch miejsca" byłby "sposobem prze-myśliwania świata, ze starannym akcentem na niedokonany aspekt tej czynności" oraz "krytyczną refleksją na temat własnych procedur"[20]. Ową autorefleksję pogłębiają odniesienia do pisarzy, przeradzające się w collectanea, które nie służą jedynie wskazaniu przez poetkę własnych źródeł intelektualnych, lecz ponownie - tworzeniu międzyludzkich przęseł. Dyskutuje ona zatem kwestie tożsamości, kondycji emigranta etc. z innymi ludźmi pióra, wplatając je np. we wspomnienie o spotkaniu z Brodskim przy okazji nadania mu doktoratu honoris causa przez Uniwersytet Śląski. Niemniej krytyczna refleksja potrzebuje nie tylko wsparcia literatów, ale również literatury, sztukowania prawdy sztuką - stąd w sylwie Putzlacher historie kontrfaktyczne, a nawet "sfabrykowany" list Debory Vogel do Brunona Schulza.

     Powinowactwa (nie) z wyboru
     Podobne odwołania obrazują doszukiwanie się przez autorkę W kawiarni "Avion"... korespondencji i współzależności między człowieczymi losami. Tak oto jej dziadek Rudolf opuścił dom na Kresach i udał się do Cieszyna, gdyż pragnął zostać piekarzem, tymczasem Schulz - z którym tamten, mieszkając nieopodal, mógł się zetknąć - zginął w drodze po chleb. Równolegle z przodkiem Putzlacher przybył nad Olzę Przyboś i ich drogi też mogłyby się spotkać, gdyby tego pierwszego stać było na naukę w gimnazjum. Takie dodawanie godności "szarym ludziom" przez ulokowanie ich życiorysu w orbicie literatury nie ogranicza się do rodziny: Rozalię Wiesner autorka spokrewnia z Rachelą z Wesela. Literackie uwznioślenie nie równa się jednak odrealnieniu - Rozalia pozostaje sobą w całym brutalnym, niepoetyckim tragizmie swej doli.
     Wiara w korespondencję jako "odpowiadanie sobie" dotyczy również epistolografii - tego, że czyjaś relacja listowna (np. Suzanne Renaud i czeskiego tłumacza jej poezji, później męża) może powiedzieć coś o innych posiadaczach rozdartej tożsamości. Nie poprzestając na dociekaniu powinowactw duchowych oraz przecinających się ścieżek, cieszynianka deklaruje wiarę w znaki, nieprzypadkową zbieżność faktów i liczb. Enumeracje i zestawienia sprawiają wrażenie symptomatycznej dla melancholii figury oferującej iluzję upragnionej Całości[21], lecz zdumiewająco wiele takich zbiegów okoliczności, np. śmierć Rozalii w tym dniu miesiąca, w którym na świat przyszła opisująca jej historię autorka Angelusa. Gdy poetka na cmentarzu koło Izydorówki odnajduje rodzinne nagrobki i rozważa, "co mogę stąd przywieźć oprócz zdjęć i notesu pełnego imion, nazwisk, dat i chaotycznych zapisków, okazuje się, że już postanowiono" (s. 133) - nadeptuje na żeliwny krucyfiks, który uznaje za sygnał od prababki, noszącej nazwisko Christl. Życiowe trafy zespalają się jakby przęsłami mostu.
     Tworzenie się przęseł wynika również z przyrostu materii w trakcie jej opracowywania. Wbrew obiekcjom różnych myślicieli wobec archiwum - opartego na zimnej logice, lecz niebezstronnego, uwikłanego w struktury władzy - właśnie dzięki tej instytucji Putzlacher udaje się m.in. ustalić rzeczywistego architekta "Avionu" oraz jego biografię. Przede wszystkim zaś z dostępnych strzępów rekonstruuje przedwojenne i wojenne dzieje cieszyńskich Żydów, a przedstawiając raport ze swych badań, tematyzuje też ów żmudny proces, rozpostarty między imperatywem naukowej neutralności a empatycznym zaangażowaniem.
     Pochodną tego zaangażowania jest dopatrywanie się punktów stycznych w sytuacji starozakonnych i własnej rodziny, umotywowane nie tylko wspólną przynależnością do nieuprzywilejowanych (scena, gdy Rudolf zagląda przez szybę do ekskluzywnej Café Europe w Stryju, a ojciec tłumaczy mu: "To nie dla nas" (s. 26)) czy byciem obcą mniejszością (na Kresach, na Zaolziu). W grę wchodzi bardziej uniwersalna podległość presji historii i polityki. Kiedy więc także granica zacznie wędrować, "Z kim wtedy będzie im [dziadkom] po drodze? Z innymi, bo nagle okaże się, że są tacy sami. [...] Dotąd dzielili się z tułaczami tym, co mieli. Teraz podzielą ich los" (s. 71). Mimo pewnego pokrewieństwa (nie)doli doświadczenie Innych wprowadza radykalną asymetrię - wyrwę w moście, której nie wolno maskować. I chociaż komponenty sylwy zazębiają się niczym puzzle, pozostaje wiele elementów "nadliczbowych", a jeszcze więcej luk - śladów pojętych za Levinasem jako to, co będąc świadectwem nieobecności Innego, wymyka się przedstawieniu[22].

