główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version
Joanna Szydłowska

Na uboczu słowa i pamięci.
Narracja o przemocy seksualnej Rosjan wobec kobiet
z Prus Wschodnich w polskim dyskursie pamięci
po 1945 r.

     

     Siegfried Lenz, urodzony w 1926 r. w Lecu, z właściwym sobie sarkazmem pisał o pruskowschodniej, skromnej i leżącej na uboczu, ojczyźnie:

Moja rodzinna kraina leżała, jak by to powiedzieć, na tyłach historii; nie wydała żadnego sławnego fizyka, żadnego mistrza w jeździe na wrotkach ani też prezydenta; to, co można tu była raczej znaleźć, to niepozorne złoto ludzkiej społeczności"[1].

     Ernst Wiechert włożył w usta Jakuba z powieści Dzieci Jerominów słowa: "Zawsze mi się zdaje, że tutaj mógłby narodzić się Chrystus"[2]. Myśl tę, kreśloną wszak tuż po zamknięciu się koszmaru II wojny światowej (powieść wydana była w Niemczech w dwóch tomach w 1945 i 1947 r.) podjął wkrótce inny rodowity Wschodnioprusak - Hans Helmut Kirst. Bóg śpi na Mazurach - tak zatytułuje jedną z wielu powieści poświęconych ziemi rodzinnej. Kirst urwał fabułę powieści w roku 1933. I choć na ostatnich stronach zapisał: "Bóg nie sypia już tutaj"[3] - to jednak dramat tej krainy miał się dopiero rozpocząć. O niej będziemy tu mówić.
     Przemoc seksualna od zawsze była narzędziem wojny. Realizowała cele polityczne, militarne, społeczne i psychologiczne. Była bronią służącą terroryzowaniu społeczeństwa i osłabieniu morale, wpływała na stan zdrowotny populacji, zmieniała oblicze etniczne podbitych terenów, rozbijała wspólnoty rodzinne, co udokumentował francuski historyk i socjolog Georges Vigarello[4]. W tym miejscu interesować nas będzie epizod z historii dwudziestowiecznych konfliktów zbrojnych zainicjowany wkroczeniem Rosjan na teren Prus Wschodnich mroźną zimą przełomu 1944 i 1945 r. Były to pierwsze terytoria wroga, na które weszła Armia Czerwona i gdzie wyładowała ogromny potencjał nienawiści. "Wot ana prokliata Giermanija!" - witały żołnierzy radzieckich hasła, dając dyspensę na najbardziej prymitywne odreagowanie wojennych traum. Dla ludności cywilnej Prus Wschodnich - składającej się w przeważającej mierze z cywilów, w tym starców, kobiet i dzieci - rozpoczął się czas gehenny: strachu, terroru, eksterminacji. Dantejskie sceny, które były udziałem kobiet i dziewczynek: gwałconych i okaleczanych, mordowanych i hańbionych, przez dekady były eksterioryzowane z oficjalnego dyskursu. Nieobecne były również w porządku narracji familijnych. Te pierwsze rygoryzowała polityka informacyjna władz, drugie - modulował niewyobrażalny ciężar psychologiczny. Od badaczy dyskursu memorialnego wiemy jednak, że pamięć zbiorową budują również wypowiedzi niedopowiedziane, nieopowiedziane, zabiegi wymazywania zdarzeń, niemówienia i wypierania wspomnień z transmisji międzygeneracyjnej, co określamy w tym miejscu jako niepamięć[5].
     Seksualna przemoc wojenna ze strony Rosjan dotyczyła Niemek, ale także Mazurek, Warmiaczek, Ślązaczek, Kaszubek, a na terenach centralnych - objęła również Polki[6]. Naszym celem będzie opisanie strategii milczenia i przekraczania milczenia wobec doświadczeń przemocy seksualnej, jakiej doświadczyły kobiety w Prusach Wschodnich w ciągu kilkudziesięciu miesięcy lat 1945-1947. Zbadamy język tej (nie)obecności, funkcjonalizacje retoryki przemilczeń i dyskomunikacyjnych eufemizmów, spytamy o stopień "kolonizacji" narracji przemocowych. Materiałem analitycznym będą teksty publicystyczne, literatura fikcjonalna oraz narracje filmowe. Znaczenie terminu "gwałt" przyjmujemy za Uniwersalnym słownikiem języka polskiego: "zmuszanie kogoś do stosunku płciowego, zgwałcenie"[7] i nie wdajemy się w dyskusje, jakie prowadzą na tym polu semantycznym karniści.
     W Metamorfozach Owidiusza Filomela zostaje zgwałcona przez szwagra Tereusa. Złorzeczy mu i obiecuje, że wyjawi krzywdę całemu światu. Ten jednak odcina jej język, aby na zawsze zamilkła. Mądra Filomela przemówiła przez sztukę: wyhaftowała swoją traumatyczną narrację na sukni zwanej w starożytnej Grecji peplos i tym gestem zdradziła tajemnicę siostrze - żonie gwałciciela. W tym miejscu spróbujemy dopisać kilka akapitów tej wciąż niedomkniętej narracji.
     Działania wojenne w Prusach Wschodnich toczyły się od października 1944 r. (zajęcie rejencji gąbińskiej) do końca kwietnia 1945 r. (zdobycie Königsberga i portu w Piławie). Te kilka miesięcy obfitowało w bardzo dramatyczne wydarzenia, których symbolem jest zbrodnia we wsi Nemmersdorf i ewakuacja ludności cywilnej przez Zalew Wiślany. Wieś Nemmersdorf (dzisiejsze Majakowskoje) leżała w obszarze szczególnie zażartych walk toczonych o Gołdap (niem. Goldap). Została zajęta przez Rosjan 21 października 1944 r., by po kilku / kilkudziesięciu (według różnych źródeł) godzinach ponownie przejść w ręce Niemców. W zniszczonej wsi znaleziono siedemdziesiąt dwa ciała niemieckich kobiet i dzieci. Badacze mówią dziś o mistrzowskim wykorzystaniu tego faktu dla celów propagandy nazistowskiej zorientowanej na utrzymanie morale na froncie i poza nim, na radykalizację nastojów strachu przez wschodnim - barbarzyńskim, jak dokumentowano - agresorem. Zorganizowano specjalną sesję fotograficzną, podczas której utrwalono specjalnie wyreżyserowane kadry zbrodni: ciała dodatkowo okaleczano, kobietom zadzierano spódnice sugerując dokonanie gwałtu. Propaganda goebbelsowska umiejętnie wyolbrzymiła skalę zbrodni i jej okrucieństwo (mówiono o masowych gwałtach, nadziewaniu dzieci na sztachety, ukrzyżowaniach). Zdjęcia i materiały z kronik filmowych bombardowały niemieckiego odbiorcę okrucieństwem, aby podskórnie utrwalić nienawiść do Rosjan i wzmocnić wolę oporu[8]. Trudno wyrokować, jakie były skutki tej propagandowej ofensywy, ale nie można wykluczyć, że były one niezgodne z przewidywaniami. Może dystrybuowane z wielką intensywnością materiały ocaliły życie tym wszystkim, którzy zdecydowali się (wbrew zakazowi) na wcześniejszą ewakuację z Prus Wschodnich i Pomorza; być może zaowocowały falą samobójstw niemieckiej ludności cywilnej (głównie kobiet) w strachu przez brutalnością czerwonoarmistów? Ten ostatni aspekt został sprytnie wykorzystany i wyeksponowany przez sprawców masakry. Propaganda radziecka, dla której sprawa Nemmersdorf była, jeśli nie krepującym tabu, to na pewno niezbyt heroicznym doświadczeniem, wykreowała narrację jakoby znalezione ciała były skutkiem - jak byśmy dziś powiedzieli - rozszerzonego samobójstwa dokonanego przez niemieckie kobiety (także na swoich dzieciach)[9]. Ta argumentacja miała pozwolić zdjąć z Rosjan odium barbarzyńskich agresorów, w niekorzystnym świetle przedstawić zachowania pokonanych (zakwestionowanie moralności sprawców samobójstw). O stopniu komplikacji problemu w sferze zjawisk psychologicznych i socjologicznych zaświadcza reportaż Włodzimierza Nowaka i Angeliki Kuźniak Noc w Wildenhagen, opisujący samobójstwa i dzieciobójstwa dokonane przez Niemki we wsi w dzisiejszym województwie lubuskim[10].
     Równie dramatyczna była ewakuacja ludności cywilnej drogą morską: pod obstrzałem samolotów radzieckich, w tężejącym mrozie. Symbolem tej traumy jest tragedia MS Wilhelm Gustloff zatopionego przez Rosjan 30 stycznia 1945 r.
     Po ustaniu działań wojennych, władzę w Okręgu Mazurskim - utworzonym na terytorium południowej części Prus Wschodnich - przejęły radzieckie komendantury wojenne. Rosjanie rozpoczęli bezwzględną eksploatację gospodarczą podbitego obszaru i eksterminację ludności. Pijani zwycięstwem i oszołomieni alkoholem żołnierze, niedostatecznie kontrolowani przez dowódców, wzajemnie podjudzani do eskalacji nienawiści, dopuszczali się podpaleń całych kwartałów niezniszczonych przez front miast, zorganizowanych grabieży, dewastacji infrastruktury przemysłowej. Oficjalne przekazanie władzy w Okręgu w ręce Pełnomocnika Rządu Tymczasowego RP na Okręg Mazurski nastąpiło 23 maja 1945 r., ale sytuacja przemocy utrzymywała się[11]. Deportacje Niemców/Warmiaków/Mazurów na wschód w charakterze niewolników przymusowych objęły dziesiątki tysięcy osób[12]. Gwałty na kobietach i dziewczynkach stały się zjawiskiem powszechnym, powtarzającym się i zwykle bardzo brutalnym. Skala zjawiska była ogromna. We współczesnej literaturze przyjmuje się, że "większość" kobiet w Prusach Wschodnich została poddana przemocy seksualnej ze strony Rosjan. Beata Halicka pisała:

gwałty służyły przede wszystkim zaspokojeniu potrzeby przemocy. Był to rytuał upokorzenia, forma wyrównania rachunków, która eskalowała pod wpływem wojny i - wzmocniona jeszcze niemieckim poczuciem wyższości[13].

     Starosta szczycieński Walter Późny w sprawozdaniu za sierpień 1945 roku donosił:

Ludność odnosi się do Armii Czerwonej nieprzychylnie, a to na skutek powtarzających się wypadków kradzieży, rabunków, a tu i ówdzie pobić i aktów gwałtu na kobietach, a nawet dzieciach"[14].

     W sprawozdaniach Wojewódzkiego Urzędu Informacji i Propagandy w Olsztynie z jesieni 1945 r. czytamy:

Zarząd gminy Pałacowo doniósł w dniu 2. 10. 45 r., że Krasnoarmiejcy prawie każdego dnia, uzbrojeni w broń palną napadają na ludność, włamując się do mieszkań, gwałcą kobiety i doszczętnie okradają mieszkańców. Zarząd prosi o wystawienie posterunku MO[15].

     Wychowanka Uniwersytetu Ludowego w Rudziskach Pasymskich pozostawiła relację poświęconą ewakuacji:

Kobiety w starszym wieku zgwałcone przez Rosjan nie tylko w jednym miejscu, lecz na każdym kroku, można było to spotkać (...) Widziałam jak dziewczyna, córka kowala 19-letnia przez 13 Rosjan została zgwałcona i jeszcze na końcu rozerwana. Było to okropne, czasami wolałabym nie istnieć na świecie[16].