     Inni (i) Polacy
     O ile owa problematyka wpisuje się w ekspansję historycznych i literackich konfrontacji z Zagładą, o tyle osobliwie potraktowana zostaje przez Putzlacher polskość. Dopiero dochodził do niej Rudolf, którego ojciec uważał się jeszcze za austro-węgierskiego Niemca i zbił syna pasem za recytowanie Roty. Włącza się tu romantyczno-martyrologiczny stereotyp, a na dokładkę mit Kresów, uruchomiony przez opowieść o Izydorówce w duchu Mieszanin obyczajowych Kuśniewicza - tyle że oddającą perspektywę nie zamożnego ziemiaństwa, lecz rodziny kołodzieja, którego sąsiedzi nie potrafią jednoznacznie sklasyfikować. Autorka proponuje spojrzenie na polską tożsamość jako świadomie zdobywaną i ostatecznie potwierdzoną przez Rudolfa w czasie okupacji w Personalausweisie mimo "dobrego" pochodzenia i nazwiska; niemniej patetyczną wierność dziadka przynależności narodowej dopełnia jego równie patetycznym odżegnaniem się od takich partykularyzmów za młodu:

Dziadek przywędrował do Cieszyna pod konkretny adres, z listem polecającym dla mistrza Pasternego. "Kim jesteś?", zapytał Mistrz. - "Człowiekiem", odpowiedział mój czternastoletni dziadek, bo z dotychczasowych lektur wywnioskował, że bycie Polakiem na pograniczu zazwyczaj sprowadza na głowę kataklizmy, noce listopadowe, ognie, miecze i potopy (s. 51).

     Delikatnie zaznaczając tutaj swą rezerwę wobec narodowej mitologii, "książek zbójeckich" o "kresowych stanicach" i beznadziejnych powstaniach, narratorka równocześnie przejawia bezradność wobec rozbratów wywołujących animozje i wojny, niezależnie, kto akurat wciela się w kata, a kto w ofiarę. Chociaż przyklaskuje postawie uniwersalizującej, wie, jak trudno o nią tam, gdzie faktem zastanym jest współistnienie kolidujących ze sobą pamięci - nawet w obrębie rodziny - i że nie sposób arbitralnie ich pogodzić. "Ostateczne uzgodnienie pamięci może nastąpić dopiero na cmentarzu. Historyk może oczywiście dążyć do takiego konsensusu, ale tylko kosztem sensu. Sensu ważnego dla ludzi, których życie próbujemy zrozumieć"[23]. Świadoma impasu, Putzlacher oscyluje pomiędzy wyidealizowaną wizją wspólnoty a poznaną z autopsji przestrzenią niezliczonych podziałów. Wszak identyfikacja z polskością nie przeszkadzała Rudolfowi bawić się w dzieciństwie z Ukraińcami, potem zaś obsługiwać życzliwie Rozalii Wiesner.

Cieszyńscy piekarze piekli dla Polaków, Czechów, Niemców i Żydów. Po tej i po tamtej stronie rzeki. Chałki dla "galicyjoków", bajgle dla starozakonnych, kajzerki dla "cesaroków", chleb dla wszystkich. [...]
"Poloczysko", "Czechaczek", "szkopyrtok" [zaolziański Polak wypierający się polskości]. Nasz, wasz, obcy. Trójkąt bermudzki pojęć, wśród których trzeba było dryfować w tym podzielonym mieście, by nie osiąść na mieliźnie i by nie utonąć (s. 47-48).

     Zagadnienie rozbratu wysuwa na plan pierwszy symbol biegunowo przeciwny wobec mostu - wieżę Babel. Na Zaolziu różnojęzyczność nie tylko dzieli ludzi, ale też rozcina poszczególne sfery życia jednostki: inaczej mówi się na co dzień, prosi o chleb i modli; "rozdwojeni" muszą "szuka[ć] właściwych kwestii, które należy wypowiedzieć w danym momencie i w odpowiednim języku" (s. 97). Nie bez goryczy Putzlacher przywołuje omyłki własnej matki, dopiero zaznajamiającej się z językiem czeskim, zresztą sama narażała się na drwiny rówieśników niezdarnie tworzonymi neologizmami, które - znów dziwnym trafem - po latach pozwalają jej się porozumieć z Ukraińcami. Niemniej prymat polskiego nie jest u poetki absolutny, w prozie nieraz wyprzedzają go czeskie formułki, a i na tym nie koniec dylematów:

Nie umiem wyrazić siebie tylko w jednym języku, nie mogę wyśpiewać tego, co mi w duszy gra, tylko w jednej tonacji. Czy to znaczy, że uderzam w fałszywe tony? Piszę i automatycznie pojawia się język literacki, ojczyzna-polszczyzna. Ale gdyby ktoś z moich bliskich podszedł do mnie znienacka i zapytał, co robię, odpowiedziałabym mu: "Piszym". To cieszyńska odmiana gwary śląskiej, mój indiański język (s. 92).

     Mieszkańcy polskiej części Cieszyńskiego istotnie kojarzą Zaolzian z "indiańskością", lecz konotującą skansen, sztuczne kultywowanie zwyczajów w rodzaju Gorolskigo Święta. Autorka Divertimenta cieszyńskiego odcina się od ciasnego regionalizmu równoznacznego z folklorem (syndromu ślimaka), nie godząc się równocześnie z ideą oblężonej twierdzy, obarczaniem polskich pisarzy bagażem społeczno-narodowych powinności i z cierpiętnictwem. Dla Putzlacher indiańskość oznacza raczej siłę przetrwania opartą nie na zasklepieniu się w "tym samym", lecz na wyzyskaniu doświadczenia własnej inności, by czynić świat innym i czynić go dla Innych.

     O sobie samej jako innej
     Raz po raz w sylwie cieszynianki dochodzi do głosu poczucie "śpiewania sobie a Muzom", m.in. w historii poetki Renaud, która utknąwszy po wojnie w ojczyźnie męża, odnosi wrażenie, jakby wszyscy Czesi pytali: "Po co pani pisze po francusku, kiedy tu i tak nikt pani nie zrozumie, a tam nikt się nie upomni?" (s. 84). Rodzące się stąd wyobcowanie ma zasięg wspólnotowy, dotyczy ludzi odtrąconych przez obie "ojczyzny":

Dla wielu rodaków, którzy urodzili się po tamtej, "lepszej" stronie Olzy, synonimem terminu Zaolzie jest często zadupie. [...] Czesi, którzy też urodzili się tam, gdzie my, terminu Zaolzie nie rozumieją, bo za Olzą widzą Polskę. I dziwią się, co wobec tego my, Polacy, robimy po tej stronie [...]. Handlarze, "Poloczyska", są przecież tam, gdzie targowisko pod studnią Trzech Braci, wódka "Pan Tadeusz" i tym podobne mesjanizmy. Tam, za Olzą, której czescy decydenci nadali w okresie komunizmu nazwę Olše, [...] na pohybel Mohikanom (s. 47).