     Hubert Orłowski wojenną przemoc seksualną zaliczył do kategorii przemocy "niezalegalizowanej kulturowo". To, że nie można jej było łączyć z takimi pojęciami jak "polec za ojczyznę" czy "pole chwały", miało wpływ na nieobecność w dyskursie publicznym[17]. To też udokumentowała narracja wspomnianych wyżej reporterów Włodzimierza Nowaka i Angeliki Kuźniak. Temat był niewyobrażalnie newralgiczny, bolesny moralnie, wstydliwy, kompromitujący i to zarówno dla sprawców, jak i ofiar. Faktem jest, że mimo rozmiarów zjawiska przemoc seksualna wobec kobiet w Prusach Wschodnich, podobnie jak samobójstwa kobiet podjęte w strachu przed groźbą gwałtu bądź jako bezpośrednia reakcja na dewiacyjną sytuację opresji, nie stały się tematem doniesień korespondentów dziennikarskich i reporterów okresu powojennego. Istnienie bodajże tylko jedno opowiadanie z lat 1945-1989 (Emilia Sukertowa-Biedrawina, Mazurskie dole i niedole, 1947) napomykające o Mazurce, która wrzuciła do studni swoje dzieci i sama popełniła samobójstwo w strachu przez Rosjanami. I choć w okresie stosunkowo liberalnej polityki informacyjnej lat 1945-1948 sporadycznie do prasy przedostawały się informacje o przemocy ze strony Rosjan (grabieże, dzikie wysiedlenia Niemców, wywózki do obozów pracy), to o gwałtach niemal nie wspomniano. Poza polityczną poprawność wychodziły sporadycznie ważne poznawczo teksty Eugenii Kocwy, Marii Jarochowskiej, Mariusza Margala, Stefana Sulimy[18]. W zbiorze reportaży Na gruzach Smętka[19] z 1947 r. Leon Sobociński pisał o "nowym najeździe Tatarów", przyrównując powojenne doświadczenia ludności z Prus Wschodnich do zbrodni, jakich dopuścił się na ziemi mazurskiej hetman polny koronny Wincenty Gosiewski w połowie XVII w. Spotęgowana siła tej metafory objawiła się dopiero po czterech dekadach. W latach 80. opowiedziano sporo o deprywacji reprezentantów wspólnoty natywnej - opresjonowanych przez Rosjan, a potem dotkniętych nierównościową polityką władz (reportaże małżeństwa Wróblewskich, Walocha, Bronisławskiego), ale przemoc seksualna wciąż była tematem dyskretnie przemilczanym. Tylko nieznacznie powiększa naszą wiedzę o tej kwestii memuarystyka, wydawana obficie począwszy od lat 60. XX wieku[20].
     Źródeł tego stanu rzeczy dopatrywać się trzeba w rygorach polityki informacyjnej państwa, które ze szczególną ortodoksyjnością odnosiło się do kwestii polityki wobec ziem przyłączonych do Polski w 1945 r., wobec mniejszości narodowych i etnicznych, wobec polsko-niemieckiego sąsiedztwa czy wreszcie wobec relacji z ZSRR - postrzeganego jako gwarant nienaruszalności granicy zachodniej. Wrocławski historyk Grzegorz Strauchold wśród tematów szczególnie narażonych na inkryminacje cenzury (w zakresie tzw. tematu zachodniego) wymienia: wywózki ludności miejscowej na roboty przymusowe do ZSRR, opinie na temat niemoralnego zachowania żołnierzy sowieckich i Milicji Obywatelskiej (gwałty na kobietach i dziewczynkach, choroby weneryczne jako pozostałość po przemocy "przejścia frontu"), nieprawidłowości prac komisji weryfikacyjnych, niemieckie dziedzictwo materialne i niematerialne na ziemiach pogranicza (obecność Niemców i języka niemieckiego)[21]. Tę listę należałoby uzupełnić m.in. o problematykę wyjazdów do Niemiec (wyolbrzymianie wpływu propagandy rewizjonistycznej, eliminacja podtekstów ekonomicznych, minimalizacja ilościowa zjawiska), stosunek laickiego państwa do wyznania ewangelickiego.
     Dokumenty Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk pozwalają odtworzyć politykę kontroli tekstów[22]. Najczęstszą strategią autorską zorientowaną na uśpienie czujności cenzury była strategia dyskomunikacyjnych eufemizmów, która pozwalała przemoc Rosjan wobec ludności w Prusach Wschodnich określić mianem "wybryków maruderów". W tej retoryce "wybryk" nabiera charakteru incydentalnego, a rzeczownik "maruder" uniemożliwia wiązanie podmiotów sprawczych z Armią Czerwoną. Za wszelką cenę dążono do marginalizacji zjawiska, pomniejszania jego skali, wpisywania w minioną i zamkniętą przeszłość; manipulując faktami odwoływano się do rzeczywistości uładzonej, pozbawionej konfliktów (wykluczenie z dyskursu dawało złudne poczucie kontroli anomalii)[23].
     Spośród całego szeregu kwestii inkryminowanych przez cenzurę, temat gwałtów był chyba największym tabu. W materiałach Ingerencji i przeoczeń WUKPPiW znajdziemy materiał ocenzurowanego reportażu radiowego Andrzeja Wakara przygotowanego dla Radia Olsztyn (4 marca 1965) Z pamiętnika przeszłości. Usunięty fragment poświęcony warmińskiej rodzinie Ziemskich dotykał m.in. sytuacji przemocy seksualnej wobec córek gospodarza:

Gdy Niemcy uciekli, przypiął do piersi biało-czerwoną kokardkę. Nikt na nią nie zwracał uwagi. Najgorzej traktowano jego córki. Ziemski zapłakał. "Choćby skryły się w sianie" - opowiadał - w piwnicy, w lesie, zawsze je znaleziono. Jednej udało się przemknąć do Olsztyna, do pani Pieniężnej, a dwie gdzieś zabrano[24].

     W dokumentach z kontroli przekroczenia tego typu piętnowano określeniami: "nietakt w stosunku do Związku Radzieckiego"[25], "podsyca nastroje antyradzieckie"[26].
     Bodajże raz w polskiej literaturze lat 1945-1989 temat gwałtu na kobietach z Prus Wschodnich stał się istotnym elementem fabularnym i problemowym tekstu literackiego. Mam tu na myśli powieść Tutejsza Bohdana Dzitki z 1981 r. Jej bohaterką jest Warmiaczka, która wchodzi w dorosłość w polskiej, socjalistycznej rzeczywistości. Gertruda jako podwójnie Inna: etnicznie (Warmiaczka) i genderowo (kobieta), doświadcza w 1945 r. podwójnego gwałtu. Tyle tylko, że sprawcami są polscy milicjanci, co można potraktować jako zabieg neutralizujący newralgiczność wątku, zwykle uruchamiającego konteksty relacji polsko-radzieckich. Seksualna przemoc jest bronią wojenną, dzięki której przez zdobywanie ciała wroga następuje symboliczne zawłaszczenie jego ojczyzny. Susan Brownmiller pisała w tym kontekście o narodowej mitologii wskazującej na korespondencje między ciałem kobiety a figurą matki-ojczyzny, matki-ziemi[27]. Postać Gertrudy jest nakreślona zgodnie z modelem dyskursu zależnościowego. Gwałt konkludował w dorosłym życiu dziewczyny masochistyczną potrzebą bycia zdominowaną (sfera seksualna, natrętne repetycje pamięci, małżeństwo z gwałcicielem). Sytuację przyjęcia gwałtu przez Gertrudę narrator zdaje się interpretować jako bezalternatywną sytuację pokonanych, uległych wobec zwycięzców (ich władzę symbolizuje biało-czerwona opaska na ręku gwałciciela i karabin). Dzitce udało się bardzo sugestywnie zarysować męskie fascynacje erotyczne innością kulturową i etniczną. Zetknięcie z innością czyniło gest seksualny bardziej pociągającym. "Wy tutejsze kobiety macie specjalny smak, który ja bardzo lubię"[28] - mówi polski dysponent wiedzy i władzy do podporządkowanej mu i uległej warmińskiej kobiety. Autor operuje tu stereotypami, które w tożsamość etniczną wpisywały określone preferencje seksualne i elementy fizyczności. Egzystencja kobiety w warunkach patriarchalnego społeczeństwa redukuje jej osobowość do elementów bierności, podległości, gotowości do przyjęcia przemocy, co - jak zauważa Inga Iwasiów - można opisać jako archetypową sytuację gwałtu[29].
     W projekcjach literackich lat 1945-1989 częściej zdarzały się ujęcia zaledwie sugerujące możliwość zaistnienia jakiegoś aktu nienormatywnego. To jakby czytać powieść z kluczem, której elementy są możliwe do zdekodowania jedynie przez bardzo empatycznego czytelnika. Powieść Henryka Panasa Krew na śniegu może być materiałem instruktażowym dla analiz nad sposobami wprowadzania newralgicznych wątków do poddanej cenzurze prozy fikcjonalnej. Rozgrywająca się w okresie pierwszych powojennych miesięcy powieść opisuje związek Mazurki Trudy z polskim żołnierzem podziemia niepodległościowego. On bierze ją jako wojenny łup, ona - zakochuje się i naiwnie liczy na trwały związek. Przemoc seksualna znajduje odzwierciedlenie w relacji między władzą i społeczeństwem. W krytyce postkolonialnej uznaje się, że kolonie są kobietą zniewalaną przez przybysza, Europejczyka - dysponenta wiedzy, władzy, języka[30]. Takim suwerenem jest polski ukochany Trudy. Możemy się domyślać, że dziewczyna wielokrotnie doświadczyła gwałtu. Gdy wchodzą do chaty mężczyźni z karabinami i opaskami na ramieniu, rozbiera się: jest gotowa na złożenie obiaty reprezentantowi dominium. Narracja Panasa jest prowadzona z męskiej perspektywy, co wyklucza empatię wobec ofiary. Sam gwałt nie jest oczywiście zaprezentowany, co redukuje frenetyczną warstwę zdarzenia. Hanna Gosk pisała:

prawo feudalnej władzy łączy się tu z prawem wojny i patriarchalnym porządkiem świata, w zgodzie z którym kobiety jako łup należą się silniejszym, a panowie mają dostęp do chłopskich żon i córek[31].