     Wyobcowanie przybiera także wymiar osobisty, odsyła do figury odmieńca, którego dramat polega na konieczności bycia - jak to w innym kontekście zalecał Machiavelli - lwem, a zwłaszcza lisem. Nie chodzi tu jedynie o chytrość; Magdalena Tulli we Włoskich szpilkach i Szumie czyni z bajkowego lisa obrońcę prawa do bycia sobą, wszystkich, na których ktoś poluje, nieufnych i "dzikich". Dla autorki Oczekiwania taką patronką, a zarazem alter ego staje się Rozalia, której imię kojarzy z różą jerychońską - rośliną "podróżującą" przez pustynię w stanie zasuszonym, zapuszczającą korzenie po napotkaniu wody, a później znów wędrującą z wiatrem, będącą lekarstwem na zły sen: "Sięgam po nią, gdy coś dzieje się między ziemią i niebem, gdy czasem czuję, że mam coś wspólnego z tamtą kobietą, która mnie przywołuje, która mi podpowiada, co powinnam zrobić. Inna, niezakorzeniona, wędrująca i przez to taka bliska" (s. 16).
     Jak twierdzi Dariusz Nowacki w jednej z bardzo nielicznych recenzji W kawiarni "Avion"..., Putzlacher już dawno wiedziała, "skąd się wzięła jej tęsknota, na jakie potrzeby >jej Żydówka< ma odpowiedzieć"[24]. Czy jednak Rozalia jest potraktowana instrumentalnie, czy Obcy pełni wyłącznie funkcję katalizatora cudzej tożsamości? Wszak właścicielka lokalu pozostaje "ty", do którego narratorka zwraca się, deliberując nad losami tej kobiety bez apodyktycznej pewności. Owszem, autorka Ziemi albo-albo wspomina zakleszczenie pomiędzy "swoimi" (którzy narzucali jej gorset narodowych schematów) a przykrymi "innymi", prowadzące ją do konstatacji: "[P]otrzebny jest mi ktoś >obcy<, ktoś, kto [...] będzie moim lustrem, w którym przyjrzę się swej >gębie< przyprawionej mi przez krewnych, pedagogów i ideologów różnej maści" (s. 119). Jednak nie sposób zgodzić się z Nowackim, iż: "Skomunikowanie z obcością (żydowską), wchłonięcie jej w siebie pozwoliło oswoić obcość/inność własną. Oryginalne to i zaskakujące, choć żałować należy, że zupełnie >nie pociągnięte< w książce"[25]. Po pierwsze, zaskakuje raczej taka ocena, gdyż właśnie dochodzenie do communio (wspólnoty) - ową budowę mostu - wypada uznać za dominantę W kawiarni "Avion"... Po drugie, cudza inność nie zostaje "pochłonięta", a punktem docelowym nie jest zupełne oswojenie inności w sobie. Inność w liczbie mnogiej - wielość, bycie "mieszańcem" - okazuje się bowiem źródłowa, umożliwia stanie się konkretną istotą: sobą. Jak poucza Cioran: "Niczemu nie służy nostalgia za spoczynkiem w stanie niezróżnicowania [...]; pragnęliśmy się stać podmiotami, a wszelki podmiot jest zerwaniem z błogostanem Jedni"[26].
     Rozalia pozwala cieszyńskiej poetce spojrzeć z boku na samą siebie, by odsłonić trzeci, najszerszy wymiar wyobcowania: pierwotność wykorzenienia, niedopasowania, doznania kontyngencji istnienia, tego, iż "każdy z nas jest przybyszem"[27], który musi dopiero wyruszyć ("magia podróży") na poszukiwanie własnego miejsca. Ale czy naprawdę własnego, bezproblemowo swojskiego?

Dociekanie "swojego miejsca" musi nieuchronnie zakłócić moje dobre "samo-poczucie". Doświadczenie miejsca polega właśnie na refleksji nad jego nie-mojością, na uzmysłowieniu sobie tego wszystkiego, co jako obce i być może niezrozumiałe kształtuje świat, w którym tylko w bardzo powierzchowny sposób jestem "sam" . [...] [Miejsce] nie skupia mnie na sobie samym, lecz sprawia, że tracąc pewność "siebie", wyostrzam słuch na inne głosy i dostrzegam inne niż zwykle widoki[28].

     Jedynie dopuściwszy do siebie przekraczającą nas cudzą inność, można przełamać odczucie miejsca jako ograniczenia. "Zamieszkując, dajemy schronienie miejscu w swej duszy przez interioryzację, zarazem dzięki interioryzacji miejsca dusza ludzka się poszerza, rozprzestrzenia, wzbogaca"[29]. Mimo krytycznego dystansu cieszynianka przejawia wiarę w niezbywalność więzi z "bliższymi okolicami", ale więzi, która nie oznacza wygodnego umoszczenia się, nie eliminuje poczucia dyslokacji: "Wiem, kim jestem i po co tu jestem. Właśnie TU, choć podobno powinnam być TAM. [...] szufladki, w które się nie mieszczę, bo jestem inna. TU i TAM" (s. 99). Kluczowe okazuje się "wiem po co": odkrywanie miejsca jest dojrzewaniem do tego, by miejsce przyznane czynić miejscem wybranym, czyli ustanowionym (przez budowę mostu). Dzięki temu obraz prywatnej ojczyzny Putzlacher nabiera głębi; można do niego odnieść opinię Kazimierza Brakonieckiego o literackich przedsięwzięciach Huellego czy Chwina: "Właśnie to poszukiwanie zarazem prywatne, rodzinne, narodowe, uniwersalne i europejskie - stało się lekcją moralnego uczestniczenia w dwudziestowiecznej trudnej historii"[30].

     Od hodowania korzeni do konstruowania mostów
     Biorąc sobie do serca przestrogę Stefana Szymutki, że "Jeśli nie próbujemy uporać się z konkretnością naszego istnienia, sami jesteśmy odpowiedzialni za jałowość, którą zarzucamy słowu: za nieodnajdywanie w tym, co ogólne, własnej szczególności"[31], autorka Angelusa podejmuje się przepracowania doświadczenia historyczno-kulturowego Śląska Cieszyńskiego, zwłaszcza Zaolzia. Wydaje się, iż przyświeca jej podobny cel co Miłoszowi w Rodzinnej Europie: przybliżenie centrum peryferii w ich bogactwie i skomplikowaniu[32], a sama Putzlacher odwołuje się do tej pozycji, by stwierdzić, że dzięki niej zaczęła w wielokulturowości upatrywać zaletę. W swojej sylwie roztacza wizję antropologiczną, w której kategorie "swojego" i "obcego" ulegają osłabieniu na rzecz ich syntezy w człowieku pogranicza, wzbogaconym rzeczoną interioryzacją miejsca, czyli również innością drugiego.
     Niemniej czy rzeczywiście nie mamy tu do czynienia z arkadyjskością i mitologizacją? Narratorka W kawiarni "Avion"... wyznaje: "[...] pokochałam to miasto z jedną wieżą, kocie łby, rzekę, która dzieli, i całą tysiącletnią historię Cieszyna, przez który wędrowali średniowieczni kupcy, wojska wszystkich armii, generałowie i kilku cesarzy" (s. 30) oraz nadmienia nie bez dumy, że nawet berliński Orient Express zatrzymywał się w Cieszynie, "Małym Wiedniu", nie zaś w stolicy Austrii. Podkreślając brak zaściankowości nadolziańskiego miasta, Putzlacher go jednak nie gloryfikuje, nie opiewa rzekomych zalet autochtonów - także z powodu "nietutejszości" swoich korzeni - a równocześnie nie idealizuje Mitteleuropy. Jeśli operuje uwzniośleniem, to świadomie kroczy po śladach śladów (literackich). Tak np. charakteryzuje swoją "podróż sentymentalną":

A ja jadę na dzisiejszą Ukrainę jako kto? Prawnuczka monarchii, czytelniczka książek Josepha Rotha, urodzonego w niedalekich Brodach? Czy mogę się łudzić, że znajdę tu jeszcze groby [...] niemieckojęzycznych osadników [...] [albo] urzędników cesarskich, wśród których było wielu Czechów? A może chcę poznać Kresy jako polonistka, czytelniczka dzieł, w których Polacy byli szlachetnymi i walecznymi rycerzami, a Ukraińcy dzikim i ponurym "plemieniem wilków"? (s. 128)