     Nowy język do wypowiedzenia niewypowiedzianych przez dziesięciolecia traum narodził się na przełomie nowego tysiąclecia wraz z wygenerowaniem się nowego kontekstu społecznego (przeobrażenia geopolityczne, nowe narzędzia współczesnej humanistyki z myślą feministyczną i postkolonialną na czele). Uwolniono pamięć i język, poluźniono gorset ograniczeń ideologicznych, rozpoczęto intensywne poszukiwania świadków Minionego, zaangażowano nowe narzędzia (instrumentarium oral history), stworzono zręby nowej kultury pamięci o II wojnie światowej[32]. Dla społeczeństwa niemieckiego, wciąż niemogącego uporać się z doświadczeniem seksualnej przemocy wojennej wobec kobiet u schyłku III Rzeszy, przełomowe znaczenie miała publikacja książki Antony'ego Beevora The Fall of Berlin 1945 (2005), wydanie wspomnień Anonimy i premiera powstałego na ich kanwie filmu Maxa Färberböcka Anonima - Eine Frau in Berlin (2008). Wszystkie rekonstruowały atmosferę zdobytego przez Rosjan  Berlina, upubliczniały fakty zapisane w archiwach Moskwy, otwierały wielką ogólnonarodową dyskusję[33]. W Polsce znakiem nowej narracji stał się pomnik ciężarnej kobiety gwałconej przez sowieckiego żołnierza autorstwa studenta ASP Jerzego Bohdana Szumczyka, eksponowany w Gdańsku przez kilka zaledwie godzin[34] oraz - także w skali ogólnopolskiej - film Róża Wojciecha Smarzowskiego. Ważną cezurą do upowszechnienia wiedzy o traumatycznych doświadczeniach pruskowschodniego pogranicza była emisja w telewizji publicznej filmu dokumentalnego ...bo jestem stąd w reżyserii Grzegorza Linkowskiego[35] oraz inicjatywa Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych zorientowana na udokumentowanie i upublicznienie doświadczenia "Tragedii Pruskiej", której termin został ukuty na wzór upowszechnionego pojęcia "Tragedia Górnośląska"[36].

Organizatorzy inicjatywy podkreślają, że przede wszystkim zależy im, na zebraniu jak największej ilości wspomnień o wydarzeniach z zimy 1945 w Prusach Wschodnich, mogą to być np. relacje świadków czasu, historie przodków, bądź też artefakty. Na podstawie przesłanych organizatorom materiałów, ma powstać film dokumentalny, a także strona internetowa, która będzie przedstawiać Pruską Tragedię: Chcemy by tak jak "Tragedia Górnośląska", również "Tragedia Pruska" stała się powszechnie znana - podkreśla Karol Czerwiński[37].

     Gwałt - jako element procedur militarnych - nie jest aktem seksualnym, ale demonstracją władzy. Zorientowany na zdobycie i pohańbienie kobiety, jest także - poniżeniem mężczyzny jako jej opiekuna. Taki podtekst niosą gwałty dokonywane publicznie, zorientowane na pozbawienie przeciwnika męskości. Taki jest kontekst figur mężów, ojców, braci będących świadkami gwałtów na bliskich im kobietach. Od Foucaulta wiemy, że dla kształtu dyskursu ważne jest, kto mówi o problemie i z jakiej perspektywy. Władza ustanawia pola eksploracji (ideologicznej, publicystycznej, naukowej), funduje instancje wysłuchujące i opiniujące[38]. W zgromadzonych materiałach to mężczyźni przejmują rolę narratora traumatycznych historii i "kolonizują" doświadczenie kobiet. Tak oto wciąż aktualne pozostaje pytanie Gayatri Ch. Spivak Can the Subaltern Speak?[39]. Teoria postkolonialna zakłada istnienie nierównościowych relacji grup dyskursywnych - dominujących i podporządkowanych. Te ostatnie - dotknięte gwałtem kobiety, mimo prób nie potrafią dokonać samodzielnej autoreprezentacji. W reportażu Mroczna historia Osiedla Mazurskiego sprawozdawcą jest dorosły dziś syn, świadek gwałtów na matce, ciotce, sąsiadce. Zmaskulinizowany charakter tej narracji zdradza leksyka - nienawykła do opisywania tajemnic kobiecej somy.

- Sytuacje były takie, że jak się Rosjanie upili, to szukali kobiet. Wszędzie, gdzie było coś do "zdobycia". Ciemno, dzieci spały, a oni ładowali się do domów, namacali jakąś, no i to szło. Kobiety bardzo płakały. Moja ciotka, miała dziewięciu w kolejce za jednym razem. - Do gwałtu.
- Tak. I dostała takiego krwotoku, że nie wiedziała, co ma z tym zrobić. Jakieś okłady z octu stosowała. To był jeden żołnierz za drugim - mówi. - Pan to widział?
- Opowiadała mojej mamie. Ja widziałem inny gwałt. Sąsiadkę z dołu dopadli. Krzyki, szum, zajrzałem przez drzwi. Jeden żołnierz stał z karabinem, a drugi gwałcił. Ten z karabinem krzyknął tylko do mnie "Uchadi" i zatrzasnął drzwi. Gwałty na Kolonii Mazurskiej były częste. Kobiety bały się wychodzić z domów. Jak się Rosjanie napili, to zachowywali się jak dzikusy. Moją matkę też chciał jeden zgwałcić. Jak jeszcze byliśmy na Grunwaldzkiej, ale złapaliśmy ją wszystkie dzieci za nogi i ją zostawił. Ale było też i tak, że niektóre Niemki współżyły z Ruskimi, żeby mieć na jedzenie - opowiada[40].

     Zdarza się, że w narracjach o gwałtach z roku 1945 r. maksymalnie redukuje się obecność pierwiastka kobiecego. Wykluczeniowe procedury dyskursu obejmują pozbawienie kobiet prawa głosu (uniemożliwienie samoekspresji), ale również redukcję cielesności kobiet (paradoksalnie dla sytuacji gwałtu). Tak jest w przypadku tekstu o przemocy seksualnej wobec sióstr zakonnych na Warmii[41], którego bohaterkami są już nie kobiety (w sensie fizycznym), ale męczennice. Takie myślenie uruchamia kontekst, który podniosła na marginesie dramatu bałkańskiego Dubravka Ugrešić. Czy figura kobiety-męczennicy nie jest narzędziem walki ideologicznej prowadzonej w patriarchalnym społeczeństwie?[42] - pytała chorwacka eseistka. W narracjach o procesach beatyfikacyjnych katolickich kobiet warmińskich zamordowanych bądź/i zgwałconych przez Rosjan - zapewne nieświadomie - upowszechnia się stereotyp łączenia ocalenia życia z uległością wobec agresora (ciche przyzwolenie na przemoc), co jeszcze bardziej obarcza kobietę winą i wstydem.