     Cieszyniance trudno też zarzucić eskapizm, lubowanie się w melancholijnym rozpamiętywaniu. Jak przekonuje Robert Ostaszewski, tożsamość oferowana przez tzw. prozę korzenną "była gotowa, łatwa w obsłudze. Ktoś, kto jej szukał, nie musiał zbytnio się wysilać. Wystarczyło, że urodził się w danym miejscu i zaakceptował twierdzenie, iż to właśnie specyfika tegoż miejsca ukształtowała go jako człowieka"[33]. U Putzlacher lokalne korzenie rozrastają się w pletnię, z ubocza pada spojrzenie "nieczyste", "przemieszczone", zwielokrotnione, a przeglądają się w nim poszukiwacze genius loci, "ludzie na moście", nieobecni Inni, przelotni przybysze, można rzec za Herbertem: "egzulowie wszystkich czasów". Ponadto autorka Oczekiwania wskazuje, że sąsiedztwo opiera się na nieustannym wysiłku budowania mostu, którego konstrukcję nośną tworzą próby zrozumienia odrębności, wspólne rozrachunki z przeszłością (czeska napaść na Śląsk Cieszyński w 1919 r., zajęcie przez Polskę Zaolzia[34]) i wzajemne wybaczanie win.
O tym, że poetka przyszła na świat po "tamtej" stronie, zadecydował kaprys historii: dziadkowie przenieśli się w 1938 r. do Cieszyna Zachodniego i po wojnie znaleźli w Czechosłowacji. Wszechogarniającej polityce nie sposób umknąć, można jednak stawić jej czoła. W kawiarni "Avion"... nie sugeruje, że powrót do małej ojczyzny leczy rany, ale że trzeba zaleczyć jej rany. Owa ojczyzna nie daje bowiem oparcia: autorka Pomiędzy nie była tam przecież, jak w Katechizmie polskiego dziecka, "między swemi w polskiej ziemi"; niemniej przeprowadzka do Polski nie rozwiązałaby sprawy, stanowiłaby raczej ucieczkę. Kluczem staje się zamiana "tonu narcystycznego i nostalgicznego na ton odpowiedzialności egzystencjalnej"[35], a tym samym zorientowanie w przód oraz ku innym.

     Duch i ciało "Avionu"
     Jak zauważa Ricoeur, "Nie ma takiej pamięci, która nie byłaby projektem"[36] - w przypadku Putzlacher urzeczywistnił się on w inicjatywie stworzenia kabaretu literackiego z polsko-czeskim programem pt. W kawiarni "Avion", której nie ma. W ten sposób od 1996 r. poetka wraz z bardem Jaromirem Nohavicą oraz różnymi wykonawcami zaczęli "pisać nową historię Avionu" (s. 82), odwiedzając z występami liczne miejsca nie tylko w Polsce i Czechach. Z kolei w 2004 r. w teatrze w Czeskim Cieszynie odbyła się premiera spektaklu "Tešínské niebo / Cieszyńskie nebe"; tchnie on jednak większą niż sylwa nostalgią za sielankowym współżyciem kilku narodów, zmiażdżonym przez walec Historii. Autorka scenariusza przyznaje, że zależało jej na przypomnieniu barwnej przeszłości Cieszyna, który w latach 90. "zaczął kojarzyć się z koszmarnymi targowiskami, [...] kolejkami, przestępczością przygraniczną, hałasem i chaosem"[37].
     Wszakże dla rzeczywistego pojednania i mądrej zadumy nad wspólnym losem konieczne jest nieunikanie tabu; przecież nawet burzenie szlabanów granicznych po przystąpieniu Polski i Czech do Unii nie zniwelowało granic w świadomości. Dziś w polskim Cieszynie nie ma już Niemców ani Żydów, ale w czeskim żyją różne nacje i kultury (ponad 1/5 mieszkańców to mniejszości), dlatego stawką nie jest wyłącznie rozprawa z historią. Co więcej, wspólnocie (od)zyskiwanej stale grozi zanik, niczym śladom po tramwaju: "Pozostały tylko tory, rysy na twarzy podzielonego Cieszyna, które też w końcu zniknęły" (s. 20).
     Czy kawiarni "Avion" również "nie ma"? Interpretując tytuł książki, Nowacki mówi o "podwojonym" braku: "raz - idzie o nieobecność przedwojennego fenomenu, dwa - nieobecność fenomenu mającego przypominać o nieobecności (działania "rekonstrukcyjne" Towarzystwa/Społek Avion)"[38]. Prawda, że owe działania istnieją w świadomości wciąż zbyt wąskiego kręgu osób. Sam obiekt zaś, znowu dzięki autorce sylwy, ostatecznie udało się odbudować; ma on też przywracać klimat lokalu z lat 30. Niemniej tamtego "Avionu" nie ma - nikt nie wróci życia jej właścicielce i gościom. Niemożliwa jest pełna rekonstrukcja, nie sposób usunąć wewnętrznego "poróżnienia". Znamienne, że ktoś już zastrzegł nazwę "Avion", dlatego odnowiona kawiarnia przyjęła nazwę "Noiva" (na wspak, tak jak czyta się pismo hebrajskie). Każda próba rekonstrukcji będzie lustrzana - zwodnicza.
     Zanim odtworzono budynek, tytuł książki odnosił się do reanimowania jego wielokulturowego ducha; teraz brzmi on niczym memento eksponujące efemeryczność ładu społeczno-politycznego, jak i egzystencjalnego. Znów pojawia się tu figura mostu, po którego obu stronach zmieniały się państwa: "Zawsze i za każdym razem inaczej most prowadzi tu i tam drogi ludzi, a oni przechodzą na drugi brzeg, w końcu jako śmiertelni na tamtą stronę"[39]. Wszak "każdy z nas jest przybyszem" na tym fragmencie ziemi, który z zastanego trzeba uczynić wybranym.
     W Pierwszej polce Horst Bienek także opisuje miasto podzielone rzeką - na jednym brzegu mówi się po polsku, na drugim głównie po niemiecku - a pewien bohater prorokuje, że kiedy trzy mosty na Kłodnicy ulegną zniszczeniu, ktoś przerzuci przez nią "most z Papieru"[40]. To oczywiście metafora literatury, przekazywania przez nią wartości i kształtowania wspólnoty duchowej, z czym mamy do czynienia zarówno w kabarecie literackim, jak i sylwie cieszyńskiej poetki. Czy jednak projekt Putzlacher nie stanowi utopii? Ależ owszem: "Avion" jest definitywnie zamkniętą kartą przeszłości oraz nigdy nieukończonym zadaniem i nadzieją przyszłości; trwając w owej sferze "pomiędzy", pozostaje outopos - nie-miejscem, miejscem, którego nie ma.




[1] Zob. H. Gosk, Diagności czasu zmiany (in statu nascendi). K. Wyka, Cz. Miłosz, J. Andrzejewski, J. Kott, A. Sandauer wobec doświadczenia lat 40. XX wieku, w: Formacja 1910. Świadkowie nowoczesności, pod red. D. Kozickiej, T. Cieślaka-Sokołowskiego, Kraków 2011, s. 87.
[2] J. Szczepański, Cieszyn, w: tegoż, Korzeniami wrosłem w ziemię, Ustroń 2013, s. 96.
[3] Zob. R. Putzlacher, W kawiarni Avion, której nie ma, Český Těšín 2013, s. 49. Dalsze odwołania do tej książki znajdują się w tekście głównym (numer strony w nawiasie).
[4] Ślązoki, cesaroki i zdjęcia przodków. Z Markiem Szołtyskiem rozmawiają Justyna Szczepańska i Dawid Legierski, w: Rozmowy o Śląsku Cieszyńskim, pod red. A. Drobika, Ustroń 2014, s. 146.
[5] M. Heidegger, Budować, mieszkać, myśleć, w: tegoż, Odczyty i rozprawy, przeł. J. Mizera, Kraków 2002, s. 136.
[6] W twórczości literackiej Polaków-Cieszynian rzeka ta bywa symbolem trwania narodowego, ale też "rzeką rozłąki" - szerzej o motywie Olzy zob. np.: K. Heska-Kwaśniewicz, Wspólnota przestrzeni, w: Kalejdoskop tematów śląskich. Zbiór studiów filologicznych, pod red. K. Kossakowskiej-Jarosz, Opole 2011, s. 35-36.
[7] J. Pilch, Moja babka i Unia Europejska, w: tegoż, Pociąg do życia wiecznego, Warszawa 2007, s. 18.
[8] Nomadyczny podmiot nie żyje bezpowrotną utratą miejsca ani nie poszukuje nowej ojczyzny; pozbawiony krępujących korzeni, skupia się na momentach przejścia - zob. np. H. Serkowska, Podmiot, tożsamość, narracja. Polemika Adriany Cavarero z Rosi Braidotti, "Pamiętnik Literacki" 2000, z. 1, s. 246.
[9] W kontekście Zaolzia miejsca niepamięci oznaczają też unikanie pewnych tematów w dyskursie badawczym w obawie przed tym, co powiedzą "nasi" albo "oni" za granicą - zob. L. Martinek, Refleksje o literaturze pogranicza, "Fabryka Silesia" 2014, nr 1, s. 80.
[10] M. Heidegger, dz. cyt., s. 135-136.
[11] Zob. W. N. Toporow, Przestrzeń i rzecz, przeł. B. Żyłko, Kraków 2003, s. 63-64.
[12] Ł. Posłuszny, Przestrzeń, miejsce i nie-miejsce wobec pamięci i nie-pamięci, w: Pamięć i afekty, pod red. Z. Budrewicz, R. Sendyki i R. Nycza, Warszawa 2014, s. 312.
[13] W. Benjamin, Mała historia fotografii, w: tegoż, Twórca jako wytwórca, Poznań 1975, s. 28.
[14] R. Barthes, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, przeł. J. Trznadel, Warszawa 1996, s. 47.
[15] R. Putzlacher, Za chlebem, w: tejże, Angelus, Ćesky Teśin 2006, s. 104.
[16] T. Sławek, Genius loci jako doświadczenie. Prolegomena, w: Genius loci. Studia o człowieku w przestrzeni, pod red. Z. Kadłubka, Katowice 2007, s. 10.
[17] Zob. np. A. Assmann, Cztery formy pamięci, w: tejże, Między historią a pamięcią. Antologia, pod red. M. Saryusz-Wolskiej, Warszawa 2013, s. 43-44.
[18] H. Gosk, Bohater swoich czasów. Postać literacka w powojennej prozie polskiej o tematyce współczesnej, Izabelin 2002, s. 26.