Kobiety, które stawiały słabszy opór przed gwałtem, często ocalały, natomiast ginęły te, które się broniły do końca. Stąd ten motyw męczeństwa w obronie czystości, gdyż można było uratować swoje życie - wyjaśnia ks. Świto[43].

     Pamięć ma charakter zbiorowy, mówił Maurice Halbwachs. Jest ogniskiem tradycji, narzędziem integrującym wspólnotę, legitymizuje władzę i porządek, tworzy więzi i tożsamości grupowe[44]. Pamięć gwałtów przez lata łączyła kobiety w sposób przedziwny: niewidoczny, niewypowiadalny. Tajne członkinie pamięci koncentrowały się na budowaniu murów, na pielęgnowaniu sekretu. Współczesne narracje na temat gwałtów 1945 r. mają coraz częściej charakter narracji postpamięci (Marianne Hirsch). To pamięć odziedziczona, artykułowana przez podmiot żyjący w cieniu traumatycznych narracji przeszłości, zapośredniczający emocje z rozmaitych artefaktów. Wciąż aktualne są strategie subtelnego przemilczenia przebiegu aktu przemocy, przy jednoczesnym wyartykułowaniu rozpisanych na lata konsekwencji gwałtu. Przykładem niech służy reportaż Niewypędzeni Cezarego Łazarkiewicza i Ewy Winnickiej[45]. Mamy tu wszystko, o czym donoszą akademickie podręczniki psychologii w rozdziałach o konsekwencjach przemocy seksualnej: śmierć podczas gwałtu, niepożądane ciąże, aborcje, odrzucenie przez partnera, depresję i obłęd.

najpierw zabili Polaka, co u nas pracował, potem kazali, żeby moje siostry poszły do nich, ale najstarsza Margarette nie chciała. Pochowaliśmy ją u gospodarza w ogródku, ale następnego dnia siostra leży na śniegu wykopana, może czegoś błyszczącego szukali, a może pies jaki ją wygrzebał? To my ją znów w prześcieradło owinęli, ale krzyża już nie stawialiśmy.
Druga siostra już później całe życie mówiła, że ją Ruskie napadną. Kazali jej pójść do zakładu dla umysłowo chorych w Barczewie, gdzie umarła. Mieliśmy sąsiadkę, jak jej mąż wrócił z wojny i zobaczył, że jest w ciąży, odszedł od razu, nie chciał ruskiego dziecka chować. No to ona się powiesiła, a starsze dzieci jakaś ciotka przygarnęła[46].

     Budowana po roku 2000 narracja o gwałtach kobiet w Prusach Wschodnich w 1945 r. ma trzy punkty zwrotne przypadające na lata 2008-2011-2015. Pierwszą cezurę wyznacza zbiór reportaży Joanny Wańkowskiej-Sobiesiak Buty Agaty/Agathes Schuhe[47], dokumentujący stan wyjściowy: nieprzekraczalną traumę wciąż ukrytą na dnie niepamięci. Drugą datę łączyć należy z premierą Róży Wojciecha Smorzowskiego. Reżyser estetyzuje przemoc, a czyniąc z gwałtu problem kulturowy, społeczny i estetyczny pokazuje, że przekroczenie granicy cywilnego wstydu jest możliwe. Trzecim kamieniem milowym jest dokument ...bo jestem stąd z 2015 r. Zasługuje na wyróżnienie z uwagi na konfesyjny charakter wypowiedzi bohaterek, które pierwszy raz decydują się na dokonać samoekspresji i znarratywizować swoje doświadczenie przemocowe[48].
     Dwujęzyczny zbiór reportaży Joanny Wańkowskiej-Sobiesiak oparty jest na obszernych wywiadach z czternastoma kobietami z Prus Wschodnich, które przeżyły wejście Rosjan, a następnie zostały deportowane na roboty przymusowe na wschód[49]. Bilingwizm tego wyboru ma trzy co najmniej sensy: jest głosem polimorficzności pogranicza, ilustruje ponadnacjonalne doświadczenie wojennej opresji, sytuuje się wobec dyskusji o wiktymizacyjnych doświadczeniach Niemców (większość z respondentek identyfikuje się jako Niemki). Zapisy rozmów nie grzeszą warsztatową finezją. Więcej - są nużące powtarzalnością epizodów z biografii kobiet (być może to świadomy zabieg eksponujący brak incydentalności opisywanych doświadczeń). W narracjach starych kobiet praktycznie nie ma pamięci gwałtu. Jako trauma został zepchnięty w niepamięć. Jako taki nie jest też - jak moglibyśmy się spodziewać - centralnym i przełomowym punktem ich fabularyzowanej biografii. To kulminacyjne miejsce opowieści zarezerwowane jest dla pobytu w sowieckich łagrach. Ta aksjologia wiktymizacyjna wyrasta z założeń problemowych zbioru, ale ma także uzasadnienie psychologiczne. Zdarzenia traumatyczne są zapamiętywane nie jako narracje, ale nieuporządkowane ciągi sensoryczne. To, co uderza w wysłuchanych opowieściach to eliminacja świadectw opresyjności doświadczonej ze strony Rosjan. Skrupulatnie przestrzegana political correctness jest jakby cytatem z epoki, w której wypowiedzi cenzurowała polityka kontrolna, co - jak się okazuje - jest mocno utrwalone w świadomości tej generacji. Na pytania o front kobiety reagują znaczącym milczeniem (reportaż Warmiaczka), w popłochu uciekają się do poetyki eufemizmów i parafraz (Pierścionek z niebieskim oczkiem).

Potem ją złapali Rosjanie i zbadali. Która była zarażona wenerycznie, to odprowadzali damoj[50].

     Autorka musi interweniować, tłumaczy uparte milczenie i język ezopowy.

Waltraut jest powściągliwa. W trakcie całej opowieści nie mówi na przykład o gwałtach dokonywanych przez Rosjan. Ucina temat: bita nie byłam[51].

     W Róży Smarzowskiego gwałt nie jest elementem spychanym na margines świata przedstawianego. Jest tego świata figurą trwałą, redundantną, zaskakująco wielokształtną. Scena gwałtu na barykadach powstania warszawskiego i śmierć gwałconej żony Tadeusza są inwokacją narracji o świecie po brzegi pełnym opresji, krzywdy i bólu. Smarzowski oferuje szeroką paletę obrazów przemocy seksualnej, scen kręconych "z ręki", pozwalających widzowi być w epicentrum dziejących się potworności. To gwałt na gruzach powalonej stolicy i skompromitowanych mitów międzywojnia; to powalone na śniegu ciała kobiet gwałconych na ulicach miasteczek wschodniopruskich przez pijanych żołdaków torujących drogę do komunistycznego jutra; to wreszcie gwałty w domowym interiorze, oskalpowanym z budujących intymność sprzętów. W tym świecie nawet natura jest pokaleczona, sponiewierana. Brutalność reżysera w projekcjach zła jest narzędziem autorskiego kina, ale jest także środkiem opiniującym. Wielokrotne, brutalne gwałty powodują ciążę Róży, poronienie, chorobę, śmierć. Poronienie jest wyrazem protestu ciała. Protestem duszy - jest przerażający krzyk Róży, będący - jak pisze Justyna Jaworska - wyrazem "transgresji poza granice człowieczeństwa"[52]. Ale ten krzyk jest także przyzwoleniem na artykulację: swojej historii, krzywdy i bólu. Agata Kulesza "dała twarz" tysiącom kobiet. Upubliczniła to, co najbardziej intymne, wstydliwe, ropiejące. Pokazała, że "to" jest ważne i można się "tym" podzielić. Pełna bólu i estetycznej frenezji narracja Smarzowskiego uruchomiła ogólnopolską, bardzo energetyzującą i emocjonalną dyskusję, a w konsekwencji prowadziła do wygenerowania nowego języka o doświadczeniu traumatycznym.
     Byłby tego przykładem film w reżyserii Grzegorza Linkowskiego. Projekt jest cezurą w trzech wymiarach: poznawczym (niespenetrowany zakres problemowy); estetycznym (oryginalne ujęcia cytujące portrety Vermeera, wykorzystanie ciekawych materiałów ikonograficznych i audiowizualnych); psychologicznym (konfesyjny charakter wypowiedzi bohaterek). Nie bez przyczyny w przywoływanych dotychczas materiałach głos zabierali jedynie świadkowie, bezpieczni w pozycjach obserwatorów przemocy. Cywilna odwaga kobiet, które decydują się spojrzeć w kamerę, ich gotowość do wyartykułowania swojej krzywdy nabiera w filmie Laskowskiego znaczenia spektakularnego. Śledztwo ujawnia portret pogranicza: świata heterogenicznego, pełnego paradoksów, o zróżnicowanym i bogatym kapitale kulturowym, czerpiącego z doświadczeń wielu kultur i wielu języków. Zaczynem dziennikarskich procedur śledczych jest informacja o prowadzonym współcześnie procesie beatyfikacyjnym kilku kobiet z Prus Wschodnich, które w 1945 r. doświadczyły przemocy ze strony Rosjan[53]. Dziennikarz stara się dociec charakteru tamtych wydarzeń, z pomocą historyków rekonstruuje fakty, penetruje zepchnięte do niepamięci wspomnienia, eksploruje emocje. Jak przystało na reportera "mówi" detalem. Choćby takim jak ruchoma figurka przedstawiająca radzieckiego żołnierza kopulującego z kobietą. Czym była dla wykonującego ją żołnierza, jakie emocje opisywała, czy była cytatem z wojennej autopsji? Punktem kulminacyjnym filmu jest rozmowa z seniorkami. Jedna z nich - którą poznajemy z imienia i nazwiska (sic!) - łamiącym się głosem opowiada o traumie, której doznała jako czternastolatka. Narracja - poszarpana i chaotyczna - pełna jest określeń definiujących emocje. Pani Maria mówi o uczuciach: potrafi je wyrazić i nazwać. Dojrzała do tego, by wyartykułować krzywdę, zawalczyć o uchylenie semantyki winy i hańby. W jednym wywiadów Krzysztof Ziemiec - występujący w filmie jako dziennikarz i narrator jednocześnie - mówi, że miał wrażenie, że kobiety czekały na niego i z ulgą przyjęły fakt, że ktoś podjął się zadania, by je wysłuchać, a nie osądzać. Wiek wyraźnie zredefiniował granicę wstydu kobiet zapisaną w języku, a wiązaną z doświadczeniem życiowym i (nie)wiedzą o ludzkiej biologii i seksualności. Bardzo prawdziwie wybrzmiewają uwagi reportera o trudnościach warsztatowych związanych z odkrywaniem intymnych zakamarków duszy. Że problem to poważny wiemy i od Hanny Krall, i od Wojciecha Tochmana rozmawiającego z kobietami Tutsi (Dzisiaj narysujemy śmierć).

Z sąsiadami się przecież o tym nie rozmawia, bo wstyd może, bo nie wypada, bo trudno po prostu. Czasem potrzeba kogoś obcego, kto nie będzie oceniał. W pokoju zostawałem tylko ja i kamera. Nie chciały, żeby ich opowieści słuchał jeszcze ktoś z ekipy. No bo jak przy pięciu młodych facetach mówić o zbiorowym gwałcie. (...) Zresztą one unikały słowa gwałt, uciekały od określeń jednoznacznych. Czasami miałem wrażenie, że chcą tę historię z siebie wyrzucić, wyprzeć i uciec, zaszyć się gdzieś[54].

     Doświadczenie gwałtu jest niewymazywalne i nieredukowalne. Zgwałcona kobieta nigdy nie będzie nie-zgwałcona. I niemal zawsze pozostaje sama ze swoim piętnem. Monika Ładoń pisała na marginesie prozy Włodzimierza Odojewskiego:

Snucie narracji o przemocy seksualnej jest możliwe jedynie w metaforycznej szczelinie między "pamięcią a zapomnieniem" dostępnej tylko ofierze. (...) Przemoc seksualna może istnieć w świadomości mężczyzny jako tajemnica, niedopowiedzenie, przeczuwany dramat, który zawsze kładzie się cieniem na związku "po gwałcie"[55].

     Piętno przechodzi na następne pokolenia. W dokumencie Linkowskiego widzimy dziewczynę, która nie odważa się pokazać widzowi swojej twarzy. Odwrócona plecami do kamery opowiada historię swojej rodziny: zgwałconej w 1945 r. babki; dziadka, który z trudem przezwyciężał niechęć do zhańbionej żony, ojca, który narodził się z opresyjnego aktu i przez całe życie zmagał się z poczuciem wykluczenia i gorszości, a wreszcie - jej samej, której tożsamość buduje doświadczenie przemocy.
     Zofia Nawrocka, autorka książki o języku opowiadania o przemocy seksualnej - sama ofiara gwałtu - pisała o trzech strategiach dyskursywnych wobec gwałtów: wiktymizacja, trywializacja, zaprzeczenie[56]. Wszystkie mieliśmy okazję obserwować w zgromadzonym materiale. Tabuizacja doświadczenia opresji seksualnej sprzyja alienacji ofiar, redukcji osobowości wyłącznie do atrybutu gwałtu, poczuciu dyskredytacji. Wysłuchanie ofiary daje szansę na upodmiotowienie; może konkludować redukcją postaw wiktymizacyjnych. Tyle psychologia. Z historycznego punktu widzenia mamy do czynienia z istotnym uzupełnieniem wiedzy o meandrach historii współczesnej. Obserwujemy narodziny dyskursu, który za Ewą Domańską określić można rewindykacyjnym i insurekcyjnym[57]. Jego istotnym kontekstem są modyfikacje narracji o pamięci i odpowiedzialności oraz redefinicje spojrzenia na ciało, wstyd i moralność. Ale narracje z Prus Wschodnich, narracje ofiar przemocy seksualnej w pierwszych miesiącach powojennych, wciąż są zadaniem do wykonania jako projekty przeciw-historii w znaczeniu Foucaulta. To wyzwania o kolosalnym znaczeniu epistemologicznym i etycznym.