[19] Zob. R. Ostaszewski, Lokalni hodowcy "korzeni", "Dekada Literacka" 2002, nr 7/8, s. 45.
[20] T. Sławek, Genius loci..., s. 9.
[21] Zob. M. Bieńczyk, Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Warszawa 2000, s. 39.
[22] Zob. E. Levinas, Ślad innego, tłum. B. Baran, w: Rozum i słowo. Eseje dialogiczne, pod red. B. Barana, Kraków 1988, s. 114.
[23] A. Nowak, Historia w wychowaniu współczesnych Polaków, w: Po co nam historia?, pod red. E. Kizika, Gdańsk 2013, s. 91.
[24] D. Nowacki, Cieszyńscy awiatycy, "Opcje" 2014, nr 1/2, s. 102.
[25] Tamże.
[26] E. Cioran, Pokusa istnienia, przeł. K. Jarosz, Warszawa 2003, s. 15.
[27] Zob. R. Nycz, Osoba w nowoczesnej literaturze: ślady obecności, w: tegoż, Literatura jako trop rzeczywistości. Poetyka epifanii w nowoczesnej literaturze polskiej, Kraków 2001, s. 72.
[28] T. Sławek, Wstęp, w: A. Kunce, Z. Kadłubek, Myśleć Śląsk. Wybór esejów, Katowice 2007, s. 8.
[29] H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice. przyczynek do fenomenologii przestrzeni, Kraków 2006, s. 289.
[30] K. Brakoniecki, Ponowoczesny regionalizm, "Nowy Nurt" 1996, nr 8, s. 1.
[31] S. Szymutko, Nagrobek ciotki Cili, Katowice 2001, s. 61.
[32] Zob. Cz. Miłosz, Rodzinna Europa, Kraków 2001, s. 9, 12.
[33] R. Ostaszewski, dz. cyt., s. 43.
[34] Trzeba jednak pamiętać, że w chwili podziału Śląska Cieszyńskiego ludność polska na Zaolziu zdecydowanie przeważała liczbowo nad czeską.
[35] K. Brakoniecki, Prowincja człowieka. Obraz Warmii i Mazur w literaturze olsztyńskiej, Olsztyn 2003, s. 11.
[36] P. Ricoeur, Pamięć - zapomnienie - historia, przeł. J. Migasiński, w: Tożsamość w czasach zmiany. Rozmowy w Castel Gandolfo, pod red. K. Michalskiego, Warszawa-Kraków 1995, s. 34.
[37] W kawiarni "Avion". Z Renatą Putzlacher rozmawia Krzysztof Karwat, "Fabryka Silesia" 2014, nr 1, s. 51.
[38] D. Nowacki, dz. cyt., s. 101.
[39] M. Heidegger, dz. cyt., s. 134.
[40] Zob. H. Bienek, Pierwsza polka, przeł. M. Przybyłowska, Warszawa 1983, s. 239.

do góry









































strona 86








































strona 87








































strona 88








































strona 89








































strona 90








































strona 91








































strona 92








































strona 93








































strona 94








































strona 95








































strona 96








































strona 97








































strona 98








































strona 99








































strona 100








































strona 101

główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version