[1] Siegfried Lenz, Dyskretna informacja o Mazurach, w: Słodkie Sulejki, przeł. Marianna Świętek, Poznań 1988, s. 140.
[2] Ernst Wiechert, Dzieci Jerominów, t. 1 przeł. Tadeusz Ostojski, t. 2 przeł. Jerzy Ptaszyński, Olsztyn 1972, s. 310.
[3] Hans Helmut Kirst, Bóg śpi na Mazurach, przekł. Tadeusz Ostojski, Olsztyn 1993, s. 275.
[4] Ta opresyjna praktyka seksualna, będąca wyrazem potrzeby dominacji, może być konceptualizowana na planie społecznym i kulturowym, prawnym i moralnym, psychologicznym, antropologicznym, historycznym, zob. Georges Vigarello, Historia gwałtu od XVI do XX wieku, Warszawa 2010.
[5] Radosław Sierocki, Rafał Kleśta-Nawrocki, Jacek Kowalewski, Praktykowanie pamięci. Olsztynianie - rekonesans antropologiczny, Olsztyn 2014, s. 99 i n.
[6] Marcin Zaremba, Jolanta Zarembina, 1945 rok kobiet upodlonych, "Newsweek" 2005, nr 24, s. 32- 36; Joanna Ostrowska, Marcin Zaremba, Kobieca gehenna, "Polityka" 2009, nr 7, s. 10-13.
[71] Uniwersalny słownik języka polskiego, pod red. red. Stanisława Dubisza, t. 1, Warszawa 2008, s. 505.
[8] Leszek Adamczewski, Syndrom Nemmersdorf, interia.pl/obyczaje/militaria/news-syndrom-nemmersdorf,nId,449821,nPack,3 [dostęp: 22.11. 2012].
[9] Taką wersję podaje m.in. Maria Podlasek, Wypędzenie Niemców z terenów na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej. Relacje świadków, Warszawa 1995, s. 68-71.
[10] Włodzimierz Nowak, Angelika Kuźniak, Noc w Wildenhagen, w: idem, Obwód głowy, Wołowiec, 2007, s. 19-40.
[11] Zob. m.in. Ziemie Zachodnie w 1945 roku w świetle dokumentów, "Przegląd Zachodni" 1997, nr 3, s. 201-216; Okręg Mazurski w raportach Jakuba Prawina: 1945 roku, oprac. Tadeusz Baryła, Olsztyn 1996.
[12] Liczbę deportowanych szacuje się na około 60 tysięcy. Zob. Leszek Belzyt, Między Polską a Niemcami. Weryfikacja narodowościowa i jej następstwa na Warmii, Mazurach i Powiślu w latach 1945-1960, Toruń 1998, s. 51.
[13] Beata Halicka, Polski Dziki Zachód. Przymusowe migracje i oswajanie Nadodrza 1945-1948, przekł. Aleksandra Łuczak, Kraków 2015, s. 115.
[14] 1945 wrzesień 9, Szczytno. - Sprawozdanie sytuacyjne za sierpień starosty szczycieńskiego Waltera Późnego dla Urzędu Pełnomocnika Rządu RP na Okręg Mazurski, przekazanie Niemców władzom polskim przez komendantury wojenne, w: Warmiacy i Mazurzy w PRL. Wybór dokumentów. Rok 1945, wstęp i oprac. Tadeusz Baryła, Olsztyn 1994, s. 72-73.
[15] APO [Archiwum Państwowe w Olsztynie], Wojewódzki Urząd Informacji i Propagandy w Olsztynie, Sprawozdania i plany Urzędu Wojewódzkiego 1945-1947, nr 500/2.
[16] Cyt. za: Witold Gieszczyński, Armia Sowiecka na Warmii i Mazurach w latach 1945-1948. Szkic do monografii, "Zeszyty Ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego" 2013, nr 27, s. 61.
[17] Hubert Orłowski, Przemoc - tabu - trauma ofiar. Wokół najnowszej opowieści Güntera Grassa, "Zeszyty Instytutu Zachodniego" 2002, nr 30, s. 20-25 i n.
[18] Eugenia Kocwa, Na Mazurach, "Tygodnik Powszechny", 1945, nr 34, s. 4-5; Maria Jarochowska, O Warnijo, o Warnijo!, "Odrodzenie" 1946, nr 34, s. 3-4; Mariusz Margal, Kraj, który woła o pomoc, "Kuźnica" 1946, nr 27, s. 3-5; Stefan Sulima [Władysław Ogrodziński], Spotkanie ze Szczytnem, "Odra" 1946, nr 37, s. 2- 4.
[19] Leon Sobociński, Na gruzach Smętka, Warszawa 1947, s. 185-191.
[20] Zob. m. in.: Moja droga do Polski, w: Młode pokolenie wsi Polski Ludowej. Pamiętniki i studia, t. 1: Awans pokolenia, wybór i oprac. Józef Chałasiński et al; Warszawa 1964, s. 453- 488; Droga moich dwudziestu dwóch lat, w: Młode pokolenie wsi Polski Ludowej, t. 2: Tu jest mój dom, s. 415-440. zob. też. Jan Chłosta, Druga wojna światowa we wspomnieniach autorów związanych z Prusami Wschodnimi, "Komunikaty Mazursko-Warmińskie" 2005, nr 4, s. 585-594.
[21] Grzegorz Strauchold, Ludność rodzima pod "opieką" cenzury (1945-1948). Przyczynek do polityki informacyjnej lat. 40., w: Wrocławskie Studia z Historii Najnowszej, Wrocław 2001, t. VIII, s. 277-286.
[22] Joanna Szydłowska, Ocenzurowane dziedzictwo. Krajobraz kulturowy Ziem Zachodnich i Północnych w świetle archiwów Wojewódzkiego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk w Olsztynie, w: Napis, seria XV: Umysły zniewolone. Literatura pod presją, Warszawa 2009, s. 337-350.
[23] Argumenty mistyfikujące rzeczywistość polityczną i kulturowo-społeczną byłych Prus Wschodnich są funkcjonalne także w dyskursie współczesnym. Przykładem niech służy "zbeletryzowana powieść polityczna" Feliksa Walichnowskiego Zima-wiosna 1945. To melanż konwencji melodramatu (romans radzieckiej komunistki i Polaka), szkicu historycznego (tło historyczno-kulturowe południowej części Prus Wschodnich) i reporterskiego sprawozdania. Publikacja grzeszy przekłamaniami w zakresie troski Rosjan o ocalenie pejzażu kulturowego Warmii i Mazur, ochronę cywilnej ludności natywnej (Warmiaków i Mazurów), negatywnego podejścia oficerów politycznych do wojennych gwałtów (Olga Rakowska jako oficer polityczny uświadamia radzieckich żołnierzy o naganności tego procederu). Feliks Walichnowski, Zima-wiosna 1945, Olsztyn 1995.
[24] Archiwum Akt Nowych w Warszawie [AAN], I/850, GUKPPiW [Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk]
[25] APO, Wojewódzki Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, Nr 613/10 k. 1.
[26] Ibidem, k. 11.
[27] Susan Brownmiller, Against our will: men, woman and rape, [b.m.w.] 1975.
[28] Bohdan Dzitko, Tutejsza, Olsztyn 1981, s. 111.
[29] Inga Iwasiów, Kresy w twórczości Włodzimierza Odojewskiego. Próba feministyczna, Szczecin 1994, s. 102 i n.
[30] Ewa M. Thompson, Trubadurzy imperium. Literatura rosyjska i kolonializm, przekł. Anna Sierszulska, Kraków 2000, s. 10.
[31] Hanna Gosk, Opowieści "skolonizowanego/kolonizatora": w kręgu studiów postzależnościowych nad literaturą polską XX i XXI wieku, Kraków 2010, s. 152.
[32] Por. m.in. Anna Wolf-Powęska, Pamięć wojny, wojna pamięci, "Gazeta Wyborcza" 2005 z dn.7.05.
[33] Anonima, Kobieta w Berlinie 1945, przeł. Barbara Tarnas, Warszawa 2004 oraz jej ekranizacja w reżyserii Maxa Färberböcka. Zob. też Antony Beevor, Berlin 1945. Upadek, przeł. Józef Kozłowski, Warszawa 2009. Realiów wschodniopruskich dotyczy dwuczęściowy film telewizyjny Die Flucht pokazany przez pierwszy program telewizji niemieckiej wiosną 2007 r.
[34] Wojciech Pięciak, Frau, komm!, "Tygodnik Powszechny" 21.10.2013 https://www.tygodnikpowszechny.pl/frau-komm-20912 [dostęp: 12.02.2016].
[35]Film dokumentalny ...bo jestem stąd w reżyserii Grzegorza Linkowskiego został wyprodukowany w 2014 r. przez Argentum Film Studio dla Telewizji Polskiej. Spotkał się z dużym rezonansem wśród odbiorców, zwłaszcza na Warmii i Mazurach i na innych terenach tzw. ziem poniemieckich. W 2015 r. został uhonorowany Nagrodą Specjalną Dyrektora Artystycznego XXI Festiwalu Form Dokumentalnych "Nurt" Krzysztofa Miklaszewskiego.
[36] Powstał także czterdziestosiedmiominutowy fabularyzowany dokument Tragedia Górnośląska 1945 przygotowany przez Aleksandrę Fudalę-Barańską oraz Adama Turylę w 2015 r.
[37] ww.vdg.pl/pl/article/2438-nie-tylko-na-slasku-upamietnia-tragedie-niemcow [dostęp: 21.06.2016].
[38]Michel Foucault, Historia seksualności, przekł. Bogdan Banasiak, Tadeusz Komendant, Kazimierz Matuszewski, Warszawa 1995.
[39] Can the Subaltern Speak?, w: Marxism and the Interpretation of Culture pod red. Cary'ego Nelsona i Lawrence'a Grossberga, 1988.
[40] Wioletta Sawicka, Mroczna historia osiedla Mazurskiego: Gazeta Olsztyńska, 4.10. 2013 [dostęp: 10.04.2016].
[41] Heroizm w obliczu barbarzyństwa. Z siostrą Anną Tymińską ze Zgromadzenia Świętej Katarzyny Dziewicy i Męczennicy, rozm. Kajetan Rajski. http://www.pch24.pl/heroizm-w-obliczu-barbarzynstwa,18805,i.html [dostęp: 9.03.2016].
[42] Dubravka Ugrešić, Kultura kłamstwa, przeł. Dorota Jovanka Ćirlić, wyd. 2, Wołowiec 2006.
[44] Maurice Halbwachs, Społeczne ramy pamięci, przekł. i wstęp Marcin Król, wyd. 2, Warszawa 2008, s. 63 i n.
[45] Cezary Łazarkiewicz, Ewa Winnicka, Niewypędzeni, "Polityka" 2007, nr 19, s. 116-121.
[46] Ibidem, s. 120.
[47] Joanna Wańkowska-Sobiesiak, Buty Agaty/Agathes Schuhe, Olsztyn 2008.
[48] Gwałty w Prusach Wschodnich w roku 1945 są oryginalnie skonceptualizowane w prozie piszącej pod pseudonimem Anny Schilling. Akacja (Olsztyn 2001) jest interesująca także dlatego, że kreuje lesbiańską podmiotowość kobiet. Rewoltą patriarchalnego porządku jest fakt, że trzon tego świata przedstawionego stanowią kobiety: Polki, Niemki, Żydówki, których działania nawiązują do idei siostrzeństwa. Bernadetta Darska, Podobieństwa i różnice, czyli literacki świat lesbijski. Przypadek Ewy S., Moniki M. i Magdaleno O., w: Queerowanie feminizmu. Estetyka, polityka czy coś więcej?, pod red. Joanny Zakrzewskiej, Poznań 2006, s. 193 i n. Także u Kazimierza Orłosia ziemia pogranicza Anno domini 1945 jest światem bólu, gwałtu. W tytułowym opowiadaniu zbioru Dziewczyna z ganku (Kraków 2006) kluczowy jest symbol łóżka. To misterium miłosnego spełnienia czasów przedwojennych, obiaty, którą złożyć trzeba reprezentantowi dominium w sytuacji podboju, nudnych małżeńskich obowiązków pokolenia dorastającego w świecie pokoju.
[49]Joanna Chłosta-Zielonka, Wędrówka ku wolności. Wspomnienia emigrantów z lat sowieckiej okupacji, w: Literatura utracona, poszukiwana czy odzyskana. Wokół problemów emigracji. Studia i szkice, pod red. Zbigniewa Andreasa, Jana Wolskiego, Rzeszów 2003, s. 240-249.
[50] Joanna Wańkowska-Sobiesiak, Buty Agaty, s. 143.
[51] Ibidem, s. 144.
[52] Justyna Jaworska, Róża i krew, "Dialog" 2012, nr 7/8, s. 69.
[53] Proces beatyfikacyjny objął 46 męczenników z okresu II wojny światowej: ofiary reżimu nazistowskiego (9) i komunistycznego (37). Marcin Przeciszewski, https://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x26060/meczennicy-warminscy-ofiary-komunizmu-i-nazizmu/ [dostęp: 9.04.2016].
[54] Sowiecki gwałt, z Krzysztofem Ziemcem rozm. przepr. Magdalena Rigamonti, "Wprost" 8.03.2015.
[55] Monika Ładoń, Gwałt w prozie Włodzimierza Odojewskiego, "Postscriptum Polonistyczne" 2013, nr 1, s. 120.
[56] Zofia Nawrocka, Gwałt. Głos kobiet wobec społecznego tabu, Warszawa 2013, s. 71.
[57] Ewa Domańska, Historie niekonwencjonalne. Refleksja o przeszłości w nowej humanistyce, Poznań 2006.

do góry









































strona 69








































strona 70








































strona 71








































strona 72








































strona 73








































strona 74








































strona 75








































strona 76








































strona 77








































strona 78








































strona 79








































strona 80








































strona 81








































strona 82








































strona 83








































strona 84








































strona 85

główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version